Czarzasty kontra Nawrocki. Spór o ludzi Brauna na RBN i informacje niejawne

1 godzina temu

Zaproszenie przedstawicieli ugrupowania Grzegorza Brauna na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego stało się kolejnym powodem sporu między marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym a prezydentem Karolem Nawrockim. Marszałek obawia się ujawnienia informacji dotyczących bezpieczeństwa państwa. Pałac Prezydencki odpowiada, iż od lat na RBN zapraszani są reprezentanci klubów i kół parlamentarnych, a posłowie mają określone ustawowo uprawnienia. Spór dotyczy jednak nie tylko osób przy stole. W tle znajduje się planowana dyskusja o stałej bazie wojsk amerykańskich w Polsce.

Posiedzenie za kilka dni. W programie bezpieczeństwo i amerykańska baza

Prezydent Nawrocki zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego na wtorek 3 listopada 2026 roku, na godzinę 15. Informację ogłosiła Kancelaria Prezydenta 27 października. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki zapowiedział obrady o charakterze niejawnym. Ich tematami mają być bieżące kwestie bezpieczeństwa oraz budowa stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Już sam zakres rozmowy sprawia, iż skład zaproszonych budzi większe emocje niż podczas zwykłego spotkania politycznego.

Rada nie jest kolejną komisją sejmową. To konstytucyjny organ doradczy prezydenta w sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Ma pomagać głowie państwa w konsultowaniu ważnych problemów, ale nie podejmuje decyzji za rząd, parlament czy dowódców sił zbrojnych. W praktyce jest miejscem spotkania przedstawicieli różnych obozów politycznych, szczególnie wtedy, gdy potrzebna jest rozmowa ponad bieżącymi podziałami.

Czarzasty pisze do Nawrockiego. Chce wykluczenia ludzi Brauna

W czwartek 29 października Włodzimierz Czarzasty poinformował, iż skierował do prezydenta pismo w sprawie obecności przedstawicieli Konfederacji Korony Polskiej. Wystąpił o rozważenie niezapraszania tego ugrupowania na posiedzenie RBN. W liście odwołał się do roli prezydenta jako strażnika bezpieczeństwa i suwerenności państwa.

Marszałek nie twierdził, iż dysponuje publicznie przedstawionym dowodem wycieku informacji. Przekonywał natomiast, iż nie ma pewności, czy środowisko Brauna nie przekaże informacji dalej. Swoją obawę ujął ostrzej w internetowym komentarzu: „Lepiej, żeby Putin nie wiedział, o czym rozmawiamy”. Te słowa są jego polityczną oceną ryzyka, a nie potwierdzonym ustaleniem dotyczącym szpiegostwa lub naruszenia tajemnicy.

Czarzasty zapowiedział także, iż jeżeli zaproszenie zostanie utrzymane, jego klub podejmie stanowisko dotyczące udziału swoich przedstawicieli. Zwracał uwagę, iż w obecności osób, do których nie ma zaufania, politycy mogą po prostu nie przekazać istotnych informacji. Taki scenariusz podważałby praktyczny sens spotkania, które ma służyć wymianie poglądów o bezpieczeństwie.

Sikorski zaostrza spór

Do stanowiska marszałka przyłączył się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Krytykował zaproszenie przedstawicieli ugrupowania Brauna i użył wobec tego środowiska bardzo ostrego określenia „ruskie onuce”. Zapowiedział, iż przy osobach tak przez niego ocenianych nie zamierza rozmawiać o bezpieczeństwie Polski. Sformułowanie jest zarzutem politycznym; nie należy przedstawiać go jako rozstrzygnięcia prawnego ani dowodu winy konkretnych posłów.

To ważna różnica, ponieważ dyskusja dotyka reputacji osób publicznych i bezpieczeństwa państwa jednocześnie. Można badać i opisywać ich wypowiedzi, wcześniejsze działania czy stanowisko wobec Rosji. Nie można jednak bez dowodów przechodzić od oceny politycznej do stwierdzenia, iż ktoś przekazuje Moskwie informacje niejawne.

Pałac Prezydencki: zapraszamy tak, jak robiono to wcześniej

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz odpowiedział, iż zapraszanie na Radę Bezpieczeństwa Narodowego przedstawicieli klubów i kół parlamentarnych jest stosowaną od lat praktyką. Przypomniał też, iż posłowie mają szczególny status w przepisach regulujących dostęp do informacji niejawnych. Zarzucił koalicji rządzącej polityczny spektakl i stwierdził, iż jeżeli politycy uważają obecne regulacje za niewłaściwe, powinni je zmienić.

