Działacz związany z prorosyjską partią Grzegorza Brauna uznał, iż da lekcję Radosławowi Sikorskiemu. Szef MSZ zgasił go jak zapałkę. Mocne wystąpienie Sikorskiego w Kijowie Ostatnia wizyta Radosława Sikorskiego w Kijowie stała się okazją do przedstawienia zdecydowanego stanowiska Polski wobec rosyjskiej agresji oraz przyszłości Ukrainy. Wicepremier i minister spraw zagranicznych uczestniczył w konferencji Yalta European Strategy, gdzie mówił nie tylko o trwającej wojnie, ale także o konieczności zwiększenia presji na Rosję i wzmocnienia bezpieczeństwa Europy. Sikorski przekonywał, iż Rosja prowadzi wobec Zachodu działania wykraczające poza klasyczne działania wojenne. Jego zdaniem Moskwa coraz częściej wykorzystuje sabotaż, cyberataki i inne formy wojny hybrydowej, których celem jest zastraszenie społeczeństw oraz sprawdzenie, jak daleko może się posunąć. Polityk określił część tych działań mianem „terroryzmu państwowego”, wskazując, iż rosyjskie operacje mogą bezpośrednio zagrażać życiu europejskich obywateli. Jednocześnie szef polskiej dyplomacji podkreślił, iż odpowiedzią Zachodu powinno być zdecydowane wsparcie Ukrainy. W jego ocenie im mocniej Rosja atakuje, tym większa powinna być pomoc dla Kijowa. Sikorski uważa, iż Ukraina odgrywa kluczową rolę w powstrzymywaniu rosyjskiej ekspansji, a jej obrona jest również elementem bezpieczeństwa Polski i całej Europy. Takie stanowisko polska dyplomacja przedstawia konsekwentnie od początku pełnoskalowej wojny. Człowiek Brauna ustawiony do pionu Szczególnie stanowczo Sikorski wypowiedział się o