Od 8 sierpnia, gdy do Belwederu zajechał Karol Nawrocki, deklarowałem mu lojalność jako pierwszemu obywatelowi. Nawrocki wygrał wybory, został prezydentem. Aliści znając nieciekawą biografię tego gdańskiego boksera i ipeenowca z partyjnego nadania, nieciekawą młodość ochroniarza bez obycia, uczestnika kibolskich nawalanek, czekałem na symptomy, by naturszczyk, który objął najwyższy urząd w państwie, do tego urzędu z czasem dorósł! Aby przekonać nas, którzy głosowaliśmy na jego przeciwnika, iż nauczył się być prezydentem, zrozumiał swoją rolę, iż choć został arbitrem, nie stał się sędzią, od którego wyroków nie ma apelacji. Czekałem na to pięć miesięcy. Daremnie. Nawrocki nie stał się pierwszym pośród równych, dzieli nas i antagonizuje. Do tego jakby nie chciał rozumieć ustroju państwa.
- Strona główna
- Wybory i nastroje
- Czas socjopatów [FELIETON MARTENKI]
Powiązane
Co z "efektem Czarnka"? Wyniki sondażu pokazują jasno
1 godzina temu
Sondaż parlamentarny. Rośnie dystans między KO a PiS
2 godzin temu
Brak "efektu Czarnka". Poparcie dla PiS topnieje
3 godzin temu
Polecane
Czesława Andziak
40 minut temu
Janusz Bagiński
43 minut temu
Sylwester Wojtas
44 minut temu
Zofia Pompa
45 minut temu
Maria Kowalska
46 minut temu
Zdesperowana kobieta wbiła sobie nóż prosto w brzuch
1 godzina temu
Koncert pamięci Jacka Lapińskiego
3 godzin temu
Anna Rusowicz wspomina rozwód z mężem. Straciła majątek
14 godzin temu

3 miesięcy temu










