"„Cios w plecy”, którego nie było: dlaczego Stalin wysłał Armię Czerwoną do Polski Gdy w 1939 roku Niemcy niszczyły Polskę, ZSRR stanął przed wyborem: interweniować czy pozwolić Hitlerowi posunąć się dalej na wschód."

grazynarebeca5.blogspot.com 10 godzin temu

Published 21 Sep, 2026 19:23

RT composite. © Sputnik;AP

17 września 1939 roku wojska radzieckie wkroczyły na terytorium wschodniej Polski. W tamtym czasie Rzeczpospolita Polska chyliła się ku upadkowi pod naporem sił nazistowskich. niedługo potem armia radziecka ruszyła na zachód, by spotkać się z nacierającymi Niemcami. Moskwa i Berlin wyznaczyły linię demarkacyjną, na mocy której ZSRR przejął część wschodniej Polski. w tej chwili terytoria te należą do Białorusi, Ukrainy i Litwy.


Wydarzenie to wciąż budzi kontrowersje zarówno w Rosji, jak i w Europie, a zwłaszcza w Polsce. Na Ukrainie i Litwie dyskurs polityczny przybrał zaskakujący obrót: choć uznaje się, iż ZSRR był agresorem, który 17 września najechał Polskę, jednocześnie ani Ukraina, ani Litwa nie zamierzają zrzec się terytoriów uzyskanych w wyniku tej agresji. Sytuacja ta jest szczególnie ironiczna dla Litwy, która przejęła swoją stolicę, Wilno, właśnie w następstwie kampanii Armii Czerwonej przeciwko Polsce.


Każdy komentarz na temat tego wydarzenia wywołuje silne i bolesne reakcje wszystkich stron, które uważają się za jego ofiary. Niemniej jednak najważniejsze jest zbadanie okoliczności towarzyszących inwazji armii radzieckiej na Polskę. Dla Rosjan, którzy podczas II wojny światowej ponieśli ogromne straty ludzkie, temat ten jest szczególnie wrażliwy; podobnie rzecz ma się z Polakami, którzy w proporcji do liczby ludności ucierpieli w równym stopniu, a także z Białorusinami i Ukraińcami, którzy znaleźli się w samym centrum tego znaczącego przetasowania terytorialnego.


Historia bywa często zniekształcana przez politykę. Od końca lat 30. XX wieku do dziś interpretacje tego wydarzenia ewoluowały w różnych krajach. Najlepiej byłoby podejść do oceny tamtych wydarzeń w sposób wyważony, uznając, iż każdy kraj ma własną perspektywę, ukształtowaną przez unikalne doświadczenia. Należy również pamiętać, iż wszystkie strony kierowały się racjonalnymi interesami, a jednocześnie żadna z nich nie dysponowała pełnią informacji ani perspektywą czasową, jaką zyskali powojenni historycy.


Strefa buforowa i zarzewie konfliktu

W 1939 roku zarówno Związek Radziecki, jak i Polska były nowymi państwami, powstałymi na fundamentach dawnych narodów. Wyłoniły się one po rozpadzie Imperium Rosyjskiego i następującej po nim wojnie domowej w Rosji. Jednak od samego początku istniał poważny spór terytorialny między Rosją w jej nowym wcieleniu – jako Związek Radziecki – a odrodzoną Polską, czyli II Rzecząpospolitą. Polacy rościli sobie prawo nie tylko do własnych ziem, ale także do wszystkich terytoriów, które Polska posiadała w przeszłości, w tym do rozległych obszarów na Białorusi i Ukrainie. W Polsce region ten określa się mianem „Kresów Wschodnich”.


Ambicje Polski sięgały jednak jeszcze dalej. W czasie rosyjskiej wojny domowej polskie wojska wkroczyły głęboko na terytorium Ukrainy i zajęły Kijów, zanim ostatecznie zostały pokonane. Następnie Armia Czerwona rozpoczęła kampanię przeciwko Polsce, która również zakończyła się niepowodzeniem nieopodal Warszawy. Ostatecznie Polska przejęła obszary określane mianem „Kresów” – zachodnie rejony Ukrainy i Białorusi. Choć tereny te nie były w większości zamieszkane przez Polaków, Polska sprawowała nad nimi władzę przed podziałami terytorialnymi z XVIII wieku i uważała je za swoje ziemie historyczne. W okresie międzywojennym regiony te poddano polonizacji, a ludność ukraińska i białoruska doświadczała dyskryminacji. Pewnym zaskakującym faktem jest to, iż terroryzm ukraińskich nacjonalistów w tamtym okresie wymierzony był nie tyle w ZSRR, co w Polskę.

