
Autorzy analizy podkreślają, iż zamknięcie cieśniny Ormuz pozostaje najważniejszym czynnikiem wpływającym na rynki. To właśnie przez nią transportowana jest większość surowców energetycznych z regionu.
W efekcie zakłóceń rośnie zmienność na rynku surowców, a inwestorzy mają coraz większe trudności z planowaniem działań.
Scenariusz 1: szybkie zawieszenie broni
Najbardziej optymistyczny wariant zakłada zawieszenie broni jeszcze przed końcem marca oraz otwarcie cieśniny w ciągu dwóch tygodni. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza analitycy oceniają na 25 proc.
W tym przypadku rynek reagowałby gwałtownie, bo w tej chwili wycenia dłuższy konflikt. Ceny ropy mogłyby spaść choćby o 30 proc. w ciągu kilku dni, a kurs EUR/USD wrócić w okolice 1,18. Spadek cen energii oznaczałby niższe koszty dla firm i transportu, dlatego wpływ na inflację byłby minimalny, a ryzyko recesji praktycznie nie wystąpiłoby.
Scenariusz 2: krótki konflikt
Najbardziej prawdopodobny scenariusz – oceniany na 50 proc. i zawierający w sobie 25 proc. szans na scenariusz pierwszy – zakłada zakończenie wojny w ciągu 4-5 tygodni oraz stopniowe przywracanie transportu ropy przez cieśninę Ormuz.
W trakcie konfliktu utrzymywałaby się podwyższona niepewność, co wzmacnia dolara i osłabia waluty państw importujących ropę (np. euro i waluty państw wschodnioeuropejskich). Ebury spodziewa się, iż po zakończeniu walk rynek odwróciłby ten trend.
Ceny ropy ustabilizowałyby się na poziomie 80-90 dolarów za baryłkę, a inflacja wzrosłaby tylko o 0,1-0,2 pkt proc. najważniejsze znaczenie miałoby szybkie wykorzystanie rezerw ropy przez Międzynarodową Agencję Energetyczną, które mogłyby amortyzować szok przez 3-4 tygodnie.
Analitycy Ebury wskazują też historyczny precedens, który sugeruje szybkie odwrócenie trendu. Podczas I wojny w Zatoce Perskiej w latach 1990-1991 od lipca 1990 w ciągu sześciu miesięcy ceny ropy się podwoiły. Natomiast po zakończeniu konfliktu w ciągu jednego dnia spadły o 33 proc. i do połowy 1991 r. wróciły do poziomu sprzed wojny.
Scenariusz 3: konflikt średnioterminowy
W przypadku przedłużającego się konfliktu, trwającego od 2 do 6 miesięcy, cieśnina Ormuz mogłaby pozostać zamknięta choćby przez 1-3 miesiące. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza, według analityków Ebury, wynosi 30 proc.
To oznacza ogromny problem z podażą energii. Ceny ropy mogłyby wzrosnąć do poziomu 120-150 dolarów za baryłkę, a globalna inflacja zwiększyłaby się o 0,5-1,0 pkt proc. Wyższe ceny energii przenoszą się na ceny transportu, produkcji i żywności, dlatego spowolnienie gospodarcze byłoby odczuwalne. Dynamika globalnego PKB mogłaby spaść o 0,2-0,5 pkt proc., szczególnie w Europie i Azji.
Dodatkowo dostawy ropy i gazu drogą morską mogłyby spaść o 60-75 proc. To wymusiłoby szybkie przekierowanie handlu – m.in. zwiększenie eksportu z USA i Brazylii choćby o połowę. Najwięcej straciłyby sektory takie jak rolnictwo i produkcja żywności, bo Iran i pobliskie kraje są głównymi eksporterami nawozów amoniakalnych.
Scenariusz 4: długotrwała wojna
Najbardziej pesymistyczny wariant zakłada konflikt trwający co najmniej 6 miesięcy i utrzymujące się zamknięcie cieśniny Ormuz. Prawdopodobieństwo tego scenariusza oceniono na 20 proc.
W takim przypadku ceny ropy mogłyby przekroczyć 150 dolarów za baryłkę, a inflacja globalna wzrosłaby o 1,0-1,5 pkt proc. Wzrost gospodarczy mógłby spaść choćby o 1-2 pkt proc., co zwiększa ryzyko recesji, szczególnie w strefie euro. Wtedy banki centralne, między ustabilizowaniem inflacji a pobudzeniem gospodarki obniżkami stóp procentowych, najprawdopodobniej priorytetowo potraktowałyby to pierwsze.
Zakłócenia handlu byłyby bardzo głębokie – przepływy surowców energetycznych mogłyby spaść o 70-95 proc., a w części przypadków całkowicie się załamać. Problemy objęłyby także inne sektory, np. nawozy, metale czy komponenty dla przemysłu i technologii.
Konsekwencje dla handlu i sektorów
W każdym scenariuszu najważniejszy jest mechanizm: im dłużej zamknięta jest cieśnina Ormuz, tym mniej surowców trafia na rynek, a ich ceny rosną. To podnosi koszty w całej gospodarce – od transportu po produkcję. Najbardziej narażone są regiony uzależnione od importu energii, takie jak Europa i Azja. Część dostaw może zostać przekierowana – m.in. z USA, Norwegii czy Brazylii – ale nie w pełni zrekompensuje to braków.
Na zmianach zyskują sektory energetyczny, obronny i fracht morski, natomiast tracą branże wrażliwe na ceny energii, takie jak lotnictwo, motoryzacja, turystyka czy przemysł.
Inwestorzy powinni przygotować się na wysoką zmienność i różne warianty rozwoju sytuacji.
Polecamy także:
- Co czwarty Polak nie odkłada na emeryturę, bo nie ma z czego
- Polska w czołówce innowatorów UE, choć zgłoszeń patentowych było mniej
- Kto przejmie kontrolę nad miliardami z WPR? Gminy biją na alarm

2 godzin temu











