Dochodzenie Prokuratury Europejskiej i CBA wokół flagowego programu dotacyjnego nie kończy się na rządach PiS – sięga aż po luty 2026 r.. To oznacza, iż sprawa obejmuje również obecną koalicję – wynika z doniesień Business Insidera (BI).
Według ustaleń „BI” śledczy przyglądają się okresowi między 25 stycznia 2022 r. a 18 lutego 2026 r. Na celowniku znalazł się flagowy program dotacyjny zarówno z czasów Prawa i Sprawiedliwości, jak i to, jak program był prowadzony pod nadzorem minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski i nowego kierownictwa NFOŚiGW.
Co zarzucają śledczy? Chodzi o niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – a dokładniej czyn z art. 231 par. 1 k.k., za który grozi do trzech lat więzienia.
W kwietniu CBA, działając na zlecenie europejskiej prokuratury, zabezpieczyło dokumentację w kilkunastu instytucjach, m.in. w KPRM, resortach klimatu i funduszy oraz w NFOŚiGW. Bruksela włączyła się do sprawy, bo część pieniędzy na program pochodziła z budżetu Unii.
- Czytaj także: CBA w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. „System od początku był korupcjogenny”
W 2022 zniknęły maksymalne stawki
Z artykułu BI wyłania się obraz afery, której dało się uniknąć. Już w 2021 r. ruszył zespół przygotowujący nową wersję programu. Zasiedli w nim urzędnicy ministerstw, urzędnicy z NFOŚiGW, eksperci Banku Światowego i Polskiego Alarmu Smogowego. Z notatek wynika, iż od początku zastanawiano się, jak uszczelnić prefinansowanie, żeby publiczne pieniądze nie wyciekały. Na stole leżały konkretne pomysły – choćby umowy trójstronne wiążące fundusz, wykonawcę i beneficjenta, dzięki którym to wykonawca odpowiadałby za prawidłowe rozliczenie inwestycji. Żadnego z tych zabezpieczeń nie wdrożono.
W lipcu 2022 r. ówczesna minister klimatu Anna Moskwa zaprezentowała nową edycję programu – pozbawioną tych mechanizmów. – Istotą tego programu jest to, iż dajemy przedpłatę, czyli uruchamiamy dotację jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji, co pomoże osobom najuboższym – mówiła wtedy podczas konferencji w Radomiu.
Zniknęły maksymalne stawki za okna, drzwi czy ocieplenie, nie powołano operatorów, nie ustalono cen referencyjnych. Jak przypomina „BI” praktyce państwo finansowało niekiedy całość kosztów, wykonawca inkasował połowę z góry, a nikt nie pytał go o zasadność wydatków.
Polski Alarm Smogowy: straty mogą sięgać miliardów złotych
Rynek zareagował błyskawicznie. Rok 2023 przyniósł skok liczby wniosków ze 158 tys. do 217 tys., czyli niemal o 40 proc. Symbolem nadużyć stały się drzwi wycenione na ponad 40 tys. zł, które publicznie napiętnowała później sama Hennig-Kloska.
Jak się okazuje sąd w Olsztynie nieprawomocnie przyznał, iż taki zakup mieścił się w regulaminie, bo… żadnych limitów wówczas nie było. Luk było zresztą więcej: jedną nieruchomość dało się „obsłużyć” dotacją kilka razy. Wystarczyło też przepisać jej drobny ułamek na osobę o niskich dochodach, by sięgnąć po wyższe wsparcie.
Skali strat wciąż nikt nie zna, ale mowa najpewniej o miliardach. – Straty wynikające z drastycznego zawyżania dotacji czy finansowania z pieniędzy publicznych urządzeń, które nie mogły być objęte finansowaniem (tj. kotły na węgiel), mogą sięgać miliardów złotych — ocenia w rozmowie z „BI” Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego. Bilans programu od jego startu jesienią 2018 r. do maja 2026 r. to blisko milion zawartych umów i ponad 21 mld zł wypłaconego dofinansowania.
