Karol Nawrocki przekazał ustami swoje ministra, iż nie ma mowy o żadnych związkach partnerskich. Ministra Katarzyna Kotula skwitowała to krótko, ale wyjątkowo celnie. Oj, te słowa zabolą prawicowych rozwodników! Dopóki śmierć albo panienka nas nie rozłączy Mamy 2026 rok, ale polska prawica wciąż boi się jak ognia legalizacji związków partnerskich. Wiadomo: to przecież nie po katolicku, a w tym kraju jak nie po katolicku, to znaczy, iż źle, dziwacznie i niebezpiecznie dla Polski. Dla polityków prawicy „po katolicku” to znaczy „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. No, chyba, iż akurat trafi się młoda, chętna i ponętna asystentka albo inna dama, dla której warto powalczyć o powtórkę ślubu kościelnego. Prawda, panie Jacku? Rozmodleni, ale rozwiedzeni, płacący alimenty prawicowcy dostają białej gorączki na samą myśl o szczęśliwych, kochających się i sobie wiernych parach jednopłciowych. Panowie, zazdrość to też jest grzech! Teraz sprawa związków partnerskich znowu powraca. We wtorek 26 maja komisja nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw dotyczących statusu osoby najbliższej w związku i umowy o wspólnym pożyciu zakończyła prace nad regulacjami zaproponowanymi przez rząd. W kolejnym kroku oba projekty ustaw – zasadniczej i wprowadzającej – trafią do Sejmu na drugie czytanie, podczas którego mają zostać przyjęte poprawki, głównie techniczne i doprecyzowujące. Nawrocki mówi