Przez Polskę przetoczyła się ekstremalna fala upałów. Tak wysokie temperatury to nie tylko wyzwanie dla ludzi. Problem dotyka także roślinności – zwłaszcza roślin uprawnych, takich jak zboża. A żniwa już niedługo i wszystko wskazuje na to, iż nie wszędzie będą udane. Jednak to nie tylko ekstremalne upały stanowią tutaj problem. przez cały czas mamy suszę, a ta jest wypadkową tego, co zaczęło dziać się ostatniej zimy.
Zboża, drzewa owocowe czy trawy, którymi posilają się zwierzęta gospodarskie, w ostatnich latach nie mają lekko. Ten rok nie jest wyjątkiem. Rekordowe upały w Polsce to nie są warunki dla rozwoju polskiej roślinności.
Rośliny takie jak zboża, które muszą rosnąć i wydać plon, potrzebują optymalnej temperatury rzędu 20–25 st. C. Upały sprawiają, iż rośliny szybciej przechodzą przez kolejne fazy rozwojowe.
Oznacza to, iż ziarno ma mniej czasu w gromadzenie skrobi i białka. W efekcie ziarna są mniejsze, a tym samym niższe są zbiory. Do tego dochodzi do zaburzenia fotosyntezy, bez której roślina nie może istnieć. I w końcu sama susza – upał ją potęguje, przyspieszając parowanie.
Ostatnie upały to tylko część układanki
Niewątpliwie obecne wydarzenia pogodowe nie wpłyną pozytywnie na roślinność, ale nie tylko upały są problemem.
– Obecną sytuację pogodową i jej wpływ na plony trzeba oceniać nie tylko przez pryzmat ostatnich silnych, krótkotrwałych opadów, ale w szerszym kontekście całego przebiegu sezonu — od jesieni 2025 roku, przez zimę, wiosnę, aż do obecnych wysokich temperatur – tłumaczy dla SmogLabu prof. Cezary Podsiadło z Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie (ZUT).
– To szczególnie ważne, ponieważ inaczej reagują rośliny ozime, które rozpoczęły rozwój już jesienią, a inaczej rośliny jare, wysiewane wiosną – dodaje prof. Podsiadło.
Zdjęcie: Hubert Bułgajewski.Zacznijmy od jesieni. Nasz rozmówca zwraca uwagę, iż ubiegłoroczna jesień nie była wcale taka zła. Największy problem stanowił wrzesień, bo był bardzo ciepły, a opady, choć duże, były bardzo nierównomiernie rozmieszczone.
– Dla ozimin, zwłaszcza zbóż ozimych i rzepaku, taki ciepły wrzesień sprzyjał szybkim wschodom i początkowemu rozwojowi, zwłaszcza tam, gdzie w glebie była wystarczająca ilość wody – mówi prof. Podsiadło.
To wbrew pozorom nie jest dobra wiadomość, gdyż bujniejsza roślinność może ucierpieć z powodu przedwczesnych mrozów. Tych na szczęście nie było, gdyż październik był chłodny, ale pochmurny i deszczowy, a listopad cieplejszy niż zwykle.
– Z punktu widzenia roślin ozimych jesień można więc określić jako stosunkowo korzystną, ale z ważnym zastrzeżeniem: nie wszędzie. Tam, gdzie opady były niskie lub gleby lekkie i gwałtownie przesychające, rośliny mogły wejść w zimę słabiej ukorzenione – zwraca uwagę szczeciński naukowiec.
- Czytaj także: Susza? Polski rolnik ma na nią receptę. Nazywają go „kosmitą”
Zima nie spełniła swojej roli
Prawdziwy problem zaczął się zimą. Grudzień był bardzo ciepły i jednocześnie skrajnie suchy, a to bardzo niekorzystne połączenie.
– Ciepły grudzień nie sprzyja głębokiemu spoczynkowi roślin, a jednocześnie brak opadów i brak trwałej pokrywy śnieżnej ograniczają odbudowę zasobów wody w glebie – mówi nam prof. Podsiadło. – Dawniej śnieg był ważnym naturalnym magazynem wody. Topniał stopniowo i zasilał profil glebowy. W tym sezonie ten efekt był słaby – dodaje.
Kiedy pojawiły się pierwsze opady śniegu i ścisnął mróz, nabraliśmy przekonania, iż susza przestanie być problemem. Tak się jednak nie stało. Styczeń tak naprawdę był skrajnie suchy. Prof. Podsiadło z Katedry Agroinżynierii ZUT przypomina ponure dane, jakie przedstawił IMGW. W styczniu spadło jedynie 17,2 mm opadu, a w lutym 22,3 mm. To znacznie poniżej normy.
– Na tym tle można stwierdzić, iż zima nie odbudowała zasobów wodnych w glebie w takim stopniu, jakiego potrzebują uprawy ozime wchodzące w okres wiosennej wegetacji – mówi naukowiec.
- Czytaj także: Wielki powrót zimy. Zaspy jak dawniej, wody jak na lekarstwo
Wiosna bez deszczu
Wiosna, jak już pisaliśmy wcześniej, była dla roślin bardzo niekorzystna. Marzec był ciepły i suchy.
– Dla ozimin oznaczało to bardzo wczesne i szybkie ruszenie wegetacji przy jednoczesnym deficycie wody. Rośliny potrzebowały wilgoci do regeneracji po zimie, rozwoju systemu korzeniowego, krzewienia i początku intensywnego wzrostu, a tymczasem gleba gwałtownie przesychała – zauważa Podsiadło.
Poziom wilgotności gleby w warstwie 0-7 cm i 7-28 cm dla 26 czerwca 2026. Źródło: IMiGWW kwietniu lepiej nie było, bo co z tego, iż był chłodny, skoro deszczu prawie w ogóle nie było. A to zła wiadomość nie tylko dla ozimin, ale też dla zbóż jarych.
– Zboża jare, buraki cukrowe, ziemniaki, rośliny strączkowe czy kukurydza potrzebują w tym czasie wilgoci do kiełkowania, wschodów i budowania systemu korzeniowego – mówi prof. ZUT. – Chłodniejszy kwiecień mógł częściowo spowolnić parowanie, ale nie rozwiązał zasadniczego problemu — braku opadów i narastającego deficytu wody w glebie – dodaje.
Maj kontynuował zły trend.
– W maju zboża ozime przechodzą fazy bardzo ważne dla budowania plonu, a zboża jare intensywnie się krzewią i rozwijają. Niedobór wody w tym czasie może ograniczać liczbę źdźbeł kłosonośnych, liczbę ziaren w kłosie i późniejsze wypełnienie ziarna – mówi nam prof. ZUT.
Sucha zima i sucha wiosna wraz z gwałtownie rosnącymi temperaturami w połowie czerwca przełożyły się na to, co ilustruje powyższa mapa. Gleby w Polsce są bardzo suche.
Mamy suszę rolniczą – zboża jare w gorszej sytuacji
Ciąg tych zdarzeń przekłada się na suszę rolniczą, której nie przerwą opady pochodzenia burzowego.
– o ile gleba była wcześniej mocno przesuszona, a opad ma charakter gwałtowny, część wody spływa po powierzchni, szczególnie na glebach zaskorupionych, zbitych albo na terenach nachylonych – tłumaczy prof. Podsiadło. – Taki deszcz może poprawić wilgotność wierzchniej warstwy gleby, ale nie zawsze odbudowuje zasoby wody w całym profilu glebowym. Przy wysokich temperaturach woda ta jest bardzo gwałtownie utracona przez parowanie i transpirację roślin.
Źródło: IUNG.Dane IUNG-PIB pokazują, iż suszę rolniczą w zbożach jarych stwierdzono w około 63 proc. gmin w Polsce. A to właśnie zboża jare są bardziej zagrożone, gdyż ich rozwój od początku przebiegał w warunkach wiosennego deficytu wody.
– To oznacza, iż problem ma charakter bardzo szeroki. Zboża jare mogły słabiej się krzewić, wytwarzać płytszy system korzeniowy i szybciej wchodzić w stres wodny. W konsekwencji należy liczyć się z ryzykiem niższej obsady kłosów, drobniejszego ziarna i niższych plonów – tłumaczy szczeciński naukowiec.
Nasz rozmówca zwraca przy tym uwagę, iż zboża ozime są w nieco lepszej sytuacji. Część ich potencjału plonowania została ukształtowana jesienią. Z drugiej strony zima i wiosna nie zapewniły wystarczającej odbudowy zasobów wodnych. Według IUNG suszę rolniczą w zbożach ozimych stwierdzono w około 55 proc. gmin.
– Oznacza to, iż także oziminy są pod silną presją. W ich przypadku skutki niedoboru wody mogą ujawniać się w postaci słabszego wypełnienia ziarna, przyspieszonego dojrzewania i obniżenia masy ziaren – mówi naukowiec.
- Czytaj także: Susza w Polsce przybiera na sile. Nasze gleby nie domagają
Będą straty i droga żywność?
To nie będzie dobry rok, ale nie powinno być bardzo źle.
– Polski rolnik powinien więc spodziewać się roku trudnego, ale bardzo zróżnicowanego regionalnie. Nie można powiedzieć, iż wszędzie plony będą złe. Tam, gdzie gleby są cięższe, głębsze, zasobne w materię organiczną i gdzie wystąpiły bardziej równomierne opady, skutki suszy mogą być mniejsze. Natomiast na glebach lekkich, piaszczystych, o małej pojemności wodnej, straty mogą być wyraźne – uspokaja Podsiadło. – W praktyce różnice będą widoczne choćby między sąsiednimi gospodarstwami – dodaje.
Dopytujemy, czy szoku na polskich półkach sklepowych na pewno nie będzie.
– o ile chodzi o ceny żywności jesienią, należy zachować ostrożność. Susza może być czynnikiem zwiększającym presję cenową, zwłaszcza w przypadku warzyw, owoców, ziemniaków i niektórych surowców rolnych – odpowiada naukowiec. – Jednak ceny żywności zależą również od kosztów energii, paliw, nawozów, pracy, transportu, importu, zapasów i sytuacji na rynkach międzynarodowych. Nie można więc prosto powiedzieć, iż sama susza automatycznie spowoduje silny wzrost cen wszystkich produktów. Można natomiast powiedzieć, iż ryzyko presji cenowej w wybranych grupach produktów jest realne – dodaje.

2 godzin temu
















