Zmiana nazwy, która zmianą nie jest. Rebranding za 516 złotych. Premier ogłasza decyzję, którą podjął zarząd spółki. Odpowiedź Ministerstwa Infrastruktury na interpelację posłanki Pauliny Matysiak rzuca nowe światło na jeden z głośniejszych komunikacyjnych zabiegów obecnego rządu.
Gdy kilka miesięcy temu premier Donald Tusk ogłaszał, iż Centralny Port Komunikacyjny zmienia nazwę na Port Polska, prezentował tę decyzję jako definitywną i obowiązującą — zarówno w komunikacji krajowej, jak i międzynarodowej. Nowa nazwa miała symbolizować zerwanie z poprzednią epoką i wejście projektu w nowy etap. Efektowne. Tyle iż — jak wynika z odpowiedzi ministerstwa — niekoniecznie prawdziwe.
Spółka przez cały czas jest CPK. Ustawa też.
Wiceminister infrastruktury Maciej Lasek wyjaśnia w odpowiedzi na zapytanie nr 2982, iż Port Polska to wyłącznie nazwa programu inwestycyjnego — używana w komunikacji zewnętrznej. Spółka formalnie przez cały czas funkcjonuje jako Centralny Port Komunikacyjny. Ustawa o CPK obowiązuje w niezmienionym brzmieniu. Dokumenty programowe również nie zostały zmienione. Nie planuje się nowelizacji ustawy, nie ma harmonogramu zmian prawnych, nie przeprowadzono analiz finansowych ani prawnych dotyczących skutków rebrandingu.
Innymi słowy: zmieniono nazwę, ale jej nie zmieniono. Równolegle funkcjonują dwa byty — CPK w dokumentach i Port Polska w komunikatach. Projekt tej skali zarządzany jest niczym dwutorowo prowadzona korespondencja, gdzie nadawca i odbiorca posługują się różnymi imionami tej samej osoby.
Decyzja zarządu, ogłoszenie premiera
Szczególnie interesujący jest wątek proceduralny. Z pisma ministerstwa jednoznacznie wynika, iż decyzję o przyjęciu nazwy Port Polska podjął Zarząd Spółki CPK — nie rząd, nie minister, nie Rada Ministrów. Tymczasem to premier Tusk publicznie ogłosił zmianę jako fakt polityczny najwyższej rangi. Trudno nie zadać pytania: czy premier ogłaszał decyzję zarządu spółki jako własną? A może po prostu nikt nie zadbał o to, żeby przekaz był zgodny z rzeczywistością?
Ministerstwo przyznaje, iż decyzja miała charakter „merytoryczny i komunikacyjny” — była odpowiedzią na negatywne konotacje wizerunkowe i intensywną debatę publiczną, w tym doniesienia o sprzedaży nieruchomości przewidzianych pod inwestycję. Nowa nazwa miała być „neutralna i pozbawiona obciążeń wizerunkowych”. Przeprowadzono w tym celu badania fokusowe i wewnętrzny proces selekcji nazw.
516 złotych i 99 groszy
Najbardziej wymowny jest jednak fragment dotyczący kosztów. Ministerstwo informuje, iż rebranding jednego z największych projektów infrastrukturalnych w Polsce kosztował — uwaga — 500 złotych za zmianę adresu strony internetowej oraz 15,99 zł za domenę portpolska.pl. Łącznie: 515 złotych i 99 groszy.
Nie zmieniono dokumentów strategicznych, bo formalnie nic się nie zmieniło. Nie zaktualizowano umów, bo spółka przez cały czas jest spółką CPK. Nie oznakowano żadnej infrastruktury, bo tej jeszcze nie ma. Rebranding przeprowadzono — jak podkreśla ministerstwo — „siłami własnymi”, bez zewnętrznych wykonawców, „w ramach bieżących procesów”.
Trudno ocenić, czy to przejaw zdrowej oszczędności, czy też dowód na to, iż cała operacja była przede wszystkim zabiegiem PR-owym, a nie realną zmianą organizacyjną.
Symbol zamiast treści
Posłanka Matysiak w swoim komentarzu do odpowiedzi ministerstwa wskazuje na szerszy kontekst: obok symbolicznych zmian nazewnictwa doszło do realnych cięć w samym projekcie — zwłaszcza w komponencie kolejowym, który w poprzednich planach był jednym z filarów całego przedsięwzięcia. To zestawienie mówi wiele: na symbolikę stać rząd zawsze, choćby za 516 złotych. Na ambitną infrastrukturę kolejową — najwyraźniej już mniej.
Port Polska istnieje więc dziś jako marka bez twardego zakotwiczenia prawnego, komunikacyjna nakładka na projekt, który oficjalnie wciąż nosi inne imię. Czy to wystarczy, by wielomiliardowa inwestycja odzyskała społeczne zaufanie? Odpowiedź na to pytanie nie zmieści się w badaniach fokusowych.

2 dni temu





