Czy Mateusz Morawiecki pójdzie na swoje?

17 godzin temu

Najkrótsza droga do pełnej kompromitacji każdego analityka polskiej sceny politycznej wiedzie przez proroctwo. Próby odgadywania, co się stanie za tydzień zwykle kończą się fiaskiem, nie mówiąc o perspektywie rocznej i dłuższej. Rzecz jasna nie dotyczy to spraw oczywistych, ale i tutaj bywają niespodzianki, co widzieliśmy nie dalej niż wczoraj. Powszechnie mówiło się, iż to Szymon Hołownia wyjedzie z Polski 2050 i stworzy własny klub w Sejmie, tymczasem, to Paulina Hennig-Kloska wykonała taki manewr. Dziś od samego rana mnożą się spekulacje dotyczące innego polityka i innej partii.

Komentatorzy polityczni spekulują na temat przyszłości Mateusza Morawieckiego i z pewnością część z nich się skompromituje, bo opinie są skrajnie różne. Jacek Prusinowski, któremu udało się zachować twarz i powagę, chociaż był jednym z prowadzących debatę prezydencką w TVP, twierdzi z pełnym przekonaniem, iż Mateusz Morawiecki chce opuścić PiS i założyć własną partię. Zdecydowanie tej wersji sprzeciwia się inny i również przyzwoity dziennikarz Marcin Fijołek. W jego ocenie to tylko typowy wabik rzucony przez frakcję sprzyjającą Morawieckiemu, a celem Morawieckiego jest przejęcie, nie wyjście z PiS. Kto w tym pojedynku ma większe szanse na zachowanie powagi? Szanse są równe, ponieważ obie wersje wydarzeń mają racjonalne podstawy historyczne i bieżące. Nie byłby to pierwszy rozłam w PiS, wcześniej partię opuścili trzej spin doktorzy: Adam Bielan, Michał Kamiński, Marek Migalski i Joanna Kluzik-Rostowska, szefowa kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego.

Uciekinierzy utworzyli PJN, ale cała przygoda nie trwała choćby rok, potem doszło do serii kompromitacji. Większe szanse dawano „Solidarnej Polsce” założonej w 2011 roku przez Zbigniewa Ziobrę, którego wspierał między innymi Jacek Kurski i rzeczywiście ten projekt przetrwał aż do 2024 roku, ale jako koalicjant PiS, nie samodzielna partia. Istnieje zatem historyczne prawdopodobieństwo, iż Mateusz Morawiecki będzie kolejnym politykiem PiS z ambicjami stworzenia własnej partii. Wydaje się też, iż bieżące wydarzenia potwierdzają tę hipotezę, nie tak dawno Mateusz Morawiecki postawił się prezesowi Kaczyńskiemu i nie przyszedł na Nowogrodzką, pomimo publicznego wzywania do stawiennictwa. Potem Morawiecki zorganizował własną Wigilię i pojawiło się na niej blisko 100 gości z PiS. W najbliższą sobotę Mateusz Morawiecki znów zamierza konkurować z Jarosławem Kaczyńskim, tym razem na konwencje. W Stalowej Woli ma się odbyć konwencja PiS, ale zabraknie na niej byłego premiera, który organizuje spotkanie wyborcze w Słupsku.

Tak wyglądają argumenty na rzecz proroctwa Jacka Prusinowskiego i są naprawdę mocne, nie znaczy to jednak, iż Marcin Fiołek musi być przegranym, bo Mateusz Morawiecki to doświadczony polityk i doskonale wie, jak się kończyły w Polsce inicjatywy polityczne zbudowane na dezercji z PiS lub PO. Krótko mówiąc nikomu się to nie udało i jeżeli choćby przyjąć, iż kiedyś musi być ten pierwszy raz, to po pierwsze wcale nie musi, po drugie ryzyko jest bardzo duże. Zdecydowanie lepszym scenariuszem dla Mateusza Morawieckiego jest wypracowanie silnej pozycji w PiS, co da mu gwarancję nietykalności i możliwość wpływania na partię. Prawdopodobnie dokładnie taki scenariusz w tej chwili realizuje Morawiecki, gdyby jednak doszło do rozłamu, to zdecydowanie odbędzie się to na warunkach Mateusza Morawieckiego, a nie Jarosława Kaczyńskiego. Najważniejszy warunek do spełnienia jest taki, iż Morawiecki nie może sam odejść, bo zostałby uznany za zdrajcę, ale musi zostać wyrzucony z PiS. Czy tak się stanie to nie proroctwa dziennikarzy, tylko czas i życie pokażą.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału