Czy można być bardziej bezczelnym niż Niemcy? Nie można. Ledwo przed tygodniem pisałem Wam, iż Małgorzata Gersdorf dostała niemiecką nagrodę Fritza Sterna, w uznaniu jej zasług dla demokracji i otwartego społeczeństwa, tak jak oni je rozumieją, a dziś spieszę poinformować, iż Klementyna Suchanow – kobieta-orkiestra nowej władzy, ekspertka komisji ds. „represji PiS-u”, ekspertka komisji ds. rosyjskich i białoruskich wpływów w Polsce, aktywistka Strajku Kobiet, znana z demolowania przestrzeni publicznej, nawoływania do przemocy i oblewania farbą kościołów, również otrzymała niemiecką nagrodę. I to nie byle jaką! Nagrodę Pokojową Drezna!
Dacie wiarę? Pokojową nagrodę otrzymuje kobita, która darła japę przez megafon i rzucała przekleństwami podczas Strajku Kobiet. Pod TVP za PiS darła japę, iż „TVP ch*a ssie”, ale widocznie teraz już jest wszystko w porządku, bo Klementyny nikt pod TVP nie widział, a chłam w telewizji mamy taki sam jak był, tylko jeszcze choćby bez Ligi Mistrzów. Krzyczała też, iż wejdzie do siedziby telewizji siłą i w ogóle to „wypi***ć”.
Krzyczała też „Jarek ty szczurze, wyjdź na podwórze”, „Jarek chodź na solo!”, „Jarosław Jaruzelski!” i moje ulubione, bo podczas tego protestu krzyczeli razem z… Michałem Kołodziejczakiem: „Rolnicy z kobietami puszczą PiS z torbami”. Jak tam rolnicy? Pomógł Wam Michał rzucić te łby polityków pod nogi, tak jak mówił? Nie? A Mercosur macie. A jak tam kobiety? Macie już tę aborcję i rodzicie w godnych warunkach? A… nie macie, ale znacie na pamięć numer po piguły od aborcjonistek i rodzicie na SOR-ach? To może chociaż teraz widzicie, jak żeście głupi byli.
A ja pamiętam, jak do pani Klementyny i Marty Lempart wychodziła… dzisiejsza minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i minister bezmagister Katarzyna Kotula, które pytały protestujących, co mają w ich imieniu przekazać Jarosławowi Kaczyńskiemu. Z tłumu płynęło kolejne hasło: „Kot może zostać, reszta wypierdalać!”. Widzicie, jaką ja świetną pamięć mam? A według prokuratury, na którą powoływały się media pani Klementyna była… współpracowniczką siatki przemytników ludzi, działającej w porozumieniu z Grupą Granica, przerzucającej migrantów z Białorusi do Niemiec.
Tak, dobrze czytacie. Kobieta mająca w rządzie Tuska rozliczać rzekome represje i wyłapywać rosyjskie wpływy sama pojawia się w aktach śledztwa jako ogniwo siatki przemycającej migrantów przez Polskę podczas wojny hybrydowej z reżimami Putina i Łukaszenki. I służby pod Tuskiem o tym wiedziały, ale i tak ją powołały. Nie była w tych aktach sama.
W tych samych aktach prokuratorskich przewijają się inne „autorytety wolności” III RP: Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog – facet, który postulował „wyłączenie państwa”, wzywał do Majdanu w Polsce i niszczył zasieki na granicy w trakcie wojny hybrydowej przeciwko Polsce oraz Paweł Kasprzak z Obywateli RP – zawodowy uliczny rewolucjonista i samozwańczy obrońca demokracji. Wszyscy oni – według prokuratury – współpracowali z osobami, którym postawiono zarzuty za przemyt ludzi.
Tymczasem w październiku 2024 roku TVN bił na alarm: „Suchanow była nielegalnie podsłuchiwana Pegasusem! Państwo policyjne!” – dramatyzował Newsweek, grzmiąc: „Jeśli to nie jest represja – to co nią jest?!”. No cóż. jeżeli liderka ruchu destabilizującego kraj w czasie wojny hybrydowej współpracuje ze strukturą przemytniczą powiązaną z rosyjskimi służbami – to chyba ktoś jednak powinien był ją podsłuchiwać, prawda?
