Komentarz redakcyjny
Wyzwiska wobec przeciwników, poniżające porównania i kolejne awantury. Dariusz Matecki dostarczył wystarczająco wielu przykładów, żeby zapytać, dlaczego wciąż nagradzamy takie zachowanie uwagą. My mówimy: dość. Chamstwo z poselską legitymacją pozostaje chamstwem.
Można ostro krytykować rząd. Można domagać się rozliczeń, zadawać niewygodne pytania i spierać o każdą ustawę. Od posła mamy jednak prawo oczekiwać, iż potrafi to robić bez poniżania ludzi. W przypadku Dariusza Mateckiego lista zachowań przekraczających tę granicę ciągnie się od lat.
Na początku listopada poseł nagrywał niemieckich żołnierzy spotkanych w Warszawie. Pytał, co robią w Polsce, mówił o „obrzydzeniu” na widok niemieckiego munduru i kwestionował możliwość nazywania Niemców cywilizowanym narodem do czasu rozliczenia przeszłości. Tymczasem ambasada wyjaśniła, iż obecność wojskowych wiązała się z uroczystościami i wystawą, odrzucając sugestie ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski.
Pamięć o niemieckich zbrodniach zasługuje na powagę. Wykorzystywanie jej do wzbudzania wrogości wobec spotkanych na ulicy żołnierzy dzisiejszego sojusznika oceniamy jako nieodpowiedzialne. Poseł powinien sprawdzać okoliczności, zanim zacznie budować atmosferę zagrożenia.
Kilka dni wcześniej na stronie Mateckiego pojawił się materiał zatytułowany: „Mariusz Gosek pilnuje Polski. Niczym w zoo, nie pozwala ludziom się zbliżać do kodziarstwa”. W takim języku przeciwnik polityczny przestaje być obywatelem, z którym trzeba się zmierzyć na argumenty. Staje się obiektem pogardy.
W październiku, podczas briefingu Krzysztofa Rutkowskiego, Matecki krzyczał, iż chciał wyrwać Michałowi Kołodziejczakowi włos do badania na narkotyki. Rutkowski odpowiadał osobistymi docinkami. Obaj zamienili sejmowy korytarz w miejsce wzajemnego przekrzykiwania się. Poważne zarzuty wymagają dowodów i wyjaśnienia. Taki spektakl niczego nie rozstrzyga.
We wrześniu Matecki przechodził przez ogrodzenie Akademii Wymiaru Sprawiedliwości mimo ostrzeżeń policjantów. W czerwcu 2024 roku urządził sobie nocną wyprawę na dach budynków sejmowych, tłumacząc ją chęcią zrobienia zdjęcia. W tej drugiej sprawie Prezydium Sejmu zdecydowało o obniżeniu jego uposażenia o połowę na trzy miesiące. Trudno w tych zachowaniach dostrzec szacunek do instytucji i obowiązujących w nich zasad.
Jeszcze bardziej wymowne są słowa kierowane do konkretnych ludzi.
W październiku 2024 roku Matecki napisał do Witolda Zembaczyńskiego: „Jesteś bydlakiem. Do tego skrajnie tępym bydlakiem”. Trudno o bardziej dosłowny przykład zastępowania argumentów obelgą. Wyborcy mają prawo oczekiwać od swojego reprezentanta znacznie więcej.
W listopadzie 2025 roku, na antenie TV Republika, mówił o „odstrzeleniu” polskiego „łowcy cieni” przez węgierskie służby. Rozważał hipotetyczną próbę zatrzymania Zbigniewa Ziobry na Węgrzech po uzyskaniu przez niego azylu, przedstawiając taki scenariusz jako bezprawne działanie zbrojne. Słowo „odstrzelenie” z ust parlamentarzysty powinno wywoływać sprzeciw. Odpowiedzialność za publiczną wypowiedź nie kończy się na dopowiedzeniu hipotetycznego scenariusza.
Ta historia zaczęła się przed wejściem Mateckiego do Sejmu. W 2019 roku uczestniczył w konferencji zapowiadającej „Dezynfekcję Szczecina od ideologii LGBT”. Po krytyce odciął się od happeningu. Sam pomysł przedstawiania obecności innych ludzi jako czegoś wymagającego dezynfekcji zasługiwał na stanowczy sprzeciw.
W 2023 roku, atakując „Zieloną granicę”, zestawiał występujących w filmie aktorów z artystami kolaborującymi z hitlerowcami i domagał się społecznego ostracyzmu wobec twórców. Krytykę filmu zastąpiło publiczne piętnowanie ludzi.
Uczciwość wymaga też powiedzenia, iż nie w każdej awanturze z Mateckim druga strona zachowywała się adekwatnie. W styczniu 2025 roku Wojciech Czuchnowski obrażał posła i wyrwał mu telefon. Matecki filmował dziennikarza z bliskiej odległości mimo jego sprzeciwu, nazywał go „wariatem” i mówił, iż musi się leczyć. Naganne zachowanie jednej strony nie usprawiedliwia drugiej.
Ale dziś zaatakował w sejmie fizycznie….
Po tylu przykładach trudno zadowolić się kolejnym rytualnym oburzeniem. Potrzebna jest konsekwencja.
Dlatego apelujemy do redakcji o medialny bojkot Dariusza Mateckiego. O rezygnację z zaproszeń, których główną atrakcją ma być awantura. O zaprzestanie promowania obraźliwych wystąpień jako politycznej rozrywki. Każde takie zaproszenie wysyła czytelny komunikat: przekraczanie granic przynosi korzyści.
Dziennikarze przez cały czas powinni sprawdzać jego działalność, zadawać pytania, opisywać decyzje i przedstawiać odpowiedzi na konkretne zarzuty. Rzetelna kontrola polityka nie wymaga zapewniania mu niekończącego się pasma występów.
Także partia, która wystawia go na listach, powinna jasno powiedzieć, jakie standardy obowiązują jej reprezentantów. Od samych deklaracji o szacunku i odpowiedzialności nic się nie zmieni.
Mówimy dość. Ban dla Mateckiego rozumiemy jako koniec medialnego nagradzania pogardy. Dla chamstwa nie ma miejsca w debacie publicznej, bez względu na nazwisko, partyjne barwy i liczbę obserwujących.









![Wypłaty ZUS w listopadzie 2026. Część emerytur, rent i 800+ przyjdzie wcześniej [KALENDARZ]](https://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2026/02/Starszy-senior-komputer.webp)





