Czy do Pleszewa wróci wojsko? "Zrobiliśmy ze strony miasta wszystko, co było możliwe" - mówi burmistrz

2 godzin temu

Powrót jednostki wojskowej do Pleszewa to jeden z najważniejszych i najbardziej emocjonujących tematów ostatnich miesięcy. Jakie argumenty padają w tych trudnych rozmowach i na jakim etapie są negocjacje z wojskiem? O grze o najwyższą stawkę i przyszłości terenu przy ul. Aleje Wojska Polskiego rozmawiamy z burmistrzem Pleszewa, Arkadiuszem Ptakiem.

Temat powrotu wojska do Pleszewa elektryzuje mieszkańców od miesięcy, ale w kuluarach mówi się, iż sprawa utknęła w martwym punkcie. Na jakim etapie są w tej chwili rozmowy?

Rozmowy w tej sprawie prowadzimy już od dwóch lat. Zostawiłem na biurkach decydentów konkretną, dopracowaną propozycję złożoną zarówno MON-owi, jak i Ministerstwu Rodziny. Nasza koncepcja zakłada zlokalizowanie jednostki wojskowej na nieruchomościach w tej chwili wykorzystywanych przez Ochotniczy Hufiec Pracy w Pleszewie. I, co chcę jasno podkreślić, nie na całości, tylko na części. Co równie bardzo ważne - przedstawiona przez Miasto i Gminę Pleszew koncepcja została oficjalnie zaakceptowana przez MON. Zakłada ona pozostawienie OHP w Pleszewie w takim kształcie i stanie, w jakim funkcjonuje obecnie. Natomiast druga część nieruchomości OHP oraz wszystkie z nią sąsiadujące, a będące w posiadaniu samorządu, zostałyby przekazane na potrzeby nowej jednostki wojskowej. Mówimy tu o realnej deklaracji i zgodzie rady miejskiej na bezpłatne przekazanie wojsku terenu, garaży i obiektów o wartości ponad 11 milionów złotych. Ale w chwili obecnej niezbędne jest porozumienie między resortem obrony a resortem rodziny. Niestety, na ten moment największym hamulcowym tego rozwiązania jest Ministerstwo Rodziny oraz Komendant Główny OHP. A przecież realizacja propozycji Pleszewa oznacza powstanie jednostki wojskowej, w której zatrudnienie znalazłoby od 300 do 400 osób! Przy jednoczesnym zachowaniu OHP, które również daje miejsca pracy. W ciągu tych dwóch lat odbyłem dziesiątki spotkań i wysłałem około 30 oficjalnych pism. Nie były to pisma dla samych pism, ale konkretne, merytoryczne propozycje.

A więc trzeba jasno podkreślić, iż nikt z władz miasta nie dąży do likwidacji OHP w Pleszewie?

Zdecydowanie nie! Właśnie to chcę bardzo wyraźnie zaznaczyć. Na samym początku rozmów, dwa lata temu, pojawiała się koncepcja przeniesienia OHP, ale stworzyliśmy plan alternatywny. W tym miejscu należą się duże podziękowania dla strony wojskowej za elastyczność i zgodę na to, by zarówno OHP, jako istotny pleszewski pracodawca, jak i Wojsko Polskie - jeszcze większy podmiot - mogły funkcjonować w naszym mieście obok siebie. Mówimy o potężnej szansie rozwojowej dla całego regionu. o ile ona nie zostanie wykorzystana - a piłka jest dziś wyłącznie po stronie Ministerstwa Rodziny i Komendanta Głównego OHP - to Pleszew w perspektywie kilku lat na tym po prostu straci. Jednostka wojsko to niesamowity impuls dla miasta, naszego miasta, które na to zasługuje. Toczy się gra o najwyższą stawkę. I nie odpuszczę tej walki.

Jakie argumenty podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i kierownictwo OHP?

Twierdzą, iż cały dotychczasowy zasób lokalowy jest im bezwzględnie niezbędny do prowadzenia działalności statutowej. Dla mnie jest to argument wysoce dyskusyjny. Kiedyś w pleszewskim OHP przebywało około 250-260 uczestników, a w chwili obecnej jest ich około 150. Sam budynek internatu jest w części niewykorzystany.

O jakim konkretnie podziale i uszczupleniu terenu OHP mówimy w przedstawionej przez miasto koncepcji?

