- Zawiadomienia z MON były podstawą wszczęcia śledztw ws. podkomisji smoleńskiej. Jedno z nich dotyczyło Antoniego Macierewicza - przekazał Polsat News rzecznik Prokuratury Krajowej. Jak dodał Przemysław Nowak, "nie można wykluczyć", iż polityk PiS usłyszy zarzuty. Wcześniej śledczy zdecydowali o przedstawieniu zarzutów Wacławowi B., byłemu przewodniczącemu podkomisji.
Czarne chmury nad Macierewiczem. "Nie można wykluczyć" postawienia zarzutów
Jak wyjaśniał Przemysław Nowak, w Prokuraturze Krajowej od listopada zeszłego roku funkcjonuje "zespół śledczy numer 4, który prowadzi siedem postępowań dotyczących nieprawidłowości ws. podkomisji smoleńskiej". - Każde z nich dotyczy innych zaniedbań i innej osoby - mówił w środę na antenie Polsat News.
ZOBACZ: Podkomisja Macierewicza pod lupą prokuratury. Wszczęto pięć śledztw
Przekazał, iż jeden z wątków dotyczy ukrycia zagubienia lub zniszczenia dowodów rzeczowych, które zostały przekazane podkomisji z głównego śledztwa w sprawie katastrofy. - Do dziś większości tych przedmiotów nie odzyskano. Trwa śledztwo, które ustala, co się stało z tymi rzeczami i kto za to jest odpowiedzialny - dodał.
Nowak odniósł się także do postanowienia prokuratury dotyczącego przedstawienia zarzutów byłemu szefowi podkomisji Wacławowi B. - Otrzymany materiał dowodowy umożliwił postawienie zarzutów poplecznictwa, utrudnienia śledztwa ws. katastrofy - tłumaczył, dodając, iż ten czyn jest zagrożony karą do pięciu lat pozbawienia wolności.
- Samych zawiadomień z Ministerstwa Obrony Narodowej było w sumie 41. To one były podstawą wszczęcia śledztw. Zawiadomienia dotyczyły również byłego przewodniczącego podkomisji smoleńskiej Antoniego Marciewicza. Nie można wykluczyć, iż on (Macierewicz - red.) również usłyszy zarzuty. Na ten moment jednak tak się nie wydarzyło - powiedział rzecznik PK.
Były szef podkomisji smoleńskiej pod lupą śledczych. Wacław B. usłyszy zarzuty
Zespół śledczy powołany przez Prokuratora Generalnego Adama Bodnara prowadzi dochodzenie w sprawie zniszczenia, utraty lub ukrycia przez członków podkomisji do ponownego zbadania wypadku lotniczego z dnia 10 kwietnia 2010 r. udostępnionych im dowodów rzeczowych, zabezpieczonych na potrzeby śledztwa badającego okoliczności katastrofy smoleńskiej.
"Uzyskany w toku powyższego śledztwa materiał dowodowy, w tym przede wszystkim zabezpieczona dokumentacja, dostatecznie uzasadnił podejrzenie, iż Wacław B., były przewodniczący Podkomisji w latach 2016–2017, popełnił przestępstwo utrudniania postępowania karnego (śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej)" - przekazała wcześniej w środę Prokuratura Krajowa.
ZOBACZ: Śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej. Są zarzuty dla byłego szefa podkomisji
Wobec powyższych ustaleń w poniedziałek prokurator wydał postanowienie o przedstawieniu Wacławowi B. zarzutu popełnienia przestępstwa poplecznictwa.
Wacław B. został wezwany do stawiennictwa w Prokuraturze Krajowej w pierwszej połowie kwietnia w celu ogłoszenia mu zarzutu i przesłuchania w charakterze podejrzanego. Jak podkreśla prokuratura szczegóły dotyczące treści zarzutu, zostaną przedstawione po wykonaniu powyższych czynności.
Śledztwo ws. Antoniego Macierewicza. Chodzi o program "Karkonosze"
Możliwe zarzuty ws. działania podkomisji to nie jedyny problem Macierewicza. Pod koniec listopada przewodniczący Komisji ds. zbadania wpływów rosyjskich i białoruskich gen. bryg. Jarosław Stróżyk złożył zawiadomienie dotyczące byłego szefa MON. W reakcji prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.
Postępowanie dotyczy podejrzenia doprowadzenia do nieprzystąpienia Polski do międzynarodowego programu zakupu samolotów do tankowania w powietrzu, znanego jako "Karkonosze". "Niepozyskanie powyższych samolotów miało skutkować obniżeniem zdolności Sił Zbrojnych RP i negatywnie wpłynąć na strategiczne bezpieczeństwo państwa" - podała wówczas Prokuratura Krajowa.
"Przestępstwo z art. 129 Kk polega na działaniu na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej przez osobę upoważnioną do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją" - uściśliła prokuratura. Za popełnienie takiego czynu grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
