Batyr, patus pojechał się boksować.
Tak mówią ubodzy intelektualnie przeciwnicy Nawrockiego.
Bardziej ogarnięci mówią, iż tak nie wypada, żeby prezydent podskakiwał na ringu. Że to nie przystoi.
Mowa o prezydenckiej wizycie na Filipinach i treningu bokserskim z Mannym Pacquiao.
Duda rapował „ostrym cieniem mgły”, Komorowski… był po prostu Januszem. Nazywał ludzi szogunami, ledwo pisał po polsku, choćby nie jąkał się po angielsku i jeszcze wstyd robił na wyjazdach.
Kwaśniewski mógłby walczyć z własnym cieniem i przegrać w zależności od przyjętej ilości… leków.
Wałęsa dla jednych był agentem, dla innych analfabetą. Skończył kompromitując sam siebie już chyba każdym swoim wystąpieniem.
Zły jest Nawrocki bo się boksował i to w dodatku bardzo dobrze.
Co z Nawrockim mają wspólnego: król Anglii Henryk VIII, król Francji Henryk II, król Czech Jan Luksemburski, Cesarz Rzymski Maksumilian I Habsburg i wielu innych królów?
No i serio, nie pisze tego, żeby kogoś przekonywać, jak wspaniały i królewski jest nasz Nawrocki :D. Po prostu to było moje pierwsze skojarzenie przy tych medialnych atakach.
Poza tym, iż to też były głowy krajów, choć w innych systemach, to ci historyczni władcy brali udział w licznych turniejach. Czy to był obciach? No nie. To było pokazanie swojej militarnej aktywności, odwagi i sprawności. Mimo iż król, to nie tylko pieczone prosie i kielichy.
Trening na Filipinach co prawda nie był turniejem, ale właśnie z tym mi się to skojarzyło. Pewnie każdy z wcześniej wymienionych, jakby miał możliwość odwiedzić inny kraj i spotkać się z mistrzem świata w kruszeniu kopii, to by z wielkim entuzjazmem zareagował na możliwość takiego treningowego spotkania.
No i nie chcę właśnie mówić, iż Nawrocki jest taki szlachetny… bardziej chodzi mi o to, iż doszliśmy do momentu, iż oburzamy się na rzeczy zupełnie normalne od setek lat. To tak jak ta nadmuchana „afera” z jazdą konną prezydenta. Oczywiście zdecydowana większość królów i szlachty konie miała i jeździła na nich. Do dziś pewnie duża część władców to robi.
Po tym, jak KOwska polityk mężowi dała 200 tysięcy, a sąsiadom 3 miliony, zamiast dać je powodzianom, oni próbują kręcić aferę o konie za może kilkadziesiąt tysięcy. Dodatkowo, za konie, które mieszkają sobie w stajni prezydenckiej… wybudowanej za czasów Kwaśniewskiego, bo konie i inne zwierzęta u prezydentów są obecne w Polsce od lat.
Czyli afera o kontynuowanie pewnego zwyczaju.
Nie widziałem nic przeciwko temu, żeby były za czasów Komorowskiego (bo były) czy Kwaśniewskiego, jak teraz za czasów Nawrockiego. Nie miałbym z tym problemu, jakby prezydentem został Trzaskowski. Pewnie ci co teraz krzyczą, też by nie widzieli, bo ich książe byłby jeszcze na białym koniu :D.
Nie widzę też problemu by w alternatywnej rzeczywistości, gdzie wygrana Trzaskowskiego nie skończyła się po 2 godzinach ten, jako prezydent odwiedzający kogoś tam i gdzieś tam, np. by z mistrzem świata z tamtego kraju zaliczył sobie zjazd na nartach, bo podobno to lubi.
Dyplomacja jest jak marketing, a każdy marketingowiec wie, iż dobre relacje z klientem/wspólnikiem są na wagę złota.
Drugie o czym pomyślałem czytając obraźliwe komentarze o Nawrockim to fakt, iż często to samo środowisko, a w sumie po prostu chyba większość świata, bardzo pozytywnie zareagowała na prezydenta Ukrainy, który z dnia na dzień został prezydentem żołnierzem.
Nie występował w garniturze, tylko w ubraniach wojskowych i widać go było w strefach zagrożonych, a nie tylko w białych salonach.
Cokolwiek można o nim teraz mówić, to myślę, iż tamtym zachowaniem zaimponował dużej liczbie osób. Tak o po prostu.
Tak jak imponuje mi historia Sikorskiego, który w skrajnie niebezpiecznych warunkach był korespondentem wojennym w Afganistanie. Opowiadał o tym, jak widział zwęglone ciała po nalocie, w którym sam mógł zginąć. Myślę, iż nie muszę dodawać, iż ogólnie za człowiekiem nie przepadam ;).
Czyli człowiek, który podołał próbie męskości w czasie zagrożenia jest oklaskiwany, ale człowiek, który taką część swojej gotowości i sprawności pokazuje już w czasach pokoju, to jest tfu, patus…
No właśnie dlatego też pisałem o tych królach. Ich czynny udział w turniejach pokazywał ludziom, iż potrafią i w chwili zagrożenia też będą gotowi być ze swoimi ludźmi, a nie się nimi zasłaniać.
Boks oczywiście tego nie przesądza, ale jest jednym z elementó takiego obrazu. Bardziej ufam iż dobrym dowódcą będzie Nawrocki, który stanął w ringu z mistrzem niż Trzaskowski, który straszył Prince Polo.
Teraz kwestia polityczna. Dla mnie zagrywka rewelacyjna. W kraju, dla którego boks jest wręcz świętością, prezydent innego kraju, pokazuje się jako człowiek zainteresowany ich kulturą i spotyka się z prawdziwą legendą. Dodatkowo z szacunkiem i profesjonalizmem robią trening.
Manny Pacquiao, to wręcz żywy święty dla Filipińczyków. No i on na swoim profilu chwali się, iż miał zaszczyt trenować z Nawrockim! Dosłownie:
„To był zaszczyt, aby szkolić Jego Ekscelencję Karola Nawrockiego, prezydenta Polski. Mabuhay!”.
Reasumując, nie rozumiem, dlaczego to w niektórych Polakach mogło wywołać oburzenie i całkowicie rozumiem to, iż wśród Filipińczyków najprawdopodobniej wywołało zachwyt, a przynajmniej euforia i szacunek.
Dyplomatycznie/marketingowo? 5+.
Dla przypomnienia, to jak na antenie Nawrocki musiał zażywać nikotynę, to stwierdzałem, iż to wizerunkowo tragiczne zachowanie i przez cały czas oceniam to na 1=.
Jednak trening boksu z żywą legendą w kraju miłośników tego sportu, w kontekście historycznym i kontekście przywódczym i dyplomatycznym oceniam bardzo wysoko.











