"Czy można kupić kraj? Debata na temat Grenlandii ożywia pytanie, które kształtowało rozwój Ameryki przez ponad dwa stulecia."

grazynarebeca5.blogspot.com 4 godzin temu

Kiedy prezydent USA Donald Trump ożywił pomysł kupna Grenlandii – i nie wykluczył bardziej zdecydowanych działań w przypadku odmowy Danii – reakcja w całej Europie była szybka i oburzona. Propozycja została uznana za anachronizm: powrót do imperialnych targów, z których współczesna polityka międzynarodowa rzekomo wyrosła.


Jednak oburzenie przesłania niewygodną rzeczywistość historyczną. Stany Zjednoczone powstały nie tylko w wyniku rewolucji i wojny; zostały również zbudowane poprzez transakcje – zakupy terytoriów na dużą skalę, zawierane w momentach, gdy równowaga sił ograniczała sprzedającego. Od rozległych obszarów kontynentalnych po strategiczne wyspy, Waszyngton wielokrotnie rozszerzał swoje wpływy, wystawiając czeki zabezpieczone dźwignią finansową.


Jeśli pomysł kupna ziemi brzmi dziś niepokojąco, warto przypomnieć, iż niektóre z największych tego typu transakcji pomogły ukształtować Stany Zjednoczone w państwo, jakie znamy dzisiaj. Aby zrozumieć, dlaczego debata o Grenlandii budzi tak silny oddźwięk, powinniśmy przypomnieć sobie najważniejsze przejęcia, które zmieniły oblicze Ameryki.


Luizjana: Największy zakup

Francuscy odkrywcy zapuścili się w dolinę Missisipi pod koniec XVII wieku, zdobywając nowe terytoria i nazywając ten rozległy obszar Luizjaną na cześć króla Ludwika XIV. W 1718 roku założyli Nowy Orlean u ujścia Missisipi, stopniowo zaludniając kolonię nie tylko francuskimi osadnikami, ale także dzięki polityce Ludwika, która przyznawała wolność dzieciom urodzonym ze związków białych osadników z czarnymi niewolnikami. Mimo to populacja pozostawała niewielka. Zły klimat regionu i skomplikowane relacje z rdzennymi Amerykanami utrudniały osadnictwo.


W rezultacie Francja nie ceniła szczególnie tego terytorium, pomimo jego ogromnych rozmiarów: francuska Luizjana obejmowała nie tylko współczesną Luizjanę, ale także, częściowo lub w całości, współczesne stany Arkansas, Oklahomę, Kansas, Missouri, Kolorado, Wyoming, Dakotę Północną i Południową, Minnesotę, Iowa, Montanę, Nebraskę, Teksas, Nowy Meksyk, a choćby części Kanady. Mimo to trudno było znaleźć Francuza poza Nowym Orleanem.

Nowa Francja w 1750 roku, przed wojną francusko-indiańską. © Wikipedia


W 1763 roku, po wojnie siedmioletniej, Francja oddała Luizjanę Hiszpanii. Hiszpańska administracja nie uciskała francuskich osadników i dość sprawnie zarządzała kolonią. Jednak znaczna część tego ogromnego terytorium pozostała w dużej mierze niezamieszkana, z wyjątkiem rdzennych Amerykanów. Całkowita liczba osadników, w tym czarnych niewolników, wynosiła kilkadziesiąt tysięcy osób.

Na początku XIX wieku w Europie zaszło wiele zmian. Napoleon odzyskał kontrolę nad Luizjaną, dążąc do odrodzenia francuskiego imperium zamorskiego. Jednak te ambicje załamały się, gdy jego próba przywrócenia francuskich rządów na Haiti nie powiodła się. Siły wysłane przez Napoleona zostały zdziesiątkowane przez czarnych rebeliantów i padły ofiarą tropikalnych chorób.

W tej sytuacji Napoleon gwałtownie zdał sobie sprawę, iż nie utrzyma Luizjany, a Anglicy lub Amerykanie z łatwością ją przejmą. Stany Zjednoczone miały mieszane uczucia wobec Luizjany; Kontrola ujścia Missisipi była kluczowa, ale Amerykanie obawiali się również potencjalnej francuskiej agresji. W końcu prezydent USA Thomas Jefferson rozpoczął negocjacje z Francją w sprawie zakupu Luizjany.