I wyobraźcie sobie, iż ta sama Suchanow, ramię w ramię z mecenas Sylwią Gregorczyk-Abram (tą z „grupy Wejście” od siłowego przejmowania instytucji po 15 października), zasiadała w rządowej komisji powołanej przez Bodnara i Siemoniaka do „rozliczenia represji PiS wobec społeczeństwa obywatelskiego”. Czyli sytuacja wygląda tak: ludzi, którzy bronili granicy przed wojną hybrydową, w tym żołnierzy, dziś ściga prokuratura i media. A osoby, które – według śledczych – współpracowały z przemytnikami działającymi na zlecenie wrogich służb – rozliczają tych pierwszych.
To już nie jest państwo z dykty. To jest morka dykta z logiem Brukseli i pieczątką Putina. jeżeli komisja ds. rosyjskich wpływów szuka agenta – nie musi się daleko rozglądać. Wystarczy zajrzeć na swoją listę obecności.
Wiecie co Polacy? Polska robi dziś wszystko, by upaść – i nie robi tego przez przypadek, zewnętrzny nacisk czy tragiczny zbieg okoliczności. Nie. To upadek starannie zaplanowany, przemyślany i realizowany własnymi rękami. Zamiast chronić granice – zdejmuje się zasieki. Zamiast ścigać przemytników – mianuje się ich doradcami. Zamiast karać sabotażystów – daje się im komisje śledcze. Zamiast bronić obywateli – robimy wszystko, aby stracili poczucie bezpieczeństwa.
W Polsce rządzą dziś ci, którzy z pełną premedytacją rozkładają państwo od środka, opowiadając przy tym bajkę o „praworządności” i „obywatelskim oporze”. To nie Moskwa, to nie Bruksela, Berlin, to choćby nie Mińsk wpycha Polskę w przepaść. To polski rząd sam demontuje rusztowanie, które jeszcze trzymało ten kraj w pionie.
I wszystko to dzieje się z uśmiechem samozadowolenia, przy medialnych fanfarach i błogosławieństwie tych, którzy myślą, iż suwerenność to coś wstydliwego, a bezpieczeństwo to przejaw nietolerancji.
Tak właśnie wygląda państwo, które przestaje istnieć nie dlatego, iż zostało podbite – ale dlatego, iż przestało wierzyć, iż warto się bronić.
I najgorsze w tym wszystkim nie jest to, iż Niemcy rozdają swoje nagrody jak certyfikaty moralnej wyższości. Najgorsze jest to, iż w Polsce zawsze znajdą się ludzie, którzy potraktują je jak medal za zdradę własnego państwa i order za demontaż własnej wspólnoty. Bo w tym kraju już od dawna bardziej opłaca się być „pożytecznym idiotą” cudzych interesów niż zwykłym patriotą.
I dlatego to nie jest tylko historia o Klementynie Suchanow, Małgorzacie Gersdorf czy całym tym towarzystwie „świętych krów demokracji”. To jest historia o nas. O państwie, które postanowiło samo siebie wyrzec, jak niechcianego dziecka. Państwie, które wstydzi się granic, policji, wojska, własnej historii i własnych interesów – ale klęka przed każdą zagraniczną komisją nagrodową, byle tylko ktoś pogłaskał po głowie i powiedział: „gute Arbeit”.
Można podbić kraj czołgami, ale największym luksusem imperiów jest sytuacja, w której kraj podbija się sam. Bez jednego wystrzału. Dyplomem, statuetką i hasłem o pokoju.
Kiedyś historycy będą się zastanawiać, jak to możliwe, iż naród, który przetrwał rozbiory, wojny i komunizm, rozbroił się sam w imię grantów, nagród i poczucia moralnej wyższości. Jest mi wstyd. Zwyczajnie wstyd, iż dwa narody – polski i antypolski – żyją w tym samym kraju.
Właśnie dlatego musimy dać z siebie wszystko, żeby ten skrawek ziemi, o którym z miłością mówimy, iż jest nasz, takim „naszym” pozostał.
Lemingopedia
PS Nic dodać, nic ująć







