Chiny odpowiadają na zarzuty Donalda Trumpa. "Bezpodstawne oskarżenia"

1 godzina temu

Donald Trump oskarżył Chiny o ingerencję w wybory. Wypowiedź prezydenta USA wywołała oburzenie w Pekinie. Rzecznik tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych ocenił, iż są to "bezpodstawne" oskarżenia, które mają na celu "szkalowanie Chin". Jednocześnie wezwał władze w Waszyngtonie do "refleksji nad własnym postępowaniem".

AP/Maxim Shemetov
Chiny odpowiadają na zarzuty Donalda Trumpa. "Bezpodstawne oskarżenia"

Rzecznik chińskiego MSZ Lin Jian odrzucił zarzuty prezydenta USA oraz zapewnił, iż Chiny kierują się zasadą nieingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw i "nie są zainteresowane" ingerowaniem w wybory w USA.

Podkreślił, iż "społeczność międzynarodowa doskonale widzi, kto notorycznie ingeruje w sprawy wewnętrzne innych państw, bez rozróżnienia monitoruje rządy, przedsiębiorstwa i zwykłych obywateli na całym świecie oraz kradnie dane obywateli innych państw na ogromną skalę".

ZOBACZ: Orędzie Donalda Trumpa. Prezydent USA uderzył w Chiny

Nie wskazał przy tym na konkretne państwo ani nie podał dowodów na poparcie swoich twierdzeń.

Lin zaapelował również do władz w Waszyngtonie, aby przestały traktować Chiny jako "temat w swoich wyborach" i podjęły "więcej działań sprzyjających stosunkom" dwustronnym z Pekinem.

Trump uderza w Chiny. Prezydent USA ujawnił materiały wywiadowcze

Słowa te były odpowiedzią na czwartkowe orędzie Donalda Trumpa, w którym amerykański przywódca oświadczył, iż "w ciągu kilku lat, począwszy od cyklu wyborczego w 2020 r., Chińska Republika Ludowa przeprowadziła to, co uważa się za największe w historii naruszenie bezpieczeństwa danych wyborczych".

Dodał, iż w wyniku tego procesu Chiny "bezprawnie pozyskały dane dotyczące 220 mln amerykańskich wyborców".

ZOBACZ: 10 mln dolarów za głowę Donalda Trumpa. Groźba proirańskich milicji

Trump stwierdził, iż członkowie amerykańskiej społeczności wywiadowczej celowo ukrywali informacje dotyczące skali działań Chin. - Amerykańskie agencje wywiadowcze zaczęły dowiadywać się o naruszeniu bezpieczeństwa rejestrów wyborców w 2020 roku, kiedy odkryły, iż dziesiątki milionów danych wyborców, pomyślcie o tym, dane dziesiątek milionów wyborców w 18 stanach, zostały kupione, skradzione lub zhakowane przez Chiny. Ale ci, którzy byli odpowiedzialni za to, by podnieść alarm, zamiast tego, utrzymywali te informacje w tajemnicy i nie ujawniali ich - kontynuował.

Dodał, iż z jednego z ujawnionych materiałów wynika, iż przeciwnicy USA - Rosja, Chiny, Iran i Korea Północna, a także podmioty niepaństwowe - "dysponują zdolnością do naruszenia bezpieczeństwa amerykańskiej infrastruktury wyborczej".

Agencja Reutera podkreśliła, iż ostre wypowiedzi prezydenta USA na temat Chin grożą zachwianiem relacji z Pekinem.

Idź do oryginalnego materiału