Chloropiryfos i boskalid wykryte w ekologicznych produktach. Jak to możliwe?

1 godzina temu

Żywność ekologiczna podlega bardziej rygorystycznym procedurom niż konwencjonalna – przynajmniej w teorii. Badanie fundacji Pro-Test ponownie wykazało, iż produkty „bio” nie są wolne od zanieczyszczeń pestycydami.

Zielony euroliść nie gwarantuje bezpiecznej żywności? Taką wątpliwość nasuwają doniesienia fundacji Pro-Test. W niemal połowie produktów ekologicznych przebadanych na zlecenie organizacji wykryto pozostałości pestycydów. Część substancji jest niedopuszczona do stosowania w Unii Europejskiej.

  • Czytaj także: Co zjadamy w polskich truskawkach? Lista jest długa

Chlroropiryfos w „Biominkach” – neurotoksyczny i niebezpieczny dla dzieci

Eksperci z Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach przeanalizowali dziewięć produktów oznaczonych certyfikatem ekologicznym pod kątem pozostałości ponad pięciuset pestycydów. Wyniki są niepokojące. Wymagań stawianych żywności „bio” nie spełniały cztery wyroby – a więc niemal połowa.

Najmniej ekologiczne okazały się „Biominki” – rodzynki marki Bio Planet. Wykryto w nich chloropiryfos – substancję wycofaną z użytku w UE ze względu na potwierdzone działanie neurotoksyczne.

Związek ten jest szczególnie groźny dla układu nerwowego, w tym mózgu, dzieci. A to właśnie najmłodsi stanowią główną grupę docelową produktu – na co wskazują nazwa i szata graficzna. Co gorsza, pestycyd wykryto w stężeniu trzykrotnie przekraczającym normę dopuszczalną choćby dla żywności konwencjonalnej – tej, dla której produkt „bio” miał być bezpieczniejszą alternatywą.

  • Czytaj także: Zbadali polskie dżemy. W środku chemia do czyszczenia maszyn

„Bomba witaminowa” z boskalidem i acetamiprydem

Niekorzystnie wypadła również herbatka „Bomba witaminowa” marki Dary Natury. Badanie wykazało obecność czterech pestycydów – boskalidu, pirymetanilu, tebukonazolu i acetamiprydu. Żaden z nich nie jest dopuszczony do stosowania w rolnictwie ekologicznym.

Szczególne zastrzeżenia toksykologiczne budzi acetamipryd, insektycyd z grupy neonikotynoidów. Zgodnie ze stanowiskiem Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności substancja ta może wpływać negatywnie na układ nerwowy dzieci i płodów.

Wymagań żywności ekologicznej nie spełniały też rodzynki sułtanki marki Eko-Wital. Wykryto w nich trzy pestycydy, w tym flutriafol – fungicyd niedopuszczony do stosowania w UE. Badania na zwierzętach wskazują, iż flutriafol może powodować stłuszczenie i uszkodzenie komórek wątroby oraz zaburzać pracę układu hormonalnego.

Nieznacznie lepiej w badaniu wypadły rodzynki Organic Farma Zdrowia, produkowane przez tego samego dostawcę. Wykryto w nich pozostałości „tylko” dwóch pestycydów – również dyskwalifikujące ten produkt jako ekologiczny.

Ile produktów „eko” jest skażonych pestycydami?

Czy zatem obietnice „zielonych” certyfikatów można włożyć między bajki? Na szczęście nie w każdym przypadku. Z badania fundacji Pro-Test wynika, iż przynajmniej na niektórych produktach z euroliściem można polegać. Negatywny wynik testu na obecność pestycydów uzyskały:

  • rodzynki sułtanki BioLife,
  • rodzynki Enerbio z Rossmanna,
  • rodzynki sułtanki marki Naturavena,
  • rodzynki sułtanki marki Bio Planet,
  • ekologiczna natka pietruszki marki Dary Natury.

Problem w tym, iż – w kontekście wyników cytowanego badania – kupowanie produktów „bio” ociera się o loterię. Szczególnie iż to nie pierwsza analiza poddająca w wątpliwość „zielone” oznaczenia. W kwietniu br. fundacja Pro-Test zbadała ostrą paprykę mieloną marki Dary Natury. Okazało się, iż produkt oznaczony jako ekologiczny zawierał dziewięć różnych pozostałości środków ochrony roślin.

