Dane mieszkańców Łodzi trafiały do Google. Miasto przyznaje: to był błąd

2 godzin temu

Miasto przyznaje: to był błąd

Wracamy do sprawy możliwego śledzenia mieszkańców korzystających z miejskich stron internetowych. Po audycie łódzkiego informatyka Macieja Lesiaka i wniosku stowarzyszenia Łódź Cała Naprzód sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich.

RPO zwrócił się do władz Łodzi o wyjaśnienia. Pytał m.in. o to, czy dane osób korzystających z miejskich stron, takich jak Biuletyn Informacji Publicznej, strony MOPS-u, Karty Łodzianina i aplikacji Łódź.pl. mogły trafiać do zewnętrznych podmiotów jeszcze przed wyrażeniem zgody. Chciał też wiedzieć jakie działania miasto podjęło po ujawnieniu sprawy.

Urząd odpowiedział już Rzecznikowi. O szczegóły zapytaliśmy także magistrat. Właśnie otrzymaliśmy odpowiedź.

- Miasto przeprowadziło analizę kwestii wskazanych przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Ustalono, iż w przypadku serwisu analitycznego Google, wskutek błędu technicznego, przekazywany był zbiór danych z flagą „not set”, która nie daje sygnału o udzielonej zgodzie i blokuje możliwość wykorzystania tych danych przez Google. Nie stwierdzono przekazywania innych danych ani innym podmiotom trzecim

- przekazał TuLodz Urząd Miasta Łodzi.

Najprościej mówiąc: miasto przyznaje, iż dane trafiały do Google, choć użytkownik nie zdążył jeszcze wyrazić zgody. Urząd tłumaczy jednak, iż przy tych danych pojawiał się znacznik „not set”, czyli informacja, iż zgoda nie została ustawiona. Zdaniem magistratu taki status powinien blokować Google możliwość wykorzystania tych informacji.

Dane trafiły do Google. Co stało się z nimi później?

I właśnie tutaj zaczyna się najważniejszy spór. Miasto mówi: dane były wysyłane, ale nie powinny zostać później wykorzystane.

Problem w tym, iż we wcześniejszej odpowiedzi na interpelację radnych urząd sam przyznał, iż przeprowadzona analiza nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to, co Google zrobił po otrzymaniu takiego sygnału
To właśnie na ten element od początku zwraca uwagę informatyk Maciej Lesiak. Jego zdaniem problemem jest już samo przesyłanie danych przed tym, jak użytkownik kliknie zgodę albo odmowę.

Lesiak podkreśla również, iż po ujawnieniu sprawy miasto zleciło usunięcie starych i nieadekwatnych kodów z części serwisów. Wcześniej magistrat informował też, iż rozważa przeprowadzenie zewnętrznego audytu.

Miasto: dane nie trafiały do innych podmiotów

Urząd odcina się natomiast od drugiego z najpoważniejszych zarzutów. UMŁ twierdzi, iż podczas analizy nie stwierdzono, aby dane z miejskich stron były przekazywane innym podmiotom trzecim, jak np. do Łódzkiej Organizacji Turystycznej, Meta czy innych firm.

Osobno miasto odniosło się do Karty Łodzianina.

- W odniesieniu do Karty Łodzianina potwierdzono również obowiązujące zasady przetwarzania danych, w tym brak sprzedaży czy udostępniania danych uczestników reklamodawcom lub innym podmiotom komercyjnym. System podlegał także ocenom skutków dla ochrony danych i zewnętrznemu audytowi zgodności z RODO

- poinformował nas magistrat.

Słowem: miasto zaprzecza, aby dane z Karty Łodzianina były wykorzystywane do targetowania reklam.

Teraz ruch po stronie RPO

Miasto przekazało Rzecznikowi Praw Obywatelskich szczegółowe wyjaśnienia. Na razie nie wiadomo, czy RPO uzna je za wystarczające, czy będzie chciał kolejnych dokumentów i odpowiedzi.

Sprawa pozostaje też otwarta z innego powodu. Łódź Cała Naprzód skierowała ją również do Najwyższej Izby Kontroli.

https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/afera-wokol-miejskich-stron-w-lodzi-dane-mieszkancow-mogly-trafiac-do-zewnetrznych-firm/C9xefMiagizBmJCj3XDS
Idź do oryginalnego materiału