Teoretycznie konflikt w cieśninie Ormuz został zawieszony, choć ciągle słyszymy o wzajemnych atakach i kolejnych ultimatach. Wiele wskazuje na to, iż będzie to bardzo kruchy pokój. Co gorsza, zakłócenia wciąż odbijają się echem w globalnym łańcuchu dostaw żywności. To z kolei przekłada się na wyższe koszty i większe trudności na każdym etapie produkcji, pogłębiając problemy konsumentów, którzy od lat zmagają się z inflacją. Widoczne jest to w wielu krajach świata, na szczęście w dużo mniejszym stopniu w Polsce.
Polska na razie nie odczuła poważnych skutków wojny na Bliskim Wschodzie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo centralnie regulowane ceny paliw na stacjach kosztowały polskich podatników około 5 mld złotych.
W analizach Allianz Polska była choćby wskazywana jako jeden z państw europejskich bardziej wrażliwych na wielomiesięczne utrzymywanie się kryzysu. Chociażby dlatego, iż polskie firmy dokonują zakupów różnych produktów w Azji.
Nawet jeżeli towary nie płyną bezpośrednio przez Ormuz do Polski, globalny wzrost stawek frachtowych powoduje wyższe koszty przewozu kontenerów i dłuższe terminy dostaw. w tej chwili wciąż setki statków i ogromna ilość ładunków pozostają opóźnione z powodu wcześniejszej blokady. Do tego dochodzi fakt, iż bliskowschodni przesmyk nie jest całkowicie drożny.
- Czytaj także: Wojna uderza w nasze portfele. 7 na 10 Polaków chce tańszych elektryków
Wielu producentów odczuwa skutki wojny
Jest wiele przykładów pokazujących, jak duże problemy mają europejskie firmy z powodu wojny na Bliskim Wschodzie.
Jednym z nich jest brytyjska piekarnia przemysłowa Capital Croissant Limited. Firma produkuje w Londynie 10 tys. wypieków tygodniowo. Jej produkty dostarczane są do luksusowych hoteli oraz kawiarni w całej stolicy Wielkiej Brytanii. François Bonnefoy, właściciel firmy, mówi o kosztach związanych z cenami energii, ponieważ jest ona kluczowa dla funkcjonowania zakładu.
– Kontrola temperatury ma najważniejsze znaczenie – mówi Bonnefoy. – Latem potrzebujemy bardzo wydajnej klimatyzacji.
Ostatnie fale upałów tylko pogarszają problem. Temperatury na południu Wysp Brytyjskich ostatnio zbliżyły się do 40 st. C. To sprawia, iż koszty energii należą do największych wydatków firmy. Podobnie jak dostawcy, piekarze muszą również pokrywać rosnące koszty transportu. Istnieją także mniej oczywiste wydatki, których konsumenci często nie biorą pod uwagę, patrząc na cenę śniadania.
– Firma odbierająca nasze odpady dolicza 3-procentową opłatę paliwową – mówi Bonnefoy. – Za samą utylizację odpadów płacę około tysiąca funtów miesięcznie.
Wzrosły również koszty pracy, między innymi z powodu rosnących kosztów życia w Wielkiej Brytanii, co dodatkowo utrudnia funkcjonowanie piekarni.
Z raportu brytyjskiej organizacji Food & Drink Federation opublikowanego w maju wynika, iż 82 proc. firm z sektora żywności i napojów w Wielkiej Brytanii spodziewa się podwyżek cen z powodu skutków wojny z Iranem. Jedna trzecia przedsiębiorstw przewiduje redukcję zatrudnienia, a ponad jedna czwarta planuje wstrzymać lub całkowicie zrezygnować z wcześniej zaplanowanych inwestycji.
– Nie spodziewaliśmy się rosnących kosztów energii i szerszych konsekwencji wojny – mówi Bonnefoy. – Wszyscy nasi klienci również cierpią z tego powodu.
Ucierpią też rolnicy – mniej nawozu to większe straty
Region Zatoki Perskiej jest jednym z najważniejszych producentów nawozów azotowych, a przed wybuchem konfliktu przez Cieśninę Ormuz przechodziła około jedna trzecia światowego handlu tymi produktami. Ceny wzrosły, a rolnicy zaczęli gorączkowo zabezpieczać dostawy. Francuskie ministerstwo rolnictwa prognozuje, iż areał upraw kukurydzy spadnie o 19 proc. rok do roku.
Eric Delorme z okolic Orleanu jest jednym z tych, którzy spodziewają się, iż ten rok będzie trudny. Pszenica, którą uprawia, wymaga dużej ilości nawozu.