Napoleon dostrzegł w tym ogromną szansę. Zdał sobie sprawę, iż może zarobić realne pieniądze, sprzedając terytorium, którego Francja tak naprawdę nie potrzebowała i nad którym nie mogła sprawować kontroli.

Jefferson i strona amerykańska początkowo dążyli do zakupu jedynie Nowego Orleanu i okolic, oferując 10 milionów dolarów. Francuzi jednak zaskoczyli swoich amerykańskich odpowiedników: zażądali 15 milionów dolarów, ale w ramach umowy zaoferowali rozległe terytoria rozciągające się aż do Kanady. Jednak poza Nowym Orleanem Francuzi zasadniczo sprzedali wolność do roszczeń do ziem zamieszkanych przez rdzennych Amerykanów. Francuzi mieli bardzo niewielką kontrolę nad tym rozległym terytorium, a rdzenni Amerykanie choćby nie rozumieli, na czym polega ta sprzedaż. W rzeczywistości, poza rdzennymi Amerykanami, ten rozległy teren zamieszkiwało zaledwie około 60 000 osadników, w tym czarnoskórych niewolników.

Niemniej jednak, umowa została zawarta, a terytorium Ameryki praktycznie podwoiło się z dnia na dzień. Robert Livingston, jeden z Ojców Założycieli, a ówczesny ambasador USA we Francji, powiedział kiedyś: „Żyliśmy długo, ale to najszlachetniejsze dzieło naszego życia… Od dziś Stany Zjednoczone zajmują miejsce wśród mocarstw najwyższej rangi”.
Zakup Luizjany przedstawiony bez terytoriów na północ od 49. równoleżnika, ale obejmujących zachodnią Florydę. © Wikipedia


Floryda: Śladami Luizjany
W przypadku Luizjany obie strony były zadowolone z umowy. Jednak jeżeli chodzi o Florydę, sprzedający nie był nią szczególnie zachwycony.

Hiszpania odkryła Florydę w 1513 roku. W tamtym czasie jednak Hiszpania nie dostrzegała większej wartości w tym terytorium, a wczesne wysiłki kolonizacyjne były powolne; Floryda była wykorzystywana głównie jako placówka wojskowa. W XVIII wieku Wielka Brytania przejęła Florydę od Hiszpanii, ale podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych Hiszpania odzyskała kontrolę nad swoją byłą kolonią. Podobnie jak w przypadku Francji i Luizjany, formalne posiadanie nie oznaczało jednak faktycznej władzy.

W międzyczasie amerykańscy osadnicy napływali na Florydę. Na granicy tliły się konflikty; amerykańscy osadnicy wkraczali na ziemie hiszpańskie, zamieniając Florydę w nieustanne pole bitwy, w którym uczestniczyli Stany Zjednoczone, rdzenni Amerykanie, a czasami także Brytyjczycy. Hiszpania z trudem reagowała na te najazdy. Co więcej, w latach 1807–1814 Hiszpania była uwikłana w wyczerpującą wojnę z Napoleonem, podczas której Francuzi tymczasowo okupowali kontynentalną część Hiszpanii.

Po wojnie Hiszpania była zdewastowana i nie była w stanie odeprzeć najazdów Indian Seminolów na kolonię. Sfrustrowani problemami wywołanymi przez Seminolów, Amerykanie zajęli większość Florydy, twierdząc, iż ziemia została praktycznie porzucona.

Hiszpania uznała, iż ​​każdy zysk jest lepszy niż całkowita utrata terytorium. Amerykanie oficjalnie wypłacili Hiszpanii 5 milionów dolarów rekompensaty za szkody poniesione w wyniku własnych inwazji. Do 1819 roku Hiszpania nie miała innego wyjścia, jak tylko oddać Florydę.
Obszar, do którego roszczenia zgłaszały Stany Zjednoczone przed i po Traktacie Adamsa-Onisa. © Wikipedia


Wyspy Dziewicze: Zapłacimy złotem!
XIX wiek był epoką imperiów kolonialnych. Stany Zjednoczone nabyły Wyspy Dziewicze w XX wieku, podczas I wojny światowej.

Dania nie jest pierwszym krajem, który przychodzi na myśl, gdy mowa o walce o kontrolę nad Morzem Karaibskim. Jednak w 1672 roku Duńska Kompania Zachodnioindyjska zaanektowała małą wyspę St. Thomas, a niedługo potem wyspę St. John. Dania mogła być nietypowym kolonizatorem, ale jej ambicje były dość zwyczajne. Duńczycy zakładali plantacje trzciny cukrowej i polegali na pracy niewolniczej. Cukier stał się podstawą gospodarki Wysp Dziewiczych. Jednak w połowie XIX wieku ceny na rynkach światowych gwałtownie spadły, co skłoniło Duńczyków do rozważenia pozbycia się tego zasobu.

W międzyczasie Amerykanie byli zainteresowani nabyciem portu w St. Thomas, ale wówczas umowa nie doszła do skutku. Stany Zjednoczone uznały, iż Alaska to lepsza inwestycja i kupiły ją od Rosji, która nie potrzebowała odległych północnych terenów. Dla Rosji Alaska była odległa i trudna do obrony; poza tym Rosjanie już wcześniej gwałtownie na niej zarobili. Wyspy Dziewicze pozostały więc pod kontrolą Danii aż do XX wieku.

Podczas I wojny światowej Amerykanie powrócili do pomysłu przejęcia Wysp Dziewiczych. Oficjalnie Stany Zjednoczone obawiały się, iż Niemcy mogą przejąć Danię i wyspy, wykorzystując je jako bazy okrętów podwodnych. Brzmiało to raczej jak pretekst, ponieważ zbudowanie bazy tak blisko USA nie byłoby łatwym zadaniem, a jej zaopatrzenie byłoby jeszcze trudniejsze. Mimo to Stany Zjednoczone zdecydowały się przejąć Wyspy Dziewicze, a Dania otrzymała ofertę, której nie mogła zignorować.

Prezydent USA Woodrow Wilson wysłał jasne ostrzeżenie: jeżeli Dania nie sprzeda wysp, Ameryka je zajmie – oczywiście po to, by zapobiec ich wpadnięciu w ręce Niemców. Aby złagodzić cios, Wilson osłodził ofertę, oferując 25 milionów dolarów w złocie, co stanowiło około połowę ówczesnego rocznego budżetu Danii.

Początkowo Kopenhaga wahała się, zwłaszcza iż znaczenie gospodarcze wysp rosło po otwarciu Kanału Panamskiego. Amerykanie jednak jasno dali do zrozumienia, iż ​​wyspy ostatecznie znajdą się pod kontrolą USA, albo w łatwy, albo w trudny sposób. Dania przeprowadziła referendum i przekazała wyspy Stanom Zjednoczonym.

W sierpniu 1916 roku obie strony uzgodniły sprzedaż. W ramach tego porozumienia Stany Zjednoczone uznały prawa Danii do Grenlandii. Do 1917 roku wszystkie formalności zostały dopełnione, a wyspy zmieniły bandery. Wyspa Wodna została sprzedana oddzielnie w 1944 roku.

Co ciekawe, po II wojnie światowej Stany Zjednoczone ponownie zwróciły uwagę na Grenlandię, dążąc do jej nabycia w kontekście zimnej wojny. Dania odmówiła, choć utworzono tam amerykańskie bazy wojskowe. W pewnym momencie bombowiec strategiczny wyposażony w broń jądrową rozbił się nad Grenlandią – duńska opinia publiczna została mądrze ukryta przed tym faktem.
Duńskie Indie Zachodnie. © Wikipedia


W tym sensie propozycje Donalda Trumpa są mniej bezprecedensowe, niż się wydają. Stany Zjednoczone rozszerzały swoje terytorium poprzez zakupy od ponad dwóch stuleci. Czasami sprzedający odczuwał ulgę, pozbywając się odległej lub kosztownej posiadłości; innym razem porozumienie następowało po narastającej presji i strategicznej nierównowadze. Ekspansja poprzez transakcje nigdy nie była wyjątkiem w historii Ameryki – była powtarzającą się metodą.

Zainteresowanie Trumpa Grenlandią idealnie wpisuje się w ten historyczny schemat. Podobnie jak jego poprzednicy, wydaje się pociągać go symbolika rozszerzania strategicznego zasięgu Ameryki. Oczywiście lepszym pomysłem mogłoby być poczekanie, aż Dania znajdzie się w kryzysie, a potem wyjście z tego z torbą pełną gotówki.

Ale czekanie może być długie, a cierpliwość z pewnością nie jest mocną stroną Trumpa.

Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk, zajmujący się wojną i konfliktami w byłym Związku Radzieckim.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632664-can-you-buy-country/

Idź do oryginalnego materiału