Conte odcina się od woke. Włoska lewica cofa się przed własnym dogmatem

dzienniknarodowy.pl 8 godzin temu
Zdjęcie: Conte odcina się od woke. Włoska lewica cofa się przed własnym dogmatem


Giuseppe Conte, lider Ruchu Pięciu Gwiazd i były premier Włoch, 21 sierpnia odciął się od kultury woke jako osi programu lewicy. Włoski spór natychmiast wciągnął Partię Demokratyczną, Laurę Boldrini i Matteo Renziego. Wniosek dla Polski jest prosty: ideologia bez zakorzenienia społecznego staje się balastem.

Conte uderza w słabość lewicy

Giuseppe Conte nie jest politykiem prawicy. Tym mocniej brzmi jego głos, gdy mówi włoskiej lewicy, iż sama kultura woke nie zbuduje skutecznej polityki. Jak relacjonował Il Foglio, lider Ruchu Pięciu Gwiazd uznał woke za moralną religię zamkniętą we własnym języku. To ważne, bo Conte walczy o przywództwo w szerokim obozie progresywnym, a nie o brawa konserwatystów.

We Włoszech sprawa trafiła w nerw, który od dawna był widoczny także poza Italią: lewica zaczęła mylić politykę społeczną z językową tresurą. W praktyce zamiast rozmowy o pracy, kosztach życia, bezpieczeństwie i granicach dostawała coraz częściej spór o zakazane słowa, ideologiczne rytuały i moralne certyfikaty. Dla zwykłego wyborcy to nie jest program. To sygnał, iż elity mówią same do siebie.

Dziennik Narodowy pisał już o włoskiej lewicy cofającej się przed woke. Teraz widać, iż nie chodzi o pojedynczą wypowiedź, ale o zmianę nastroju. Gdy dawni promotorzy poprawności politycznej zaczynają ją tłumaczyć, rozmiękczać albo odsuwać na bok, znaczy to jedno: projekt przestał dawać polityczny zysk.

Partia Demokratyczna w defensywie

Reakcje włoskiej centrolewicy pokazały zakłopotanie. ANSA opisała, iż debata o woke wprowadziła napięcie w szerokim obozie lewicy, a prawica obserwowała ten spektakl z wyraźną satysfakcją. To politycznie zrozumiałe. Przez lata konserwatystów pouczano z pozycji moralnej wyższości, iż sprzeciw wobec ideologizacji języka, szkoły i instytucji jest zacofaniem. Dziś część lewicy sama przyznaje, iż przesadziła.

Laura Boldrini, jedna z rozpoznawalnych twarzy progresywnej agendy, mówiła o pewnych ekscesach, ale broniła podstaw tych walk. Matteo Renzi także próbował ustawić się po stronie nowego realizmu. Nie ma tu wielkiego nawrócenia. Jest raczej ostrożna ewakuacja z terenu, który stał się wyborczo toksyczny.

W tle jest też rywalizacja o przywództwo. Conte próbuje mówić do tych, którzy chcą lewicy bardziej socjalnej niż obyczajowej. Elly Schlein i Partia Demokratyczna mają problem, bo przez lata budowały własną tożsamość właśnie na języku praw mniejszości, antydyskryminacji i moralnego rozliczania przeciwników. W takim układzie każdy krok wstecz wygląda jak przyznanie racji krytykom.

Lekcja dla Polski

Dla Polski ta włoska historia jest ostrzeżeniem. Ideologia woke nie przyszła do Europy jako naturalny język narodów. Przyszła przez uniwersytety, media, korporacje, fundacje i partie, które uznały, iż społeczeństwo da się wychować administracyjnie. Najpierw zmienia się słownik. Potem program szkoły. Potem prawo. Na końcu zwykły obywatel dowiaduje się, iż jego zdrowy rozsądek jest podejrzany.

Włochy pokazują jednak, iż społeczeństwa mają granicę cierpliwości. jeżeli polityk mówi rodzinie o symbolach, a rodzina pyta o rachunki, szkołę dziecka i bezpieczeństwo na ulicy, ideologiczny język pęka. To samo widać przy sondażowym starciu Conte i Schlein, gdzie pytanie o lidera łączy się z pytaniem o sens całego projektu progresywnego.

Polska prawica nie powinna jednak popadać w samozadowolenie. Woke przegrywa wtedy, gdy zostaje nazwane po imieniu i skonfrontowane z realnym życiem. Przegrywa, gdy rodzice bronią szkoły, gdy obywatele żądają normalności w urzędach, gdy państwo nie pozwala robić z języka narzędzia presji. Sama ironia nie wystarczy.

Realizm zamiast ideologicznej mody

Conte wyczuł zmianę pogody. To polityk elastyczny, czasem aż nadmiernie, ale właśnie dlatego jego ruch jest symptomem. o ile lewicowy lider we Włoszech uznaje, iż woke nie może być osią programu, to znaczy, iż zachodnia lewica zaczyna liczyć koszty własnej rewolucji obyczajowej.

Prawica powinna wyciągnąć z tego jasny wniosek. Naród potrzebuje polityki zakorzenionej w rodzinie, pracy, bezpieczeństwie, suwerenności i kulturze, a nie w modach importowanych z amerykańskich kampusów. Włoska lewica próbuje dziś cofać się z twarzą. Dla nas ważniejsze jest, by Polska nie musiała kiedyś odkręcać błędów narzuconych przez cudze ideologie.

Źródło: Libero, Il Foglio, ANSA.

Źródło: liberoquotidiano

Idź do oryginalnego materiału