– To zmieni moją strategię produkcji i płodozmian – mówi Delorme.
W tym roku jego gospodarstwo wyprodukuje mniej pszenicy i kukurydzy niż zwykle, co oznacza utratę około 80 tys. euro przychodów.
Do czasu zawarcia tymczasowego porozumienia pokojowego między USA a Iranem w Zatoce Perskiej utknęło ponad 40 statków załadowanych nawozami – wynika z danych o ruchu tankowców opracowanych przez Bloomberga. Przepływ nawozów przez Cieśninę Ormuz spadł z 600 tys. ton tygodniowo pod koniec lutego do zaledwie 60 tys. ton na początku czerwca.
Nawet czekolada zdrożeje
Nawet to, co jest produkowane na drugim końcu świata, jak kakao w Nikaragui, stanie się mniej dostępne, a więc droższe.
Xoco, firma, która zajmuje się produkcją kakao nie odczuła jeszcze poważnych zakłóceń związanych z wojną na Bliskim Wschodzie. Niemniej jednak dostrzega już pierwsze skutki konfliktu. Firma wykorzystuje środek neutralizujący, który reguluje kwasowość wody używanej do nawadniania upraw, poprawiając wydajność plantacji. Neutralizator, podobnie jak wiele nawozów, produkowany jest na bazie azotu. Wojna na Bliskim Wschodzie przyczyniła się do wzrostu jego ceny.
Frank Homann, który założył firmę niemal 20 lat temu, mówi, iż neutralizator: – Stał się trudniejszy do zdobycia. Niekoniecznie droższy, ale znacznie trudniej dostępny.
Według Homanna może to odbić się na wielkości plonów. Wzrosły również koszty transportu – nie na alarmującym poziomie, ale na tyle, by budzić niepokój. Przed wojną przewóz kosztował około 25 centów za kilogram produktu, w tej chwili jest to około 30 centów. Żadnym pocieszeniem dla eksporterów nie jest to, iż od 2024 roku ceny kakao poszły mocno w dół. Muszą oni radzić sobie jednocześnie z niskimi cenami sprzedaży i rosnącymi kosztami produkcji. Jednocześnie rykoszetem oberwie wspomniany producent croissantów, do których dodaje się produkowaną z kakao czekoladę.
- Czytaj także: Nie tylko paliwo. Wojna w Iranie może wywołać globalny kryzys żywnościowy
Zaminowane wąskie gardło światowego handlu
Mimo formalnego zakończenia (lub raczej zawieszenia) konfliktu i formalnego otwarcia cieśniny, problem z globalnym łańcuchem dostaw może jeszcze długo potrwać. W centralnym pasie cieśniny Ormuz znajduje się około 80 min morskich, które blokują ruch.
– Główny szlak przebiegający środkiem cieśniny Ormuz jest zamknięty i niebezpieczny – powiedział dla Guardiana Phil Belcher, dyrektor ds. morskich w stowarzyszeniu armatorów tankowców Intertanko. – Według ostatnich danych, jakie otrzymaliśmy, w cieśninie Ormuz znajduje się 80 min. To ogromna liczba i ich usunięcie zajmie sporo czasu – dodaje Belcher.
Niektórym statkom udało się przepłynąć nocą w pobliżu wybrzeża Omanu, z wyłączonymi nadajnikami i przy wsparciu USA. Inne płaciły za możliwość przepłynięcia przez irańskie wody w ramach rozwiązania określanego mianem „teherańskiej bramki poboru opłat”.
Według Intertanko normalny ruch morski na tych wąskich, wolnych od min odcinkach oznacza poważne ryzyko kolizji. Kolizja, wejście statku na mieliznę lub jego zatonięcie mogłyby jeszcze bardziej zakłócić światowy handel. Szacuje się, iż w Zatoce Perskiej przez cały czas znajduje się ponad 500 statków zakotwiczonych tam od lutego, co oznacza, iż usunięcie zaległości w ruchu morskim zajmie dużo czasu.
– To tak, jakby autostrada została zamknięta na środkowym pasie, a cały ruch odbywał się poboczem – stwierdził Belcher.
– Znajdujemy się na nieznanych wodach. Nie sądzę, aby żegluga w cieśninie wróciła do normalności jeszcze w tym roku – powiedział Richard Meade, redaktor naczelny dostawcy danych morskich Lloyd’s List.
- Czytaj także: Miejsc jak Cieśnina Ormuz jest więcej. „Ten kryzys to jasny sygnał”
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/GreenOak

1 godzina temu








.webp)

![Michniów: obchody 83. rocznicy pacyfikacji wsi Michniów oraz Dnia Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/07/mid-26712362.jpg)





