Donald Trump to modelowy bohater amerykańskiego snu i jednocześnie modelowy bohater oscarowego scenariusza. Życiorys Trumpa z powodzeniem mógłby wypełnić niejeden film, ale cały serial i to kilkudziesięcioodcinkowy. Absolutny człowiek sukcesu i to w każdej dziedzinie, w której się uaktywnił: od biznesu, przez show-biznes, aż po politykę. Donald Trump ma własną firmę, miał własny program telewizyjny The Apprentice, a teraz ma własne media internetowe i przede wszystkim zasiada na fotelu prezydenckim w Białym Domu, co więcej dokonał tego po raz drugi, gdy większość nie dawała mu większych szans.
Po porażce w 2020 roku politycy, prokuratorzy i media związane z Partią Demokratyczną zrobili więcej niż mogli, w ramach państwa prawa, aby Donalda Trumpa nie tylko wyeliminować z następnego wyścigu do Białego Domu, ale posadzić w ciemnej celi. Nic go nie złamało, stanął do walki i w dodatku pokonał dwoje przeciwników, najpierw brawurowo wyeliminował urzędującego prezydenta Joe Bidena, potem jeszcze bardziej spektakularnie pokonał Kamalę Harris. W trakcie kampanii prezydenckiej wielu hollywoodzkich scenarzystów pluło sobie w brodę, bo tak niespodziewanych zwrotów akcji, w żadnym kinie nie widzieli. Kluczowym momentem miała być nieudana próba zamachu na Donalda Trumpa i po tym dramatycznym wydarzeniu większość politologów uznała, iż wybory są już rozstrzygnięte. Tak się jednak nie stało i do końca kampanii trwała brutalna walka.
Niebagatelną rolę w kampanii odegrał ruch MAGA, to skrót od hasła politycznego „Make America Great Again” (Uczyńmy Amerykę znów wielką) i to zarówno w 2016 roku, jak i w 2024 roku. Całe grono osób publicznych i gwiazd swoimi nazwiskami uwiarygodniało ten ruch, między innymi: miliarder Elon Musk, Mel Gibson, Jon Voight, Sylvester Stallone, James Woods, Mike Tyson, czy Hulk Hogan. O ile po porażce w 2020 roku MAGA stanęła murem za Donaldem Trumpem, o tyle po zwycięstwie w 2024 roku sporo zaczęło się psuć. Pierwszy głośny konflikt wybuchł pomiędzy Muskiem i Trumpem, później doszło do ponownego porozumienia i szorstka przyjaźń trawa do dziś, ale problemów jest znacznie więcej. Gdy Donald Trump zdecydował się iść na wojnę, zamiast wojny kończyć, jak obiecywał w kampanii, nastąpił prawdziwy kryzys.
Prezydent USA nie jest łatwym człowiekiem i co tu dużo mówić nie grzeszy ani skromnością, ani dyplomatyczną powściągliwością. Za to nie brakuje mu pewności siebie, która często przybiera formę kabotyństwa, megalomanii i mitomani. Działając w przekonaniu o własnej wielkości oraz nieomylności, prezydent USA podjął kilka decyzji, które doprowadziły do załamania poparcia. Pierwsze sygnały, iż obrany kierunek nie jest adekwatny, Donald Trump odebrał po operacji militarnej w Wenezueli. Głosy krytyczne padały zewsząd, ale Trump miał mocne argumenty, bo sprawność akcji przeprowadzonej przez wywiad i odziały specjalne USA, robiły olbrzymie wrażenia choćby na największych krytykach. Wszystko się zmieniło, gdy Donald Trump, za namową Benjamina Netanjahu, postanowił bardzo mocno zaangażować się w konflikt na Bliskim Wschodzie i w konsekwencji USA z Izraelem zaatakowały Iran.
Po tej nieprzemyślanej decyzji Donald Trump musi się mierzyć z niespotykaną dotąd falą krytyki, tym bardziej bolesną, iż po raz pierwszy na masową skalę krytyka spadła ze strony ruchu MAGA. Gdy krytykują cię swoi, to musisz widzieć, iż coś poszło nie tak i to grubo nie tak. Donald Trump oficjalnie się do błędu nie przyznał, to kompletnie nie w jego stylu, ale kanałami medialnymi poszły informacje o zmianie kursu. Na portalu Axios pojawiły się cytaty z ostrej wymiany zdań pomiędzy Donaldem Trumpem i Benjamina Netanjahu:
Jesteś kompletnie szalony. Gdyby nie ja, siedziałbyś w więzieniu. Ratuję ci tyłek. Teraz wszyscy cię nienawidzą. Wszyscy nienawidzą Izraela z tego powodu – miał powiedzieć Donald Trump izraelskiemu przywódcy.
Gorąca atmosfera tej rozmowy ma jedno źródło i jest nim wspomniany konflikt z Iranem. Administracja USA prowadzi zaawansowane rozmowy pokojowe z Teheranem, a w tym samym czasie Izrael ma zamiar przeprowadzić kolejne ataki na państwa arabskie. Donald Trump stanowczo ostrzegł, iż planowany izraelski atak na Bejrut zerwie sojusz z Ameryką i doprowadzi do ostatecznej izolacji Izraela na arenie międzynarodowej. Takie treści nigdy nie pokazują się w mediach przypadkiem, ale są bardzo dobrze przemyślanym komunikatem politycznym. Co z tego komunikatu wynika? Z pewnością to, iż Donald Trump zrozumiał, jak wielkim i kosztownym błędem było zaangażowanie USA w izraelskie plany podboju Bliskiego Wschodu. Czy to będzie stała korekta polityki Białego Domu, czy incydent, przekonamy się w najbliższym czasie.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

3 godzin temu










