Czysta Polska

3 tygodni temu

Polska prawica nie potrafi żyć bez negatywnych emocji. Bez gniewu, niechęci, poczucia wyższości i wzmożenia. Na tegoroczne lato nie powinna zatem narzekać, bo złych emocji dostarcza sama sobie choćby w nadmiarze. Dwoma największymi źródłami prawicowego podniecenia okazały się: wyzwanie ochrony zachodniej granicy Polski przed nielegalną imigracją (przewidywalnie) oraz wystawa Muzeum Gdańska we współpracy z m.in. Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku pod tytułem „Nasi chłopcy” (jako dodatkowa „atrakcja”).

Na zachodniej granicy Polski Niemcy zaczęli w sposób konsekwentny realizować doktrynę migracyjną PiS, co jednak nie spotkało się z uznaniem polityków partii Jarosława Kaczyńskiego. Wspomniana doktryna nie jest autorstwa PiS. To dość rozsądna zasada prawa międzynarodowego o pomocy uchodźcom, która zakłada, iż uchodźca powinien złożyć wniosek o ochronę w pierwszym bezpiecznym kraju, do którego dotarł, a następnie w kraju tym pozostać, aż do rozpatrzenia wniosku i ustalenia jego prawnego statusu. PiS chętnie jednak wypisał sobie tą zasadę na sztandarach, gdy rozwijał się kryzys migracyjny na wschodniej granicy naszego kraju, tej z Białorusią. Politycy prawicy podkreślali bezzasadność przechodzenia tamtych uchodźców/imigrantów na polską stronę, upatrując w Białorusi pierwszego bezpiecznego państwa, do którego ludzie ci dotarli. Do pewnego stopnia było to trafne, bo rzeczywiście w Białorusi nie ma talibów, przed którymi uciekają uchodźcy z Afganistanu; nie ma wojny domowej, przed którą uciekali uchodźcy z Syrii; nie ma też uzbrojonych po zęby grup zwyczajnych morderców, które uczyniły np. z Somalii państwo upadłe. Oczywiście: bicie, okradanie, szczucie psami i łamanie kończyn tym ludziom (wypychanym na polską granicę w ramach oczywistej wojny hybrydowej reżimów Putina i Łukaszenki przeciwko nam) przez białoruski aparat przemocy stawiało – delikatnie mówiąc – znak zapytania przy tezie o Białorusi jako państwie dla nich „bezpiecznym”, ale to już zbyt szczegółowa analiza dla przeciętnego polityka prawicy.

Będąc u władzy, PiS udanymi próbami przeniknięcia uchodźców przez polską granicę na wschodzie niespecjalnie się przejmował, bo wiedział, iż ci ludzie traktują Polskę jako strefę tranzytową i po dwóch, trzech dniach przenikną do Niemiec. Robienie Niemcom tego rodzaju „przysługi” choćby się w pisowskich kręgach prawdopodobnie podobało. Tylko tak można tłumaczyć, dlaczego PiS nie potrafił, a Tusk potrafił zbudować na granicy wschodniej faktycznie szczelny mur. Tym bardziej tłumaczy to, dlaczego rząd PiS w osobie wiceministra Wawrzyka sprzedawał na prawo i lewo wizy Schengen. Zakładano po prostu, iż wszyscy ci obcokrajowcy przenikną do Niemiec i tyle ich widzieliśmy.

Aż tu nagle Berlin zaczął stosować tą samą zasadę, którą PiS głosił na wschodniej granicy, i uznał, iż imigrant przybyły do Niemiec przez Polskę to w Polsce winien ubiegać się o azyl. W końcu Polska – jak rozumiem, co do tego nie chcemy mieć żadnych wątpliwości – jest krajem bezpiecznym dla uchodźców ze wszystkich państw świata i wątpliwości takie, jak w przypadku Białorusi, nas nie dotyczą (?).

PiS skrzętnie jednak przemilczał to, iż Niemcy zaczęli uprawiać sugerowaną przez sam PiS politykę migracyjną i iż to ona uderzyła w Polskę naturalnym rykoszetem. Zamiast tego splótł antyimigrancki rasizm i szowinizm, które coraz lepiej się w Polsce sprzedają (niestety, rasizm jest w Polsce dzisiaj raczej postawą większościową), z klasyką gatunku nienawistnej polityki, czyli antyniemieckimi uprzedzeniami. Trzeba przyznać – ta sytuacja to marzenie każdego prawicowca w Polsce. Kryzys migracyjny, podsycający lęki przed czarnoskórymi, muzułmanami, a choćby katolickimi Latynosami o nieco śniadej cerze, za który można obwinić Niemców, niczym za rzeź Woli! To już nie „polityczne złoto”, to „polityczna platyna”. To warunki ramowe, w których PiS może – rękoma sprawdzonego konsumenta pieniędzy podatnika, Roberta Bąkiewicza – stworzyć zwyczajną bojówkę o nazwie „ruch obrony granic” i uzyskać dla jej istnienia i działania poparcie grubo ponad 50% polskiego społeczeństwa.

Jakby tego wszystkiego było mało, nienawiści do Niemców można nadać sprawdzony kontekst historyczny dzięki wspomnianej gdańskiej wystawie. „Nasi chłopcy” opowiada o losach Pomorzan i Kaszubów, którzy w okresie niemieckiej, hitlerowskiej okupacji byli wcielani do Wehrmachtu i służyli w mundurze okupanta i wroga. Większość przymusowo lub pod groźbą drakońskich kar, ale oczywiście od przypadku do przypadku także niekiedy dobrowolnie, np. z młodzieńczej głupoty, ludzkiej chciwości lub z (tak typowego dla prawicy) oportunizmu. To historia oparta na bezdyskusyjnych i bezdyskusyjnie smutnych faktach. Stanowi jednak istotną część dziejów regionu, a w okresie PRL była kanwą dyskryminacji Kaszubów i niszczenia ich kultury przez komunistyczną dyktaturę.

Prawica zareagowała histerycznie na wystawę, a przede wszystkim na jej tytuł. Powód? Ludzie, którzy włożyli wrogi mundur, automatycznie przestawali być „naszymi chłopcami”. Można i tak. To polska prawica ma już dobrze przećwiczone w kontekście np. zbrodni w Jedwabnym, gdzie okoliczni mieszkańcy palący – z niemieckiej inspiracji – swoich żydowskich sąsiadów w stodole nie byli żadnymi Polakami czy „naszymi chłopcami”, tylko „jakimś motłochem”, „w żaden sposób niereprezentatywnym dla ogółu narodu”. Podobnie szmalcownik nie był Polakiem, tylko szmalcownikiem, człowiekiem narodowości szmalcowniczej.

Tylko iż to nie takie proste. Hańba chwycenia za broń i walki po stronie wroga przeciwko Polsce nie wynaradawia i nie zmienia faktu, iż człowiek to czyniący jest Polakiem. Tytuł wystawy prowokuje (może i rzeczywiście niepotrzebnie – Bój jeden wie, iż mamy w Polsce już teraz o wiele za dużo powodów, aby stawać przeciwko sobie wzajemnie na barykadach i ten tytuł niepotrzebnie dołożył kolejną przesłankę do polsko-polskiej nienawiści), ale dla mnie jest też wyrazem rozgoryczenia wobec losu, a czasem i wobec wyborów tych ludzi w tamtych okropnych czasach. To byli nasi chłopcy, ale stanęli tam, gdzie nie powinno ich nigdy być. Jak lud Jedwabnego, jak szmalcownicy, jak siepacze PRL-u w okresie stalinowskim, jak ZOMO w 1970 i 1981… To, iż byli nasi, powoduje, iż ta historia bardziej boli, niż gdyby to byli Müller, Schmidt czy von Lichtenberger. Bardziej boli, więc jest istotne dla kontekstu opowiedzenia tych dziejów.

Zresztą, za krytykę wystawy zabrali się głównie ludzie spoza regionu. Owszem, pomorski PiS zorganizował także swoją manifestację, prawdopodobnie z polecenia warszawskiej centrali i być może głównie siłami napływowych Pomorzan. Jednak ukazane przez wystawę losy ludzkie należą przede wszystkim do historii regionalnej, są do pewnego stopnia wewnętrzną sprawą Pomorzan i Kaszubów. Owszem, wolność słowa nadaje każdemu mieszkańcowi stolicy, Poznania, Łodzi, Krakowa czy Lublina prawo do zabrania głosu, oceny, wyrażenia swojego poglądu. Ale ostatecznie jest to wystawa nasza, o naszych przodkach, o naszych dziejach, o naszej plamie na tożsamości. Mamy prawo i obowiązek stawić tej historii czoła, choćby jeżeli prawica – jak zawsze – stoi na stanowisku zamiatania pod dywan wszystkich sytuacji, które nie pasują do jej narracji o zawsze bohaterskim, moralnie nieskazitelnym i męczeńskim narodzie.

