
Lewicowa minister Nowacka, tarcza strzelnicza prawicy i Kościoła (zresztą i ja ją krytykowałem, ale z innych pozycji), wyszła z inicjatywą, przed którą stchórzył choćby superprawicowy minister Czarnek z PiS, wytrącając tym samym oręż (przynajmniej z jednej ręki) jej najzagorzalszym krytykom.
Postanowiła przedstawić projekt ustawy, zabraniającej dzieciom do lat 15 korzystania z platform społecznościowych.
Ta inicjatywa spowodowała, iż z dnia na dzień stała się moją ulubioną członkinią rządu Tuska.
Zakazać dzieciom korzystania z Tik Toka i innego badziewia! Skierować zainteresowania dzieci ku innym dziedzinom! Uratować społeczeństwo przed całkowitym rozpadem. Piękna idea. Ale jak to z ideami bywa, niesłychanie trudna do realizacji. Z wielu powodów. Poniżej trzy z nich.
Pierwszym, choć ostatnim w kolejce do protestów, jest ambasador USA pan Rose, który, w trosce o interesy koncernów amerykańskich prawdopodobnie namówi (czytaj: zmusi) pana prezydenta do zawetowania tej ustawy pod byle pretekstem. Zresztą prawdopodobnie część opozycji zagłosuje tak jak chce uwielbiany pomarańczowy prezydent zaprzyjaźnionego kraju.
Tym niemniej nie uważam powyższej przyczyny za najistotniejszą. Bo ważniejsze moim zdaniem są dwie kolejne.
Większość rodziców będzie przeciwna wprowadzeniu takich regulacji z dwu powodów. Jednym z nich jest głęboka niewiedza i bezrefleksyjność (nazwijmy to delikatnie) w podejściu do katastrofalnego wpływu mediów na młode umysły, ich psychikę, rozwój dzieci i na katastrofalne skutki tego stanu dla społeczeństwa. W wielu aspektach, nie będę ich tu wymieniał by nie zaciemniać sprawy. Widomym objawem tego stanu jest wręczanie telefonów do zabawy już dzieciom w przedszkolach, a dopełnieniem dawanie jako prezentów komunijnych, dziś w miejsce słynnego dawniej roweru, na którym obecnym dzieciom nie chce się jeździć.
Cześć rodziców ma świadomość, ze smart fon jest szkodliwy, ale dla swojej wygody godzi się na sytuację, gdy ich dziecko, w zastępstwie innych zajęć, których rodzice nie umieją, nie mogą lub zwyczajnie nie chce im się z braku czasu, ma zgodę na korzystanie ze telefonów. Dla zabicia czasu i dania świętego spokoju rodzicom.
Z podobnego powodu, choć na innej płaszczyźnie, za telefonami dla dzieci są dyrektorzy i nauczyciele szkół, wraz z organizującymi ich pracę kuratoriami, którzy byliby zmuszani do zaoferowania dzieciom innych zajęć w miejsce odstawionego na siłę narkotyku sieci społecznościowych. A wszyscy wiemy, jak dzisiaj jest z namówieniem nauczycieli do większej aktywności.
Oj, kiedyś to byli nauczyciele, ale to se ne wrati.
No i doszliśmy z powrotem do Sejmu i Pani Minister Nawrockiej, która pewnie wielkiego wsparcia nie dostanie w swoich działaniach. Bo wprowadzenie tej ustawy to tylko wielki kłopot dla ospałego, rozleniwionego społeczeństwa, które tylko patrzy , by pójść na wcześniejszą emeryturę, nie zastanawiając się nad tym, zę te dzieci, wychowane na smart fonach, których jest z dnia na dzień mniej, nie będą w stanie utrzymać rosnącej rzeszy starych ludzi. Seniorów. Takich jak ja.
Ale kto by się tym martwił.
A garstka świadomych, zatroskanych rodziców, którzy chcą ratować nie tylko swoje dzieci, ale także, przy okazji, mniej rozumne, ale potrzebne nam wszystkim do egzystencji wspólnej społeczeństwo, zostaną bez wsparcia razem z panią Nowacką, której będzie się zarzucało likwidację lekcji religii i z tego kolejny być może rząd będzie chciał ją rozlicząć.
No i oczywiście z próby wprowadzenia edukacji seksualnej. Bo niby po co, jak dzieci wszystko, i więcej, mają w telefonach.
I to by było na tyle















