Czaputowicz zarzuca Tuskowi „politykę paniki” zamiast konkretów

dzienniknarodowy.pl 43 minut temu
Zdjęcie: Czaputowicz zarzuca Tuskowi „politykę paniki” zamiast konkretów


Jacek Czaputowicz 15 września zarzucił Donaldowi Tuskowi prowadzenie „polityki paniki” po ostrzeżeniach premiera przed możliwą eskalacją rosyjskich działań na terytorium Polski. Były szef MSZ domaga się precyzyjnych informacji i instrukcji dla obywateli. Stawką jest zaufanie Polaków do państwa w chwili realnego zagrożenia.

Czaputowicz punktuje sposób komunikacji premiera

Były minister spraw zagranicznych wystąpił 15 września w programie Wirtualnej Polski. Nie zakwestionował samego rosyjskiego zagrożenia. Uderzył w sposób, w jaki Donald Tusk mówi o nim publicznie. Jego zdaniem premier używa nieprecyzyjnych sformułowań o możliwych scenariuszach, ale nie wyjaśnia obywatelom, co dokładnie ma na myśli.

W rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą w Wirtualnej Polsce Czaputowicz nazwał tę praktykę „polityką paniki”. Ocenił, iż straszenie społeczeństwa bez podania konkretów może służyć mobilizowaniu poparcia i odwracaniu uwagi od problemów rządu. Były szef MSZ porównał też Tuska do influencera, który cyklicznie ogłasza zagrożenia, by później przypominać, iż wcześniej przed nimi ostrzegał.

Najważniejszy zarzut dotyczy obowiązków szefa rządu. Czaputowicz oczekuje jasnej odpowiedzi, czego państwo wymaga od obywatela i jakie działania zamierza podjąć. W sytuacji bezpieczeństwa narodowego nie wystarcza sam komunikat o niebezpieczeństwie. Potrzebne są wiarygodne dane, instrukcje i spokojne kierowanie aparatem państwa.

Rosyjskie zagrożenie jest realne

Krytyka komunikacji rządu nie może prowadzić do lekceważenia Moskwy. Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie i uderza coraz bliżej polskiej granicy. 13 września doszło do ataku na stację benzynową lub jej pobliże oraz skład pociągu towarowego na bocznicy, około 2 km od granicy polsko-ukraińskiej. Właśnie po tym zdarzeniu Tusk zwołał odprawę w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa.

W oficjalnym komunikacie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podano, iż podczas rosyjskiego ataku użyto najprawdopodobniej ponad 700 dronów i 40 pocisków balistycznych. Polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona. Służby przeszły jednak w tryb wzmocniony, a premier mówił o możliwości eskalacji dotyczącej także naszego terytorium.

Ten kontekst ma znaczenie. Polska potrzebuje czujności i zdolności obronnych, a nie uspokajania na siłę. Potrzebuje również komunikacji, która odróżnia informacje potwierdzone od rozważanych wariantów. W przeciwnym razie każde kolejne ostrzeżenie traci ciężar, a społeczeństwo zaczyna traktować państwowy alarm jak element bieżącej walki partyjnej.

Opozycja ma prawo poznać podstawy alarmu

Czaputowicz poparł apel Mateusza Morawieckiego, aby premier podzielił się wiedzą z opozycją. W sprawach dotyczących możliwego ataku na polskie terytorium rząd nie powinien urządzać politycznego teatru ani monopolizować informacji dla własnego przekazu. Chronić trzeba państwo, nie sondaże.

Wcześniejsze doniesienia o raporcie przekazanym premierowi przez szefa CIA dodatkowo wzmacniają potrzebę przejrzystej informacji dla konstytucyjnych organów i liderów opozycji. Nie chodzi o ujawnianie danych operacyjnych. Chodzi o wspólne rozumienie skali zagrożenia i przygotowanie państwa na możliwe scenariusze.

Rząd ma prawo ostrzegać. Ma wręcz taki obowiązek. Musi jednak powiedzieć Polakom, co zostało potwierdzone, jakie środki wdrożono i jak powinni się zachować. Rosyjskie ataki przy polskiej granicy wymagają powagi, dyscypliny i twardego realizmu. Gdy komunikacja premiera zaczyna przypominać budowanie zasięgów, państwo płaci za to utratą zaufania. A bez zaufania choćby prawdziwy alarm może zostać zlekceważony.

Źródło: Wirtualna Polska, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału