Cynizm w czystej postaci. Ziobro odkrywa ofiary przestępstw

2 godzin temu

W polityce bywa tak, iż im głośniej ktoś krzyczy o krzywdzie najsłabszych, tym dokładniej warto sprawdzić, kto i kiedy tych najsłabszych naprawdę skrzywdził. Najnowszy wpis Zbigniew Ziobro na platformie X jest podręcznikowym przykładem takiej moralnej ekwilibrystyki. Były minister sprawiedliwości oskarża dziś swoich następców o „cyniczne odcinanie pomocy”, choć to właśnie on przez lata uczynił z Funduszu Sprawiedliwości narzędzie polityczne, a nie systemowe wsparcie dla ofiar przestępstw.

„500 mln zł dla ofiar przestępstw leży zamrożone na koncie ministerstwa, bo Żurek cynicznie odcina pomoc” – pisze Ziobro, malując obraz państwa obojętnego na cierpienie. Dalej pozostało ostrzej: „To nie bałagan. To cyniczne zaniechanie, świadome wyrządzenie krzywdy i policzek wymierzony najsłabszym”. Brzmi jak akt oskarżenia. Problem w tym, iż autor tego aktu przez lata sam stał po drugiej stronie stołu.

Fundusz Sprawiedliwości, który w teorii miał pomagać ofiarom przestępstw i wspierać readaptację osób opuszczających więzienia, za rządów Ziobry stał się symbolem nadużyć. Miliony złotych trafiały do organizacji powiązanych z obozem władzy, na projekty o wątpliwej wartości pomocowej, za to o wysokim potencjale propagandowym. Gdy dziś Ziobro mówi o „zamrożonych środkach”, przemilcza fakt, iż to właśnie jego polityka doprowadziła do głębokiej utraty zaufania do całego mechanizmu.

Sprawa paraliżu konkursów i chaosu wśród kuratorów sądowych jest realnym problemem. Zwraca na to uwagę m.in. dziennikarz Michał Janczura, który napisał: „Paraliż Funduszu Sprawiedliwości rozszerza się na sądy! Jak się okazuje choćby rozesłanie maila do wszystkich sądów i organizacji zrzeszających kuratorów jest nie do przeskoczenia”. To mocne słowa, ale dotyczą one bieżącej nieudolności administracyjnej, ale nie genezy problemu.

Ziobro próbuje jednak zamienić krytykę systemową w personalny spektakl. W jego narracji winni są konkretni urzędnicy i nazwiska, a on sam występuje w roli obrońcy skrzywdzonych. To klasyczna strategia odwracania ról: architekt systemu, który przez lata był krytykowany za brak przejrzystości i upolitycznienie, dziś ogłasza się jego najgorliwszym strażnikiem.

Szczególnie cyniczne brzmią słowa o kuratorach, którzy „błądzą bez wytycznych”, oraz o osobach opuszczających więzienia, które „zostały bez wsparcia, które miało ich trzymać z dala od przestępstw”. To właśnie za czasów Ziobry polityka postpenitencjarna była podporządkowana twardej retoryce karania, a nie długofalowej resocjalizacji. jeżeli dziś system nie działa, to nie dlatego, iż nagle zabrakło empatii, ale dlatego, iż wcześniej zastąpiono ją ideologią i partyjną lojalnością.

Nieprzypadkowo w tym samym wpisie Ziobro narzeka na „propagandowe filmiki”. To kolejna projekcja: zarzut propagandy rzuca polityk, który sam uczynił z resortu sprawiedliwości jedno z najbardziej upolitycznionych ministerstw III RP. Przez lata granica między informacją publiczną a przekazem partyjnym była tam systematycznie zacierana.

W gruncie rzeczy wpis Ziobry nie jest troską o ofiary przestępstw, ale próbą odzyskania politycznej inicjatywy. To krzyk człowieka, który stracił realny wpływ, ale nie stracił apetytu na polityczną rolę. Tyle iż pamięć społeczna bywa dłuższa niż cykl medialny. I coraz więcej osób widzi, iż oburzenie Ziobry to nie głos sumienia, ale echo własnych zaniedbań, ubranych w ton fałszywej empatii.

Idź do oryginalnego materiału