Była minister broni swoich decyzji
Jak wielokrotnie pisaliśmy także na łamach SmogLabu, instytucje państwowe dostawały ostrzeżenia nie tylko od działaczy Polskiego Alarmu Smogowego, a choćby od jednostek administracji publicznej.
Na przykład toruński oddział wojewódzkiego funduszu już z początkiem 2024 r. raportował NFOŚiGW podejrzane praktyki, przestrzegając, iż gdy wykonawca zbankrutuje, oddać zaliczkę będzie musiał najuboższy beneficjent. Niedługo później wiceminister Krzysztof Bolesta pisał do prezes NFOŚiGW wprost o „konieczności niezwłocznego podjęcia działań prewencyjnych”.
Mimo to ukrócenie nadużyć nastąpiło wiele miesięcy później. Pierwsze, połowiczne zmiany przyszły w kwietniu 2024 r., a pełna reforma dopiero 31 marca 2025 r. Dziś Anna Moskwa pytana przez „BI” broni swoich decyzji, przekonując, iż program „to żywy organizm”, a prefinansowanie wprowadzano „jako format pilotażowy”.
Tymczasem, jak podkreśla Guła, przywrócenie limitów było kwestią jednej szybkiej decyzji zarządu funduszu. Ostatecznie hossę zawyżonych kosztów ukróciło dopiero wspomniane i nagłe zawieszenie programu w listopadzie 2024 r. – które boleśnie uderzyło także w uczciwe firmy, z dnia na dzień pozbawione przychodów. Ucierpieli też uczciwi beneficjenci, a w urzędach przyjmujących wnioski zapanował chaos, ponieważ nikt nie uprzedził ich o planowanym wstrzymaniu naboru.
Spór w rządzie trwa. „Komisja zablokowałaby przelewy”
Sprawa odbija się dziś rykoszetem wewnątrz samej koalicji. Opisywaliśmy ją wielokrotnie, na długo zanim CBA weszło do ministerstw.
W lutym 2026 r. w tekście „Pusta kasa w Czystym Powietrzu. »Za błędy zapłacą najubożsi«” SmogLab ujawnił, iż minister finansów Andrzej Domański wstrzymał refinansowanie środków z programu FEnIKS. Polsce grozi utrata kilku miliardów złotych unijnych dotacji – m.in. z powodu finansowania kotłów pelletowych z „rusztami awaryjnymi”, pozwalającymi palić węglem a choćby śmieciami.
Przypominaliśmy też, iż resort Hennig-Kloski niemal od dawna zdawał sobie sprawę, dokąd zmierza sytuacja, oraz iż za błędy urzędników płacą dziś najuboższe gospodarstwa, którym jednostronnie obcina się wcześniej przyznane dotacje.
Do sprawy wrócił teraz portal Money.pl, wskazując, iż między resortem klimatu a Ministerstwem Funduszy przez cały czas trwa ostry spór o rozliczenie wniosków z Czystego Powietrza. Chodzi o zawrotną kwotę ponad 1,5 mld zł, a tłem jest właśnie postępowanie Prokuratury Europejskiej.
Wiceminister funduszy Jan Szyszko tłumaczy, iż śledztwo ma charakter systemowy i dotyczy całego programu, a nie pojedynczych dotacji, oraz iż wciągnięcie tych rachunków do rozliczenia z Brukselą byłoby ryzykowne. – o ile ja bym decydował o tym, żeby uwzględnić rachunki z „Czystego powietrza” w przelewie do Brukseli, to Komisja Europejska najprawdopodobniej zablokowałaby wszystkie przelewy do Polski na infrastrukturę, klimat i środowisko, nie dostalibyśmy 4 mld zł – ostrzega wiceminister, cytowany przez Money.pl.
Do sprawy będziemy wracać w najbliższych miesiącach.

1 godzina temu
