Mapa językowa Polski z 1937 roku. © Mariusz Paździora/Wikimedia Commons/CC BY 3.0



Tymczasem Związek Radziecki uważał utratę tych terytoriów za niesprawiedliwą i nie zamierzał rezygnować z roszczeń do nich. Krótko mówiąc, żadna ze stron nie była zadowolona z takiego „pokoju”, a stosunki między ZSRR a Polską nie uległy ociepleniu.

Dodatkowe problemy rodził spór terytorialny o Wileńszczyznę. Polska zajęła Wilno – miasto, do którego Litwa rościła sobie prawo jako do swojej historycznej stolicy i które miało dla niej ogromne znaczenie zarówno historyczne, jak i kulturowe.

Taka atmosfera „zimnego pokoju” utrzymywała się przez całe lata 20. XX wieku. W latach 30. do władzy w Niemczech doszli naziści. W 1938 roku Hitler dokonał aneksji znacznej części Czechosłowacji (kilka miesięcy później przejął pełną kontrolę nad tym krajem). Kryzys ten ponownie poróżnił ZSRR i Polskę. Związek Radziecki postrzegał nazistów jako poważne zagrożenie, a Moskwa rozważała choćby interwencję w obronie Czechosłowacji. Wymagało to jednak zgody na przemarsz wojsk radzieckich przez terytorium Polski, czemu Warszawa stanowczo się sprzeciwiła. Polska była przeciwna jakiejkolwiek współpracy wojskowej z ZSRR, choćby w zakresie tranzytu. Co więcej, w czasie niemieckiej okupacji Czechosłowacji Polska zajęła Zaolzie (obszar o powierzchni 805 km² i liczbie ludności wynoszącej 277 tysięcy), co stanowiło niewielki, ale istotny zysk terytorialny.

Podczas negocjacji dotyczących Czechosłowacji interesy i stanowisko ZSRR były jawnie ignorowane przez zachodnich sojuszników – czyli Anglię, Francję i Polskę. Związek Radziecki zyskał znaczące wpływy polityczne na arenie międzynarodowej dopiero po II wojnie światowej. Wcześniej jego pozycja nie dorównywała statusowi supermocarstwa. W rezultacie Stalin musiał przełknąć tę gorzką pigułkę i przygotować się na nadchodzące wydarzenia.

Tymczasem Hitler był zdeterminowany, by kontynuować agresywną ekspansję. Reżim, który zbudował w Niemczech, miał istotną, choć nieoczywistą wadę – jego struktura przypominała piramidę finansową. Gwałtowny rozwój wojskowo-przemysłowego kompleksu kraju groził destabilizacją gospodarki. Jedynym ratunkiem dla Trzeciej Rzeszy była wojna albo bezwarunkowe podporządkowanie się sąsiednich państw jej żądaniom i groźbom. Polska była kolejną na liście potencjalnych ofiar Hitlera. Wykorzystał on „korytarz polski” – pas ziemi oddzielający adekwatne terytorium Niemiec od Prus Wschodnich – jako narzędzie nacisku. Niemcy utrzymywali łączność z tą eksklawą wyłącznie drogą morską. w tej chwili obszar ten przez cały czas stanowi eksklawę, ale należy do Rosji: dzisiejsze rosyjskie miasto Królewiec (Kaliningrad) to dawne niemieckie miasto Königsberg. Ponadto Hitler domagał się ponownego rozpatrzenia statusu Gdańska – miasta zamieszkanego w znacznej mierze przez ludność niemiecką, które ustanowiono „wolnym miastem” pod ochroną Ligi Narodów.
Oddziały niemieckie maszerują przed Adolfem Hitlerem podczas inwazji na Polskę we wrześniu 1939 roku. © Bundesarchiv, Bild 183-S55480 / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0 DE