Odpowiedź rzecznika nie wyjaśnia jednak całego problemu. Prawo do uczestnictwa w polityce czy szczególne uprawnienia wynikające z mandatu nie oznaczają, iż podczas konkretnego posiedzenia należy przekazać każdemu uczestnikowi wszelkie dostępne informacje. O zakresie omawianych danych, ich klauzulach i praktycznych zasadach ochrony decydują odrębne reguły. To jeden z powodów, dla których w sporze trzeba oddzielić kwestię samego zaproszenia od tego, co rzeczywiście zostanie ujawnione na sali.

Czy prezydent musi zaprosić każdą partię?

Artykuł 135 Konstytucji określa Radę Bezpieczeństwa Narodowego jako organ doradczy prezydenta, ale nie ustanawia automatycznej listy przedstawicieli wszystkich partii, którzy muszą zasiadać na każdym posiedzeniu. W praktyce skład zaproszonych wynika z decyzji prezydenta i sposobu organizacji prac Rady. Argument Pałacu Prezydenckiego dotyczy więc przede wszystkim utrwalonego zwyczaju politycznego, a nie konstytucyjnego nakazu zaproszenia każdego parlamentarnego ugrupowania.

Z drugiej strony wybiórcze zapraszanie środowisk politycznych rodzi pytanie, czy RBN w dalszym ciągu służy konsultacjom między najważniejszymi siłami parlamentarnymi. Odmowa udziału przedstawicieli jednego ugrupowania mogłaby być odczytana jako decyzja polityczna. Pozostawienie ich na liście może natomiast doprowadzić do bojkotu części uczestników. W obu przypadkach ryzykuje się osłabienie dialogu w sprawach, które powinny wymagać współpracy.

Dlaczego w centrum sporu znalazła się amerykańska baza?

Planowana rozmowa o stałej bazie wojsk amerykańskich ma znaczenie wykraczające poza krajową politykę. Dotyczy trwałości obecności wojsk USA, relacji sojuszniczych w NATO oraz długoterminowego bezpieczeństwa Polski. Nie znaczy to, iż samo posiedzenie rozstrzygnie o budowie bazy. Decyzje tego rodzaju wymagają ustaleń między państwami, finansowania i planowania wojskowego.

Warto przypomnieć, iż temat obecności amerykańskich żołnierzy i stosunku administracji USA do polskiej polityki już wcześniej wracał w krajowej debacie. W lutym 2026 roku pisaliśmy o wypowiedziach ambasadora Thomasa Rose’a, który mówił zarówno o przyszłości wojsk USA w Polsce, jak i o możliwej roli ugrupowania Brauna w rządzie. Dzisiejszy spór o RBN to odrębne wydarzenie, ale rozgrywa się na podobnym tle napięć politycznych i sojuszniczych.

Kolejna odsłona konfliktu między marszałkiem a prezydentem

Spór nie pojawił się w próżni. Na początku października Czarzasty publicznie i ostro krytykował działania Nawrockiego oraz jego sposób prowadzenia polityki. Opisywaliśmy tamtą wypowiedź w artykule o reakcjach marszałka na orędzie prezydenta. Obecna wymiana zdań jest jednak poważniejsza o tyle, iż dotyczy organizacji konkretnego spotkania poświęconego sprawom bezpieczeństwa.

Co będzie rozstrzygające przed 3 listopada?

Na razie potwierdzone jest zwołanie posiedzenia RBN, skierowanie listu przez marszałka Sejmu, sprzeciw Sikorskiego i publiczna odpowiedź rzecznika prezydenta. Nie ogłoszono natomiast decyzji, która kończyłaby spór o zaproszenia. Najbliższe dni pokażą, czy Pałac Prezydencki zmieni listę uczestników i czy przedstawiciele koalicji zdecydują się uczestniczyć w obradach.

Najważniejsza pozostaje kwestia merytoryczna: czy uczestnicy Rady będą mogli rozmawiać o bezpieczeństwie w sposób użyteczny, bez naruszenia zasad ochrony informacji. Bez odpowiedzi na to pytanie choćby bardzo szeroki skład posiedzenia może okazać się gestem politycznym, a nie realną konsultacją.

Źródła: Kancelaria Prezydenta RP, Polskie Radio 24, WP, Gazeta.pl, Konstytucja RP, art. 135

Idź do oryginalnego materiału