Nie są to bynajmniej odosobnione przypadki czy efekt małej próby badawczej. Dane instytucji unijnych sugerują, iż problem ma charakter systemowy. Jak podaje Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), w rolnictwie ekologicznym wskaźnik przekroczeń dopuszczalnych poziomów pozostałości pestycydów wynosi około 2,4 proc., a wskaźnik niezgodności z normami sięga 1,4 proc.

Dlaczego żywność ekologiczna jest zanieczyszczona pestycydami?

Mało? Z jednej strony tak. Z drugiej – w UE wytwarza się 15–20 milionów ton żywności ekologicznej rocznie. Oznacza to, iż niedozwolone substancje mogą zanieczyszczać bardzo dużą ilość produktów dostępnych w sprzedaży. Obecność pestycydów, takich jak acetamipryd czy boskalid, w rolnictwie ekologicznym nie musi jednak być efektem celowych działań lub rażących zaniedbań.

Żywność „eko” może ulegać skażeniu z powodu:

  • migracji pestycydów z sąsiednich pól konwencjonalnych (np. pod wpływem wiatru),
  • spływów z pól konwencjonalnych, zanieczyszczających lokalne zbiorniki wodne i podziemne,
  • używania tych samych maszyn (np. kombajnów czy opryskiwaczy) do upraw ekologicznych i tradycyjnych bez ich dokładnego mycia,
  • przewożenie żywności „bio” w ciężarówkach lub kontenerach po towarach konwencjonalnych,
  • przechowywania produktów w silosach, gdzie wcześniej znajdowały się ziarna traktowane chemią
  • czy nieprawidłowego etykietowania żywności konwencjonalnej jako ekologicznej.

Innymi słowy bardzo trudno jest wykazać, iż obecność zanieczyszczenia wynika z nieuczciwości producenta. Bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem są błędy w łańcuchu dostaw lub kontroli jakości. Warto też zaznaczyć, iż w kontrolach importu na granicach UE odsetek próbek niezgodnych z normami jest niemal trzykrotnie wyższy niż w przypadku żywności produkowanej wewnątrz Unii – 3,6 proc. vs 1,2 proc.

Zielony euroliść – czy system certyfikacji gwarantuje jakość ekologiczną?

Zielony euroliść, czyli oficjalne unijne logo żywności ekologicznej, z założenia oznacza produkt wytworzony bez syntetycznych pestycydów, sztucznych nawozów i GMO w warunkach kontrolowanych przez akredytowaną jednostkę. Jak jednak pokazują badania Pro-Test, symbol ten nie daje gwarancji stuprocentowej czystości – a jedynie potwierdza, iż ktoś sprawdził, czy producent przestrzega procedur.

W Polsce certyfikat wydaje jedna z 14 prywatnych jednostek certyfikujących, upoważnionych przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Tu jednak pojawia się problem, który dotyczy całego systemu w UE: te same jednostki są opłacane przez producentów, których certyfikują. Producent może przy tym wybrać dowolną jednostkę z listy – co oznacza, iż certyfikatorzy de facto konkurują o klientów. Jednostka zbyt rygorystyczna traci zlecenia. Taki model budzi wątpliwości dotyczące niezależności systemu certyfikacji.

Co istotne, inspektorzy sprawdzają przede wszystkim dokumentację i procedury. Nie mają obowiązku laboratoryjnego badania każdej partii produktu. Paradoksem jest, iż – jak wynika z danych EFSA – zakres badań próbek ekologicznych bywa węższy niż w przypadku żywności konwencjonalnej. Innymi słowy produkt sprzedawany z „premią za jakość” bywa kontrolowany rzadziej niż żywność konwencjonalna.

Na systemowe luki wskazał Europejski Trybunał Obrachunkowy w raporcie z 2024 r., stwierdzając, iż rolnicy mogą otrzymywać unijne dopłaty do produkcji ekologicznej choćby jeżeli nie stosują jej podstawowych zasad. Wcześniej audytorzy zwracali również uwagę na trudności z identyfikowalnością produktów przekraczających granice i weryfikacją zagranicznych certyfikatów.

  • Czytaj także: Chloropiryfos, boksalid i cypermetryna. Chemiczny koktajl w rodzynkach

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Skorzewiak

Idź do oryginalnego materiału