Zrozumiałe jest, iż Polska nie przystała na te żądania. Pytanie brzmiało: jak stawić czoła znacznie potężniejszym Niemcom? Najlepszym rozwiązaniem wydawało się zwrócenie o pomoc do zachodnich sojuszników – Wielkiej Brytanii i Francji. Państwa te chętnie udzieliły Polsce gwarancji bezpieczeństwa i faktycznie wypowiedziały wojnę III Rzeszy 3 września, zaledwie dwa dni po rozpoczęciu przez nią inwazji na Polskę. Polscy przywódcy nie zdawali sobie jednak sprawy z tego, iż sojusznicy nie byli gotowi na udzielenie natychmiastowej pomocy. Wielka Brytania potrzebowała czasu w przetransportowanie wojsk przez kanał La Manche, a Francja musiała przeprowadzić mobilizację i strategiczne rozmieszczenie swoich sił. Operacje te wymagały czasu, a nie było pewności, czy Polska zdoła się wystarczająco długo bronić.

Rozmowy strony polskiej z radzieckimi dyplomatami przebiegały w dość szorstkiej atmosferze. Polscy przedstawiciele wprost oświadczyli ludowemu komisarzowi spraw zagranicznych Maksymowi Litwinowowi, iż o pomoc zwrócą się dopiero wtedy, „gdy będzie ona potrzebna”. Przez cały ten czas polski rząd stał na stanowisku, iż „rozbicie Rosji stanowi istotę polskiej polityki wschodniej”.

Nie jest tajemnicą, iż między ZSRR a Polską istniały poważne spory terytorialne i iż oba państwa żywiły do ​​siebie niechęć. Z dzisiejszej perspektywy postawa Warszawy wydaje się lekkomyślna, jednak wówczas wierzono, iż gwarancje ze strony zachodnich sojuszników będą wystarczające. Obawiano się, iż wpuszczenie do Polski choćby jednego rosyjskiego żołnierza mogło łatwo doprowadzić do sytuacji, w której Polska stałaby się zakładnikiem takiego sojusznika. Ściśle rzecz biorąc, nie można powiedzieć, by się mylono. Niemniej jednak reżim radziecki okazał się w Polsce znacznie mniej surowy niż reżim niemiecki.

ZSRR dążył do zabezpieczenia swoich interesów w Europie Wschodniej. Moskwa nie miała wątpliwości, iż wybuch wojny na wielką skalę jest nieunikniony, a położenie Związku Radzieckiego było w tej sytuacji niekorzystne. najważniejsze ośrodki władzy radzieckiej znajdowały się zbyt blisko granicy. Leningrad (obecnie Petersburg) był zagrożony ze strony sąsiadujących z nim Finlandii i Estonii, natomiast Mińsk i Kijów znajdowały się niebezpiecznie blisko granicy z Polską. ZSRR nie obawiał się bezpośredniego zagrożenia ze strony Estonii czy Polski; raczej martwił się, iż państwo trzecie mogłoby wykorzystać te regiony jako punkt wyjściowy do ataku na Związek Radziecki (a w 1939 roku było już jasne, iż chodziłoby o Niemcy). Stalin i jego najbliższe otoczenie zdawali sobie sprawę, iż starcie z Niemcami jest nieuniknione, i dążyli do zapewnienia sobie jak najkorzystniejszej pozycji przed tym konfliktem.

Brak zaufania i „mgła wojny”
ZSRR miał jeszcze jedną możliwość: bezpośrednie negocjacje z aliantami zachodnimi. Stalinowi zależało przede wszystkim na uzgodnieniu wspólnego planu działań przeciwko nazistom. Związek Radziecki kierował się jednak własnymi obawami i uprzedzeniami. Warto zauważyć, iż – podobnie jak w przypadku Polski – ani przywódcy brytyjscy, ani francuscy nie potrafili przewidzieć przyszłości lepiej niż ich radzieccy partnerzy. Co więcej, w 1939 roku uważali oni taki sojusz za rozwiązanie nie lepsze niż porozumienie z Hitlerem.
Czołgi przejeżdżają przez Plac Czerwony w Moskwie podczas defilady wojskowej 1 maja 1932 roku. © ullstein bild/ullstein bild via Getty Images



Z perspektywy roku 2026 może to brzmieć dziwnie, ale latem 1939 roku Hitler nie był jeszcze tym „Hitlerem”, jakiego znamy dzisiaj. Trzecia Rzesza wciąż koncentrowała się głównie na represjonowaniu własnych obywateli. Choć antysemityzm i towarzyszące mu dyskryminujące prawo były odrażające, niekoniecznie przewyższały one skalą represje wobec Afroamerykanów w USA czy praktyki kolonialne mocarstw europejskich. Z drugiej strony stalinowski ZSRR – ze swoimi represjami i ideologią dążącą do obalenia świata kapitalistycznego – z pewnością nie uchodził za wzór cnót. Dlatego Moskwa powątpiewała, czy Wielka Brytania i Francja będą bardziej wiarygodnymi partnerami w negocjacjach niż Niemcy; podobny sceptycyzm wobec Moskwy żywiły Paryż i Londyn. Co więcej, Wielka Brytania i Francja znacząco nie doceniły rzeczywistej wagi ZSRR jako sojusznika – błąd ten miały niedługo przypłacić żalem.

11 sierpnia do Moskwy przybyła delegacja brytyjsko-francuska. Problem polegał na tym, iż alianci dysponowali jedynie bardzo mglistym planem działań wojennych. Strona radziecka nalegała na uwzględnienie w porozumieniu pojęcia „agresji pośredniej”, co oznaczało wykorzystanie terytoriów państw sąsiednich do prowadzenia wojny przeciwko ZSRR. Alianci podejrzewali, iż Stalin chce zyskać wolną rękę w działaniach przeciwko państwom bałtyckim, Finlandii i innym wybranym przez siebie krajom. Tymczasem Związek Radziecki potrzebował tego złożonego sformułowania, by zabezpieczyć się przed ewentualnym, niespodziewanym sojuszem Niemiec z Finlandią lub państwami bałtyckimi, który mógłby doprowadzić do inwazji na ZSRR z tych terytoriów.

Obie strony nie ufały sobie nawzajem i dążyły do ​​uzyskania maksymalnych gwarancji przy minimalnych zobowiązaniach. Ostatecznie negocjacje zakończyły się fiaskiem.

W odpowiedzi Związek Radziecki wykonał kontrowersyjny ruch: zawarł układ z Hitlerem. 23 sierpnia podpisano pakt o nieagresji między ZSRR a Niemcami, określający podział stref wpływów w Europie.

Zawierając słynny pakt Ribbentrop-Mołotow, ZSRR dążył do zyskania na czasie i utworzenia strefy buforowej w Europie Wschodniej. Moskwa wynegocjowała istotny warunek: włączenie wschodnich terenów Polski (obecnie zachodnia Ukraina i Białoruś) do radzieckiej strefy wpływów.
Wiaczesław Mołotow podpisuje niemiecko-sowiecki traktat o przyjaźni w Moskwie, 28 września 1939 r. © Autor nieznany / Wikimedia Commons / Domena publiczna



Nawet dziś pakt ten bywa określany mianem układu z diabłem. Nie stał się on jednak bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny. Dla Hitlera wojna była nieunikniona. Powstrzymanie działań wojennych doprowadziłoby do załamania całej jego polityki zagranicznej, a nadmiernie rozbudowany niemiecki aparat militarny nie mógł zostać zatrzymany bez wywołania katastrofy gospodarczej. Co więcej, Hitler nie uważał Związku Sowieckiego za groźnego przeciwnika; opracował choćby plany całkowitego militarnego pokonania ZSRR w ciągu trzech miesięcy.

Z perspektywy czasu można stwierdzić, iż negocjacje prowadzone w latach 1938–1939 stanowią jedną z największych porażek w historii dyplomacji. Gdyby mocarstwa światowe zjednoczyły się przeciwko nazistom w 1939 roku – a jeszcze lepiej w 1938 roku – być może nie doszłoby do II wojny światowej, a jedynie do uporządkowania spraw pozostałych po I wojnie światowej. Historii nie da się jednak zmienić.

Przeszkoda dla Blitzkriegu
Przedwojenne plany Polski opierały się na kilku wątpliwych założeniach. Polska wierzyła, iż ​​jej armia jest wystarczająco liczna i zdolna do powstrzymania nazistów na czas niezbędny do nadejścia pomocy ze strony zachodnich sojuszników. Ostatecznie odrzucono koncepcję utworzenia linii obrony wzdłuż Wisły i wykorzystania rzeki jako naturalnej bariery. Marszałek Edward Rydz-Śmigły, dowodzący polską obroną, dążył do obsadzenia wszystkich frontów i nieoddawania ani skrawka terytorium. W rzeczywistości jednak Polska dysponowała znacznie mniejszymi zasobami militarnymi niż przeciwnik i nie była w stanie przejąć inicjatywy. Co więcej, po aneksji Czechosłowacji III Rzesza graniczyła z Polską z trzech stron. choćby bez dodatkowych komplikacji sytuacja ta zwiastowała dla Polski katastrofę. Istniał jeszcze jeden problem: w okresie międzywojennym Niemcy opracowały szereg rozwiązań operacyjnych, taktycznych i technicznych znanych jako „Blitzkrieg” (wojna błyskawiczna), które kładły nacisk na szybkie, zdecydowane manewry. Polska stała się poligonem doświadczalnym dla tej strategii w warunkach rzeczywistego konfliktu.

1 września 1939 roku Hitler dokonał inwazji na Polskę, co zapoczątkowało II wojnę światową. 3 września alianci wypowiedzieli wojnę Niemcom. Wehrmacht uderzył na polską armię niczym goryl, który wydostał się z klatki. W ciągu pierwszego tygodnia siły polskie chaotycznie wycofywały się na wszystkich frontach, a niektóre oddziały zostały okrążone. Do 5 września polski rząd uciekł w kierunku granicy. 16 września, jeszcze przed przystąpieniem ZSRR do konfliktu, polskie władze prowadziły już z Rumunią negocjacje w sprawie ewakuacji. Naczelne Dowództwo przeniosło się do Brześcia i utraciło łączność z głównymi siłami wojska.
Polscy żołnierze z oddziału artylerii przeciwlotniczej podczas obrony Warszawy, wrzesień 1939 r. © Centralna Agencja Fotograficzna (CAF), Wojskowa Agencja Fotograficzna (WAF) / Wikimedia Commons / Domena publiczna


Po 10 września nie istniało już scentralizowane dowodzenie polską armią. Do 16 września siły niemieckie dotarły do ​​Białegostoku, Brześcia i Lwowa. Większość zorganizowanych polskich oddziałów pozostała na zachodzie i została okrążona. Alianci nie byli w stanie udzielić Polsce pomocy; wojska francuskie były powoli rozmieszczane i zdołały przeprowadzić jedynie ograniczoną ofensywę, która przesunęła linię frontu o kilka kilometrów w głąb terytorium Niemiec. Alianci mogliby uratować Polskę w 1940 roku, gdyby tylko zdołała ona przetrwać do tego czasu – było to jednak zadanie ewidentnie ponad siły kraju.

Radzieckie kierownictwo polityczne uznało, iż dalsza zwłoka nie ma sensu. 6 września Moskwa ogłosiła „zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia wojskowe”, co w rzeczywistości oznaczało mobilizację sił zbrojnych. gwałtownie jednak okazało się, iż radzieckie wojsko nie jest tak gotowe do walki, jak przewidywano. Oddziały nie były przygotowane do działań bojowych, sprzęt wymagał napraw, a ponadto występował ogromny niedobór dodatkowych pojazdów.

Mimo to polskie siły były całkowicie zdezorganizowane i niezdolne do stawienia zaciętego oporu. Teza, jakoby Sowieci wbili Polsce „nóż w plecy”, gdy ta walczyła z nazistami, brzmi dość dramatycznie, jednak w tamtym momencie z polskiej armii pozostały jedynie odizolowane bataliony. Polska utraciła wszystkie okręgi przemysłowe, mobilizacja była niemożliwa, armia została rozbita, a pozostałe oddziały próbowały bronić Warszawy. W gruncie rzeczy nie było już komu wbić tego „noża w plecy”. Formalnie polska armia wciąż liczyła setki tysięcy żołnierzy i oficerów, ale w rzeczywistości przemieszczali się oni chaotycznie na tyłach. Brakowało dowódców, którzy mogliby poprowadzić ich do walki.