Koncepcja przygotowana przez Pleszew i zatwierdzona przez wojsko pozostawia OHP pełne możliwości funkcjonowania. OHP zatrzymuje cały duży, wyremontowany budynek internatu przy ul. Wojska Polskiego, cały budynek dawnego kasyna, cały budynek sali gimnastycznej oraz budynek dawnego kina „Pluton”, który w tej chwili stoi pusty. Według naszej wiedzy i analiz, taki obszar jest w pełni wystarczający dla potrzeb statutowych OHP. Natomiast lewą stronę terenu oraz dawny plac apelowy i obiekty miejskie przejęłoby wojsko.

Do Pleszewa przyjeżdża wielu polityków i przedstawicieli władz centralnych. Wszyscy deklarują poparcie, przyklaskują pomysłowi utworzenia u nas jednostki wojskowej, zapewniają o rozmowach na najwyższym szczeblu. A tymczasem w sprawie nic się nie zmienia.

Trudno mi oceniać wewnętrzne mechanizmy i politykę na szczeblach ministerialnych. Na pewno jest grupa osób, w tym posłów, bardzo zaangażowanych w to przedsięwzięcie. Po pozytywnym zakończeniu tej sprawy głośno i wyraźnie im podziękuję. Natomiast patrzę na fakty i widzę, iż sprawność decyzyjna instytucji państwowych w kontekście tego projektu jest po prostu niewystarczająca. Wydawałoby się, iż sprawa jest prosta: wojsko chce terenu, miasto daje majątek wart 11 milionów, OHP zostaje na swoim miejscu, wszyscy zyskują. A jednostki - jak nie było - tak nie ma. Dwa lata temu wydawało mi się, iż jeżeli rozwiążemy problem OHP i zaplanujemy pozostawienie go w Pleszewie, to sprawy potoczą się błyskawicznie. Przy spadającej liczbie młodzieży opór przed racjonalizacją wykorzystania budynków jest dla mnie zupełnie niezrozumiały.

A jak do tej kwestii podchodzą sami Pleszewianie? Czy pomysł utworzenia jednostki wojskowej ma realne poparcie lokalnej społeczności, czy to tylko inicjatywa władz miasta?

Aż 80% ludzi w Pleszewie chce powrotu wojska. Skąd to wiemy? Bo robiliśmy w tej sprawie szczegółowe badania na reprezentatywnej próbie mieszkańców. Wyniki są jednoznaczne - poparcie społeczne dla tej inicjatywy jest ogromne. To jest dla nas niezwykle istotny argument w rozmowach z Warszawą, o którym nieustannie przypominamy i piszemy w pismach do ministerstw.

Widzi pan jeszcze realną szansę na pozytywne zakończenie tych starań? Co jeszcze miasto może zrobić w tej kwestii?

Gdybym nie widział szansy, nie walczyłbym o to z taką determinacją przez dwa lata. Nie wiem, czy w Polsce jest drugi taki przypadek, gdzie samorząd deklaruje przekazanie wojsku bezpłatnie majątku o wartości 11 milionów złotych, deklarując jeszcze dodatkowo wykonanie infrastruktury towarzyszącej. Zrobiliśmy ze strony miasta wszystko, co było możliwe.

Czy pana zdaniem ta sytuacja pokazuje pewien absurd systemowy w podejściu państwa do kwestii bezpieczeństwa?

To jest trudne do wytłumaczenia i dla mnie, i dla mieszkańców. Żyjemy w realiach, w których na szczeblu centralnym nieustannie mówi się o bezpieczeństwie, a z budżetu państwa i programów rządowych przeznaczane są ogromne środki na budowę schronów czy obronę cywilną. I bardzo dobrze - to są potrzebne działania. Z drugiej jednak strony mamy konkretny, lokalny przykład. Miasto wyciąga rękę, kładzie na tacy gotowy majątek – raz jeszcze podkreślę - wartości 11 milionów złotych - gwarantuje infrastrukturę towarzyszącą, a po stronie społecznej jest ponad 80-procentowe poparcie. I co się dzieje?

https://zpleszewa.pl/wiadomosci/wojsko-szuka-specjalistow-na-liscie-kierowcy-informatycy-i-ratownicy-medyczni/Y9Oes3KKCMUHWn7YOfte
Idź do oryginalnego materiału