Kiedyś śmiano się z premiera Tuska, iż propaguje filozofię „ciepłej wody w kranie”. Śmiałem się i ja, ale ostatnie dwa miesiące nie mieliśmy ani ciepłej wody w kranie, ani ogrzewania. Zepsuł się nam piecyk gazowy, a instalacja nowego się przeciągała, bo na dachu leżał śnieg, a oprócz piecyka trzeba było wymienić przewód kominowy. Nie dziwię się Instalatorowi, iż bał się na dach wejść, bo i ja bym nie wszedł.
Wczoraj można było piecyk zainstalować, i mamy ogrzewanie i ciepłą wodę w kranach.
Oczywiście, brak piecyka nie był jakoś straszliwie dokuczliwy, bo grzaliśmy kominkiem (spaliliśmy 3 mł drewna) i prądem. Ciepłą wodę do mycia i zmywania grzaliśmy na kuchence.
Wczoraj napuściłem wody do wanny i spędziłem w niej sporo czasu, ciesząc się ciepłą wodą w kranie. W wannie tej doszedłem jednak do wniosku przeciwnego:
CIEPŁA WODA W KRANIE NIE JEST WYSTARCZAJĄCA DO NASZEGO SZCZĘŚCIA!
Czego potrzeba oprócz tego?
Ano potrzeba naszych sukcesów, na przykład, umiejętności przepłynięcia kilometra w czasie pół godziny, albo zrozumienia fenomenu kota Schroedingera. Fantastycznym pomysłem jest wyhodowanie pięknych roślin, czy zbudowanie fontanny. Można namalować obraz, albo nauczyć się grać na skrzypcach sonaty Mozarta.
Można też podpierać się sukcesami innych, na przykład, Lewandowskiego, czy Igi Świątek, ale nasze własne sukcesy są ważniejsze.
Przy okazji przypominam sukcesy mężczyzn:
- 2 lata: nie sika w majtki,
- 18 lat: jak może się seksować,
- 30 lat: jak ma pieniądze,
- 50 lat: jak ma pieniądze,
- 60 lat: jak może się seksować,
- 75 lat: jak nie sika w majtki.
Michał Leszczyński