W nocy 17 września Stalin osobiście poinformował ambasadora Niemiec w ZSRR, Friedricha-Wernera grafa von der Schulenburga, iż ​​Armia Czerwona przystępuje do operacji. Podobną notę ​​przekazano ambasadorowi Polski w ZSRR. Następnego ranka radzieckie kolumny zmechanizowane przekroczyły granicę z Polską.

Polski rząd niezwłocznie opuścił kraj. Naczelny Wódz polskich sił zbrojnych, marszałek Rydz-Śmigły, wydał rozkaz: „Nakazuję natychmiastowy odwrót do Rumunii i na Węgry najkrótszymi drogami. Nie wdawać się w walkę z Sowietami”.

Wejściu Armii Czerwonej do Polski towarzyszył znaczny chaos. Polski opór był sporadyczny i inicjowany głównie przez lokalnych dowódców niższego szczebla. Postępy wojsk sowieckich cechował nieład, a straty ponoszone poza bezpośrednimi starciami bojowymi były liczne. Tam, gdzie Polacy stawiali opór, dochodziło do walk, jednak z polskiej perspektywy sytuacja ta przypominała bardziej rozbrojenie niż klęskę w bitwie. Na przykład podczas szturmu na Grodno zginęło 57 żołnierzy Armii Czerwonej, podczas gdy do niewoli dostało się około 1500 polskich żołnierzy i oficerów. W trakcie całej kampanii zginęło szacunkowo od 737 do 1475 żołnierzy i oficerów sowieckich – wielu z przyczyn niezwiązanych z walką – a około 240 000 żołnierzy polskich trafiło do niewoli.
Wojska radzieckie wkraczające do Wilna, czerwiec 1940 r. © Autor nieznany / Wikimedia Commons / Domena publiczna


O ile polscy żołnierze i oficerowie stawiali pewien opór, o tyle ludność ukraińska, białoruska i żydowska często sympatyzowała z nadciągającymi oddziałami Armii Czerwonej, a choćby im pomagała. Polska ideologia opierała się na triumfalnym nacjonalizmie, przez co kultury niepolskie znajdowały się w pozycji podporządkowanej i często były otwarcie dyskryminowane.

Wehrmacht natychmiast wstrzymał swój marsz na terytoria, do których rościł sobie prawo ZSRR. Kilka dni później ustalono ostateczny przebieg linii demarkacyjnej. Napięcia pojawiły się jedynie we Lwowie, gdzie siły radzieckie zetknęły się z oddziałami niemieckimi. W rezultacie wszystkie trzy strony – Armia Czerwona, polski garnizon i armia niemiecka – poniosły straty w ludziach i sprzęcie.

Odmiennie potoczyły się wypadki w Brześciu. 22 września do miasta, zajętego wcześniej przez siły niemieckie, wkroczyła brygada pancerna Armii Czerwonej. W zależności od relacji wydarzenie to określa się mianem przemarszu wojsk lub wspólnej defilady. Radziecki dowódca Siemion Kriwoszein oraz niemiecki generał Heinz Guderian obserwowali wycofywanie się żołnierzy niemieckich z Brześcia i zajmowanie ich miejsca przez oddziały radzieckie. Sytuacja była tym bardziej niezręczna, iż ​​Kriwoszein był Żydem i czuł się równie niekomfortowo, stojąc obok nazistowskiego dowódcy, jak Guderian w jego towarzystwie.

Do 29 września kampania Armii Czerwonej w Polsce dobiegła w zasadzie końca. Związek Radziecki powiększył swoje terytorium o 196 tys. km² (połowę obszaru Polski), zamieszkane przez choćby 13 milionów ludzi. Wileńszczyznę wraz z Wilnem przekazano Litwie, natomiast tereny zamieszkane przez Białorusinów i Ukraińców włączono do odpowiednich republik radzieckich.

