Rozmowy o przekazaniu Ukrainie czterech polskich myśliwców MiG-29 przez cały czas trwają. Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar wskazuje, iż blokady mają charakter finansowy i techniczny, a nie polityczny. Polska musi pomagać napadniętemu sąsiadowi, ale każda decyzja dotycząca ostatnich maszyn powinna chronić zdolności naszego lotnictwa i pieniądze podatników.
Rozmowy o czterech samolotach
Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar poinformował w rozmowie z portalem „Europejska Prawda”, iż negocjacje dotyczące czterech polskich myśliwców MiG-29 wciąż się toczą. Jak relacjonuje [Gazeta.pl](https://wiadomosci.gazeta.pl/polityka/7,197990,32955568,polskie-mig-i-dla-ukrainy-ambasador-mowi-o-kluczowej-kwestii.html), dyplomata za główne przeszkody uznał kwestie finansowe i techniczne. Według jego wypowiedzi problem nie ma charakteru politycznego.
Ta informacja porządkuje publiczną dyskusję. Zgoda polityczna nie kończy całej operacji. Przekazanie samolotu bojowego wymaga przygotowania maszyny, ustalenia warunków technicznych i zabezpieczenia kosztów. Każdy z tych elementów wpływa na termin oraz rzeczywistą użyteczność sprzętu po stronie ukraińskiej.
MiG-29 w realiach wojny
MiG-29 jest konstrukcją znaną ukraińskiemu lotnictwu. To ma znaczenie, ponieważ przy sprzęcie wojskowym liczy się wyszkolenie personelu, obsługa naziemna i dostępność części. Samolot bez zaplecza technicznego pozostaje kosztownym kadłubem. Dlatego techniczna strona rozmów nie może być traktowana jak biurokratyczny dodatek.
Ukraina broni się przed rosyjską agresją i potrzebuje środków pozwalających utrzymać zdolność działania w powietrzu. Wsparcie Kijowa leży także w interesie Polski, ponieważ wiąże rosyjskie siły z dala od naszych granic. Ta racja strategiczna nie zwalnia jednak Warszawy z obowiązku liczenia własnych zdolności obronnych.
Polska pomoc musi mieć warunki
Rząd powinien jasno odpowiedzieć, kto pokryje koszty przygotowania czterech maszyn i jaki będzie wpływ ich przekazania na polskie lotnictwo. Potrzebna jest także przejrzysta informacja, czy operacja wiąże się z uzupełnieniem braków, dodatkowymi świadczeniami sojuszniczymi albo inną formą rekompensaty. Bez tych danych opinia publiczna otrzymuje jedynie ogólny komunikat o trwających rozmowach.
Pomoc wojskowa nie może być prowadzona pod presją gestów. Powinna wynikać z chłodnej kalkulacji: jaki efekt osiągnie Ukraina, jaki koszt poniesie Polska i czy nasz system obronny zachowa wymaganą gotowość. Twarde warunki nie są brakiem solidarności. Są obowiązkiem państwa wobec własnych obywateli i żołnierzy.
Odpowiedzialność po obu stronach
Słowa ambasadora Bodnara pokazują, iż spór nie dotyczy samej woli wsparcia. Do rozwiązania pozostają konkretne bariery. To dobra chwila, by odejść od politycznych deklaracji i przedstawić opinii publicznej możliwy harmonogram, finansowanie oraz techniczne zasady operacji, oczywiście bez ujawniania informacji wrażliwych.
Polska ma prawo wymagać, aby pomoc była uzgadniana z sojusznikami i nie osłabiała ochrony naszego nieba. Ukraina ma prawo zabiegać o sprzęt, który może wykorzystać w obronie. Te interesy da się pogodzić, jeżeli decyzja będzie przygotowana profesjonalnie. Stawką są bezpieczeństwo polskich obywateli, wiarygodność państwa oraz skuteczność pomocy dla kraju walczącego z Rosją.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości










