Czarzasty kontra Nawrocki. Pojedynek, który prezydent już przegrał

10 godzin temu
Zdjęcie: Nawrocki


W polskiej polityce rzadko zdarzają się momenty, gdy cynizm ustępuje miejsca sprytowi, a siła instytucji zostaje użyta nie po to, by demonstracyjnie uderzyć, ale by przeciwnika wytrącić z równowagi. Ostatnie tygodnie pokazują jednak, iż Włodzimierz Czarzasty doskonale zrozumiał reguły tej gry. I – co przyznają choćby jego adwersarze – przechytrzył prezydenta Nawrockiego.

Jeszcze niedawno obóz rządzący żył w przekonaniu, iż prezydentura Nawrockiego będzie nieustannym polem minowym. Weta, demonstracyjne gesty, przeciąganie liny w imię „obrony konstytucji” – to miała być codzienność. Tymczasem Czarzasty, jako marszałek Sejmu i lider Lewicy, zareagował nie frontalnym atakiem, ale precyzyjnym uderzeniem. Jak mówi jeden z polityków Koalicji Obywatelskiej: „Chcieli nas pisowcy trzymać za jaja, wzywać ministrów do przedstawiania swoich pomysłów prezydentowi, a tu stary komunista ich wykiwał”.

To zdanie, brutalne w formie, dobrze oddaje nastroje w sejmowych kuluarach. Czarzasty od pewnego czasu zapowiadał spór z głową państwa. Zarzucał Nawrockiemu nadmierne wetowanie ustaw oraz naginanie konstytucji. Nie był to jednak spór emocjonalny, ale – jak się okazało – chłodno skalkulowany.

„Jako marszałek Sejmu wolałbym mieć jako partnera bardziej koncyliacyjnego prezydenta. Wyciągnąłbym do niego dłoń, jeżeli zobaczyłbym jakąkolwiek możliwość współpracy. Powtórzę, wyciągnąłbym do niego dłoń, o ile zobaczyłbym jakąkolwiek możliwość współpracy. Ale Nawrocki rozumie tylko język siły. Trudno. Będzie weto za weto, będzie wet za wet” – mówił Czarzasty. Powtórzenie nie było przypadkowe. Miało podkreślić, iż drzwi do dialogu są otwarte, ale nikt nie zamierza udawać, iż po drugiej stronie siedzi partner skłonny do kompromisu.

Kluczowy okazał się jednak gest bardziej subtelny. Gdy w mediach pojawiło się pytanie o aktywność legislacyjną prezydenta, marszałek odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Na pytanie, jaka ustawa prezydenta jest procedowana w Sejmie, chciałbym odpowiedzieć, iż żadna”. To zdanie zabolało bardziej niż niejeden polityczny pamflet. Odebrało prezydentowi inicjatywę i sprowadziło go do roli recenzenta cudzych pomysłów.

W koalicji rządzącej panuje przekonanie, iż Nawrocki chciał wojny z rządem – i właśnie ją otrzymał. Tyle iż nie w formie spektakularnej bitwy, ale długiej kampanii na wyniszczenie, prowadzonej zgodnie z literą prawa. Jak zauważa Dominika Długosz z Newsweek Polska, „marszałek ogrywa go jak dziecko i zabiera zabawki. W obozie władzy budzi to spore uznanie, a wśród wyborców, którzy najbardziej nie znoszą PiS, wręcz entuzjazm”.

To entuzjazm zrozumiały. Po latach polityki opartej na brutalnej dominacji i demonstracyjnym łamaniu reguł, wyborcy dostają wreszcie pokaz, iż instytucje mogą działać przeciwko tym, którzy chcą je zawłaszczyć. Czarzasty nie musi podnosić głosu. Wystarczy, iż konsekwentnie korzysta z narzędzi, jakie daje mu konstytucja i regulamin Sejmu.

Czy to strategia na dłużej? prawdopodobnie tak długo, jak długo prezydent będzie „rozumiał tylko język siły”. Paradoks polega na tym, iż siła Czarzastego objawia się dziś w spokoju i proceduralnej precyzji. A w polityce – jak pokazuje ten przypadek – spryt bywa skuteczniejszy niż otwarta konfrontacja.

Idź do oryginalnego materiału