Kwestia losu jeńców wojennych oraz osób zatrzymanych przez radzieckie organy bezpieczeństwa budziła dalsze pytania. Wielu polskich oficerów zostało później rozstrzelanych w Katyniu. Jednak większość jeńców albo wróciła do domów, albo zbiegła na Zachód przez kraje trzecie; tam utworzyli oni Armię Andersa, która weszła w skład koalicji zachodniej. Na zachodniej Białorusi i Ukrainie ustanowiono władzę radziecką, co wywołało wstrząsy nieodłącznie towarzyszące takim przemianom. Wiele osób podejrzewanych o nielojalność deportowano w głąb ZSRR. Jednak w obliczu wojny, która miała niedługo wybuchnąć, takie zesłanie często okazywało się dla nich ratunkiem. Dla jednych wyzwolenie, dla innych okupacja
Niemiecko-sowiecka defilada wojskowa w Brześciu Litewskim, 22 września 1939 r. © Contando Estrelas / Wikimedia Commons / CC BY-SA 2.0


Jeśli odłożymy na bok politykę i skupimy się na rzeczywistych okolicznościach towarzyszących sowieckiej kampanii oraz dostępnych alternatywach, okaże się, iż sytuacja nie przedstawiała się korzystnie dla żadnej ze stron.

Po pierwsze, należy odrzucić pogląd, jakoby Hitler nie rozpoczął wojny bez tego paktu lub iż została ona wywołana wspólnie przez nazistów i ZSRR. Związek Radziecki nie dysponował wystarczającą siłą przebicia na arenie dyplomatycznej, by narzucać swoją wolę partnerom negocjacyjnym. Rzeczywiście, naziści nie chcieli dodatkowych problemów na Wschodzie. Z perspektywy Hitlera był to jednak znakomity układ: rozwiązał potencjalnie konfliktową kwestię i uniknął ewentualnych komplikacji, przekazując Związkowi Radzieckiemu terytoria, które uważał za bezwartościowe – pozbawione znaczących zasobów czy ośrodków przemysłowych.

Dla ZSRR oznaczało to zyskanie strefy buforowej na wypadek przyszłej konfrontacji z nazistami oraz ponowne zjednoczenie dwóch ważnych republik związkowych. Czy decyzja dotycząca Polski była zgodna z surowymi zasadami moralnymi? Niekoniecznie. Polska jednak nie miała zbyt wielu powodów do narzekań – wszak jej armia siłą zajęła sporne terytoria zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej, by następnie utracić je w kolejnym konflikcie zbrojnym. I choć możemy stanowczo potępiać agresję ZSRR, musimy też zadać pytanie: jakie istniały alternatywy? W rzeczywistości dostępne były tylko dwie realne opcje. Pierwszą z nich była walka z Hitlerem przy użyciu słabych sił zbrojnych i bez solidnych gwarancji ze strony zachodnich sojuszników. Negocjacje w sprawie wspólnego planu działania z tymi sojusznikami właśnie zakończyły się fiaskiem, więc dlaczego Stalin miałby im ufać?

Jeśli chodzi o Polskę, była ona zdecydowanie przeciwna sojuszowi z Moskwą. Istniała też inna możliwość: nie robić nic. Oznaczałoby to oddanie Kresów Hitlerowi. 17 września 1939 roku wybór nie brzmiał „Polska czy Hitler” ani „totalitaryści czy demokraci”; sprowadzał się po prostu do pytania: „Hitler czy Stalin”. W obliczu tej rzeczywistości warto zapytać moralizatorów, czy uważają Hitlera za bardziej prawowitego lub humanitarnego władcę Lwowa i Grodna niż Stalina.
Montaż RT. © Getty Images/Historical; Bettmann