Niezależnie od tego, niemiecki „atak” tego lata okazał się dwutorowy i umożliwił prawicy doskonałe zlepienie rządu demokratów z Niemcami. Gabinet Donalda Tuska – wiadomo, zdradziecki z natury – „pozwala” Niemcom szmuglować niebezpiecznych imigrantów do Polski, a w dodatku przez cały czas usilnie „promuje” niemieckie narracje historyczne (tak jakby fakt zaciągu do Wehrmachtu nie-Niemców w jakikolwiek sposób zdejmował odpowiedzialność za zbrodnie i pożogę z najwyższych władz i z całego państwa niemieckiego).

Postawę polskiej prawicy wobec Niemców należy przestać określać mianem „germanofobii”. Fobia to jednak lęk. Tymczasem polska prawica Niemców dawno temu przestała się bać. Przeciwnie, żałuje iż jej bojówki i zwolennicy mogą na ulicach polskich miast napadać tylko na tych migrantów z dalekich państw. Imigranci są w zasadzie tylko erzacem najbardziej pożądanego przedmiotu agresji, czyli Niemców. Po przystąpieniu Polski do UE wprowadziliśmy okres przejściowy na zakup nieruchomości, tak aby Niemcy tutaj nie przyjeżdżali i nie kupowali domów. Gdy się skończył, ceny nieruchomości były na tyle wysokie, iż ich kupno nikomu z Zachodu nie wydawało się już szczególnie atrakcyjne. Na razie nie ma też masowych migracji Niemców do Polski za pracą i chlebem, bo chociaż to w Polsce poziom życia się gwałtownie poprawia, a w Niemczech od dekady pozostaje w stagnacji, to jednak przez cały czas jest wyraźnie wyższy. Przez najbliższe 10-15 lat jeszcze tak pozostanie. Polska prawica będzie miała kilka okazji, aby „przywitać” Niemców pięścią i odegrać się za te wszystkie narracje historyczne.

W dniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego do Berlina pojechała grupa polityków Konfederacji, aby racami i transparentem w języku angielskim „przypomnieć” Niemcom o zbrodniach. choćby słusznie, edukacja na temat obrazu okupacji w Polsce i innych krajach środkowo-wschodniej Europy w Niemczech przez cały czas kuleje. Co jednak zdumiewa w postawie polskiej prawicy to jej sympatia do AfD (Konfederacja zasiada z AfD choćby we wspólnej frakcji Parlamentu Europejskiego). Polska prawica chce w smole i pierzu poczucia winy obtoczyć Niemców popierających SPD, Zielonych, Lewicę i CDU, ale na AfD patrzy okiem przyjaznym. Czy to nie ciekawe, gdy przecież to ewidentnie zwolennicy AfD albo są historycznymi nieukami, albo – co gorsza – wiedzą, jakie zbrodnie Niemcy popełnili w Polsce, ale najzwyczajniej w świecie oceniają je pozytywnie?

Czysta Polska to marzenie polskiej prawicy. To Polska wolna od imigracji najlepiej wszelakiej, ale przede wszystkim od imigrantów o innych niż biały kolorach skóry i innego niż katolickie wyznania (plus Latynosi – oni choćby przy jasnej cerze niczym Leo Messi i adekwatnej religii nie są mile widziani). Czysta Polska to Polska wolna od wiedzy o trudnych wątkach z historii własnego narodu, to Polska przekonana o swojej szlachetności, typowej dla tych, którzy zawsze byli tylko albo bohaterami, albo niewinnymi ofiarami. Czysta Polska to Polska wolna od „niemieckich narracji”, które zawsze niechybnie stoją u źródeł wszelkich przedsięwzięć rozliczania się z mniej chlubną historią Polaków. To Polska również wolna od obecności Niemców, acz czasami jakiś by się przydał, aby mu pokazać, gdzie raki zimują.

Jednak w pełni czysta Polska to byłaby Polska, w której zostałaby tylko polska prawica. Ostatecznie, z roku na rok, narasta we mnie przekonanie, iż prawicowcy marzą o dobrowolnym wyjeździe lub usunięciu różnymi „zachętami” z kraju wszystkich, którzy nie podzielają jej światopoglądu. W takiej Polsce czuliby się po prostu najlepiej, w niej byliby najszczęśliwsi. Wtedy może choćby nie poszukiwaliby już tych negatywnych emocji, które dzisiaj wydają się im niezbędne do życia. A może, aby je ponownie wyzwolić, …znaleźliby sobie we własnym gronie nowych wrogów?

Idź do oryginalnego materiału