Przemysław Czarnek 24 sierpnia skrytykował TVP w likwidacji za pełną transmisję warszawskich obchodów Dnia Niepodległości Ukrainy oraz polityczny parasol Rafała Trzaskowskiego nad wydarzeniem. Obchody odbyły się na Placu Zamkowym o godz. 18.00. Spór pokazuje rzecz zasadniczą: solidarność z Ukrainą nie może wypierać polskiej miary państwowej.
Spór o transmisję i patronat
Przemysław Czarnek zareagował na sposób, w jaki TVP w likwidacji relacjonowała warszawskie obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. Według informacji Do Rzeczy polityk skrytykował pełną transmisję wydarzenia oraz rolę Rafała Trzaskowskiego, który objął obchody patronatem jako prezydent Warszawy. To nie jest drobna awantura o ramówkę. To spór o to, czy instytucje publiczne w Polsce pamiętają, komu przede wszystkim mają służyć.
Jak informowała Gazeta Prawna, uroczystości zaplanowano 24 sierpnia na Placu Zamkowym, pod hasłem „Niepodległość. Nasza wspólna”. Organizatorami były inicjatywa Euromaidan Warszawa i Fundacja Stand With Ukraine, a w programie znalazły się wystąpienia ukraińskich żołnierzy, minuta ciszy, wręczenie nagród Stand With Ukraine Awards oraz koncerty. PCh24 podawał z kolei, iż wydarzenie odbywało się pod patronatem Rafała Trzaskowskiego.
Telewizja publiczna nie jest od cudzej agendy
Ukraina broni się przed rosyjskim imperializmem i Polska ma interes w tym, aby Rosja nie przesunęła swojej presji bliżej naszych granic. To fakt. Ale równie prawdziwe jest to, iż polskie media publiczne, choćby postawione w stan likwidacji, nie powinny tracić instynktu państwowego. Relacjonowanie wydarzenia to jedno. Budowanie wokół niego pełnej oprawy, bez widocznego polskiego filtra interesu narodowego, to już decyzja polityczna.
Właśnie na tym polega stawka. Polacy mają prawo oczekiwać, iż w Warszawie, stolicy Rzeczypospolitej, hierarchia symboli będzie jasna. Pomoc dla sąsiada tak. Wdzięczność wobec tych Ukraińców, którzy walczą z Rosją, także. Ale polska przestrzeń publiczna nie może być zarządzana tak, jakby każde pytanie o koszty, pamięć i proporcje było czymś wstydliwym. To jest państwo polskie, a nie studio od wzmacniania cudzych komunikatów.
Trzaskowski wybiera gest, prawica pyta o proporcje
Rafał Trzaskowski od lat buduje wizerunek samorządowca otwartego na gesty symboliczne, zwykle zgodne z liberalnym wyobrażeniem o polityce wielkich miast. Dziennik Narodowy pisał już o tym przy okazji politycznego wyścigu o młodych wyborców, w którym prezydent Warszawy chętnie ustawia się po stronie widowiskowej polityki emocji. Patronat nad ukraińskim świętem wpisuje się w ten schemat.
Problem nie polega na tym, iż Ukraińcy w Polsce chcą obchodzić własne święto. Mają do tego prawo, jeżeli wydarzenie odbywa się spokojnie i zgodnie z prawem. Problem zaczyna się wtedy, gdy polska władza miejska oraz media publiczne nadają temu rangę, która każe pytać, gdzie w tej układance jest polski rachunek. Warszawa nie jest tylko sceną. Warszawa jest symbolem polskiej państwowości.
Czarnek, niezależnie od ostrości własnego stylu, dotknął więc realnego nerwu. W tle jest pytanie o media, które po zmianach politycznych miały rzekomo odzyskać standardy, a w praktyce często działają według nowych oczekiwań obozu władzy. W sprawach dotyczących Przemysława Czarnka łatwo przykleić łatkę awantury. Trudniej odpowiedzieć, dlaczego polski widz ma dostawać przekaz, w którym krytyczne pytania o Ukrainę traktuje się jak polityczną niestosowność.
Solidarność bez abdykacji z polskości
Najuczciwsza polska pozycja jest prosta. Rosja pozostaje zagrożeniem, a Ukraina walcząca z rosyjską agresją jest dla Warszawy ważnym buforem bezpieczeństwa. Tyle iż sojusz nie oznacza wyrzeczenia się własnej pamięci, własnych pieniędzy i własnych priorytetów. Państwo, które nie umie powiedzieć „tak, ale po polsku”, gwałtownie zostaje sprowadzone do roli zaplecza.
Dlatego krytyka transmisji i patronatu ma sens szerszy niż jedna uroczystość na Placu Zamkowym. Chodzi o to, czy polskie instytucje potrafią zachować proporcje w czasie wojny za wschodnią granicą. Czy widzą różnicę między pomocą a uległością. Czy pamiętają, iż każda decyzja symboliczna przekłada się na realne poczucie sprawczości obywateli.
Polska prawica nie ma obowiązku przepraszać za pytania o polski interes. Ma obowiązek zadawać je głośno. jeżeli telewizja finansowana z polskiego porządku prawnego relacjonuje cudze święto państwowe z rozmachem, to widz ma prawo zapytać, gdzie jest podobna troska o polską pamięć, polskie rocznice i polski głos w sporze z Kijowem. Bez tych pytań solidarność staje się pustym rytuałem.
Źródło: Do Rzeczy, Gazeta Prawna, PCh24.
Źródło: Do Rzeczy