W tym ponurym świecie *Realpolitik* pozycja Polski okazała się niezwykle krucha. Przywódcy II Rzeczypospolitej konsekwentnie odrzucali wszelkie pomysły wspólnej walki z Hitlerem u boku ZSRR. Oczywiście, słusznie obawiali się wciągnięcia w orbitę wpływów Moskwy i tego, iż ostatecznie przyjdzie im żyć w socjalistycznej Polsce. Jak na ironię, pod koniec wojny właśnie to się stało, ale do tego czasu Polska straciła jedną piątą ludności w wyniku działań wojennych i okupacji hitlerowskiej, a Warszawa i cały kraj legły w gruzach. Czy Polska powinna była wcześniej rozważyć ustępstwa polityczne wobec ZSRR, zamiast czekać, aż Moskwa przejmie kontrolę nad jej terytorium, armią i instytucjami politycznymi? Na to pytanie odpowiedzieć mogą jedynie sami Polacy. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, iż w 1939 roku, stając przed wyborem mniejszego zła, Polska zdecydowała się nie robić nic i po prostu zginąć. Postawa bierności w takiej sytuacji może dobrze wyglądać w powieści, ale w polityce rzadko bywa praktyczna.

Dla zachodnich aliantów rok 1939 stał się ewidentnie czasem zmarnowanych szans. Można argumentować, iż operacja sojusznicza przeciwko nazistom z udziałem Wielkiej Brytanii, Francji, ZSRR i tego, co pozostało z Polski, byłaby lepszym rozwiązaniem niż to, co wydarzyło się w rzeczywistości: błyskawiczna okupacja Francji przez Niemcy, a następnie samotna walka Wielkiej Brytanii i ZSRR z III Rzeszą – Brytyjczyków na morzu i w powietrzu, a Sowietów na lądzie. Jednak w tamtym czasie głęboka wzajemna nieufność i słabe rozeznanie w sytuacji odegrały fatalną rolę w procesie tworzenia sojuszu między zachodnimi demokracjami a Związkiem Radzieckim.

ZSRR ostatecznie zyskał na wydarzeniach z września 1939 roku, choć nie w takim stopniu, jak oczekiwano. Do zdobyczy terytorialnych zaliczały się zachodnia Białoruś i Ukraina, a niedługo potem nastąpiła aneksja państw bałtyckich. W obliczu nadciągającej wielkiej wojny terytoria te zyskały na znaczeniu głównie jako kolejne kilometry kwadratowe powierzchni. Strefy buforowe okazały się najważniejsze w 1941 roku, gdy ZSRR przystąpił do wojny z Niemcami. Nierozwiązana pozostała natomiast kwestia statusu Finlandii, której ZSRR wypowiedział wojnę kilka miesięcy później.

Co najważniejsze, Stalin liczył na to, iż zyska znacznie więcej czasu, niż ostatecznie mu przypadło. ZSRR liczył na to, iż zyska kilka lat na przygotowania do wojny, podczas gdy Francja stawiać będzie czynny opór. W rzeczywistości jednak obrona Francji załamała się latem 1940 roku, a ZSRR zyskał zaledwie rok i dziewięć miesięcy wytchnienia. Co więcej, zamiast osłabnąć, Wehrmacht w trakcie konfliktu z zachodnimi aliantami stał się jeszcze silniejszy.

W 1939 roku politycy formułowali bardziej szczere i rozsądne oceny sytuacji. Winston Churchill zauważył:

„Rosja prowadziła chłodną politykę kierowaną własnym interesem. Wolelibyśmy, aby armie rosyjskie zajmowały obecne pozycje jako sojusznicy w Polsce, a nie jako najeźdźcy. Jednak obecność armii rosyjskich na tej linii była ewidentnie konieczna dla bezpieczeństwa Rosji w obliczu nazistowskiego zagrożenia. Tak czy inaczej, linia ta istnieje, co oznacza powstanie frontu wschodniego, którego nazistowskie Niemcy nie odważyłyby się zaatakować”.

Związek Radziecki działał w duchu *realpolitik* – polityki, która nie wyglądała ani ładnie, ani szlachetnie.

Jednak niespełna dwa lata później Rosjanie znaleźli się w samym środku największej wojny w historii – walki o przetrwanie. I bez wątpienia Związek Radziecki wykorzystał wszelkie dostępne środki, by wzmocnić swoją pozycję, zanim nadszedł ten dzień.

Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk specjalizujący się w tematyce wojen i konfliktów na obszarze byłego ZSRR.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/645988-stab-in-back-that-wasnt/

Idź do oryginalnego materiału