Bartosz Fiałek – reumatolog z Trójmiasta, znany wcześniej z intensywnej obecności w mediach podczas pandemii COVID-19, chciał od szpitala 4000 zł za dzień pracy. Czy to dużo? Widzę różne komentarze na ten temat…
Zobaczmy, co na ten temat powiedziałaby katolicka Szkoła z Salamanki z XVI w., ponieważ katolicka nauka społeczna dzisiaj nie potrafiłaby na to pytanie odpowiedzieć.
Szkoła ta odrzuca pogląd, iż wartość i sprawiedliwa cena wynikają przede wszystkim z nakładu pracy, kosztów produkcji czy „wysiłku”. Dla nich sprawiedliwa cena to przede wszystkim wspólna, rynkowa ocena rzeczy w danym miejscu i czasie. Wartość rzeczy nie zależy od jej natury ani od tego, ile pracy włożył sprzedawca, ale od oceny ludzi (nawet jeżeli ta ocena jest „naiwna”). Teologowie (zajmowali się także ekonomią) podkreślali, iż kto mierzy sprawiedliwą cenę wyłącznie pracą, kosztami i ryzykiem – popełnia duży błąd. Cena rynkowa powstała w warunkach wolnej konkurencji, bez oszustwa, przymusu i monopolu, jest ceną sprawiedliwą. Cena rynkowa nie zależy więc od ciężkich studiów, tylko od użyteczności. Cenę szacuje rynek, a nie jedna osoba arbitralnie.
Salamankańczycy byli w tym prekursorami subiektywnej teorii wartości – na długo przed szkołą austriacką. Jednocześnie nie byli anarchokapitalistami. Dopuszczali cenę legalną (ustaloną przez władzę), ale tylko wtedy, gdy mieści się w granicach ceny naturalnej (rynkowej). Władca (rząd, NFZ) nie może znać dokładnej sprawiedliwej ceny (za dużo okoliczności konkretnych), więc interwencja powinna być ostrożna i tylko w sytuacjach krytycznych. Monopole, zmowy i nadmierne podatki uważali za sprzeczne z dobrem wspólnym.
Co powiedzieliby o obecnym układzie z NFZ i wynagrodzeniach lekarzy? NFZ nie jest rynkiem. To monopson (jeden dominujący płatnik, który ustala administracyjne taryfy i kontrakty). Ceny usług i de facto stawki dla lekarzy nie powstają więc w Polsce z wolnej, wzajemnej wyceny wielu kupujących i sprzedających, tylko z decyzji urzędniczych i politycznych kompromisów.
Według logiki katolickiej Szkoły z Salamanki argument „należy mu się, bo ciężkie studia i odpowiedzialność” jest laborystyczny i niewystarczający – to nie ustala sprawiedliwej ceny. Sprawiedliwa stawka powstaje wtedy, gdy pacjent (lub konkurujący płatnicy) dobrowolnie płaci to, co jest gotów zapłacić za daną użyteczność w warunkach konkurencji. System, w którym jedna instytucja dyktuje warunki, a lekarz nie może swobodnie konkurować ceną i jakością, zaburza wspólną wycenę rynkową.
Obecny układ mieszany generuje ceny (i wynagrodzenia), które nie są w pełni sprawiedliwe w sensie Szkoły z Salamanki – są administracyjne. W sytuacjach skrajnych (epidemia, niedobór) dopuszczaliby czasową interwencję, ale nie permanentny monopol płatnika. Jak „urynkowić” rynek lekarzy przy istniejącym NFZ? Salamanka nie projektowała systemów opieki zdrowotnej XXI wieku, ale z ich zasad wynika jasno, iż należałoby przede wszystkim zmniejszyć monopson NFZ, czyli pozwolić na realną konkurencję płatników. Wtedy stawka 4000 zł za dzień (czy jakakolwiek inna) przestaje być „żądaną od szpitala” i staje się po prostu rynkową ofertą – ktoś ją zaakceptuje albo nie, w zależności od użyteczności, jaką pacjent lub płatnik jej przypisuje.
Salamanka byłaby dzisiaj po stronie tych, którzy mówią: „to rynek ustala, a nie subiektywne poczucie zasługi”. Układ z NFZ w obecnym kształcie oceniliby jako mieszany i niedoskonały – lepiej go otworzyć na wolną wycenę niż bronić administracyjnych stawek argumentem „ciężkich studiów i ciężkiej pracy”. Salamanka byłaby za zachowaniem minimum publicznego systemu ochrony zdrowia dla dobra wspólnego, ale nie powinno ono niszczyć mechanizmu rynkowego w reszcie.
Na cenę ma wpływ także reputacja lekarza. jeżeli przez swoje zachowanie w czasie COVID-u Bartosz Fiałek stracił zaufanie, to ludzie przestaną do niego chodzić. Spowoduje to spadek popytu na jego usługi, wspólna ocena rynkowa się zmieni i sprawiedliwa cena jego konsultacji naturalnie spadnie. To zwykły mechanizm rynkowy, a nie ocena moralna. Rynek reaguje na informacje o użyteczności i reputacji. Nie ma w tym nic „nielegalnego” z ich punktu widzenia – o ile informacja nie jest kłamstwem ani oszustwem. To nie jest „wymuszenie” w sensie przymusu, tylko klasyczna zmiana popytu przez ujawnienie faktów. Rynek sam dostosowuje cenę…
O. Jacek Gniadek SVD
Źródło: FB

2 godzin temu












