Czy odzysk wody jest przyszłością miast?

1 godzina temu

Kryzys wodny dla wielu miast świata stał się już egzystencjalny. Coraz wyższe temperatury, słabe planowanie i rosnąca populacja sprawiają, iż każda kropla musi zostać wykorzystana wielokrotnie. O tym, jak wygląda praktyka odzyskiwania wody opowiada Mark Goldem, byłym dyrektorem ds. rozwiązań problemu niedoboru wody w Natural Resources Defense Council.

Za oceanem zwłaszcza na zachodzie USA skala problemu jest dramatyczna, czego symbolem stało się wysychanie rzeki Kolorado. „To naprawdę jedna z najgorszych środowiskowych historii grozy w Stanach Zjednoczonych” – mówi Gold. Złożyły się na nią nadmierna eksploatacja przez siedem stanów i ponad 40 milionów ludzi, ekstremalne upały oraz 23 kolejne lata suszy. Z rzeki wypływa dziś więcej wody, niż do niej wpływa – Kolorado przestało docierać do morza.

Las Vegas i Orange County: dwie drogi do tego samego celu

Najbardziej zaawansowane w recyklingu wody miasta doszły do niego z zupełnie różnych powodów. Las Vegas nie miało wyboru – Nevada otrzymuje z Kolorado zaledwie około 300 tysięcy akrostóp rocznie, mniej niż zużywa samo Los Angeles. Efekt? Miasto recyklinguje 100 procent wody zużywanej wewnątrz budynków, a zużycie na mieszkańca spadło w ciągu 20 lat niemal o połowę.

Orange County kierowało się czymś innym – dążeniem do niezależności wodnej. „Naprawdę chcieli kontrolować własny los” – wyjaśnia Gold. Lokalne źródła pozwoliły hrabstwu rosnąć znacznie szybciej. Dziś Orange County oczyszcza wodę do poziomu wody pitnej i należy do światowych liderów – obok Singapuru, z którym prowadzi intensywną wymianę wiedzy.

Wielomiliardowy wyścig w Kalifornii Południowej

Wraz z tym, jak Kolorado staje się coraz mniej pewnym źródłem, agencje wodne południowej Kalifornii przygotowują się na nieuniknione cięcia w imporcie wody i budują kolejne zakłady uzdatniania: Los Angeles – które importuje 70 procent swojej wody – uruchamia wielomiliardowe programy oczyszczania i recyklingu ścieków na potrzeby zaopatrzenia mieszkańców.

Coraz więcej agencji wdraża tzw. pośredni odzysk wody pitnej – oczyszczanie do standardów wody pitnej, a następnie przepuszczanie jej przez pola infiltracyjne, baseny wód gruntowych, studnie zatłaczające lub warstwy wodonośne, zanim trafi do sieci wodociągowej. Wiele z tych samych podmiotów rozważa już kolejny krok: bezpośredni odzysk wody pitnej, gdzie oczyszczona woda płynie wprost do rur z wodą pitną.

Testowane są też rozwiązania alternatywne. Las Virgenes Municipal Water District w Malibu eksperymentuje z przybrzeżnym projektem odsalania, który mógłby produkować około miliona galonów wody dziennie przy mniejszym oddziaływaniu środowiskowym niż lądowe instalacje odsalające.

Kontrast z tempem działań w samym Los Angeles pozostaje jednak uderzający. Projekt Pure Water Los Angeles ruszył wreszcie, ale nie dostarczy wody przed 2050 rokiem. „To po prostu o wiele za długo” – ocenia Gold.

Nie każda kropla musi być pitna

Gold wskazuje na najważniejszy błąd myślenia o wodzie: „Używamy tej naprawdę cennej wody pitnej do podlewania cmentarzy, pól golfowych i parków – to po prostu nie jest najlepsze wykorzystanie coraz rzadszego zasobu.” Rozwiązaniem są osobne systemy dystrybucji – tzw. fioletowe rury dla wody technicznej – choć wymagają one dużej infrastruktury. Dlatego dla mniejszych, lokalnych projektów bardziej opłacalne bywa zatrzymywanie wody deszczowej i wykorzystywanie jej do nawadniania.

Efekt obrzydzenia: bariera bardziej mentalna niż technologiczna

Największą przeszkodą nie jest technologia, ale psychologia. W Los Angeles kampania pod hasłem „z toalety do kranu” cofnęła recykling wody o dobre 25 lat. Orange County podeszło do tego inaczej – postawiło naukę na pierwszym planie, transparentnie pokazując minimalne ryzyko zdrowotne. Efekt? Mieszkańcy są dziś dumni z tego, ile wody odzyskują, a efekt obrzydzenia praktycznie nie istnieje.

„Element edukacyjny jest naprawdę bardzo istotny i często bywa traktowany po macoszemu, bo wszyscy skupiają się wyłącznie na technologii” – podsumowuje Gold.

Odpowiedź na pytanie o przyszłość miast wydaje się więc jasna. Technologia istnieje i działa – od Phoenix i Tucson, przez Bliski Wschód, po Singapur. Brakuje zwykle nie filtrów, ale woli politycznej i cierpliwej pracy nad zaufaniem mieszkańców.

Całą rozmowę czytaj na Reasons to be Cheerful

Idź do oryginalnego materiału