Chevron i Eni podpisały 2 września 2026 roku w Caracas nowe umowy na eksploatację wenezuelskiej ropy. Chevron zapowiada ponad 7 mld dolarów inwestycji w pięć lat i wzrost wydobycia do 600 tys. baryłek dziennie, a Eni dostało 25-letni kontrakt na złoże Junín 5. Większa podaż może z czasem ograniczyć presję na ceny paliw także w Polsce.
Chevron wykłada ponad 7 mld dolarów
Amerykański koncern Chevron rozszerzy działalność w pasie Orinoko i podejmie prace na obszarach Carabobo 1 oraz Carabobo-2-South-A poprzez spółkę Petroindependencia. Firma zamierza w ciągu pięciu lat zainwestować ponad 7 mld dolarów. Celem jest ponad dwukrotne zwiększenie produkcji, do około 600 tys. baryłek dziennie.
Departament Energii USA podał szczegóły porozumień po ceremonii w Caracas z udziałem sekretarza energii Chrisa Wrighta i pełniącej obowiązki prezydenta Wenezueli Delcy Rodríguez. Waszyngton szacuje koszty rozszerzonej działalności Chevronu na mniej niż 20 dolarów za baryłkę. To wyjaśnia, dlaczego amerykański kapitał wraca tam, gdzie infrastruktura jest zaniedbana, ale zasoby pozostają ogromne.
Chevron nie zaczyna od zera. Jest obecny w Wenezueli od 1923 roku i jako jedyny duży amerykański koncern naftowy utrzymał tam znaczącą działalność. Po latach sankcji, nacjonalizacji i politycznego chaosu firma wybiera ryzyko, licząc na skalę złóż oraz wsparcie administracji Donalda Trumpa.
Eni przejmuje operowanie złożem Junín 5
Włoskie Eni zawarło z państwowym PDVSA kontrakt na 25 lat dotyczący Junín 5. Koncern ma zostać wyłącznym operatorem złoża oraz odpowiadać za zarządzanie techniczne, finansowe i handlowe. Według danych amerykańskiego resortu energii Junín 5 zawiera około 35 mld baryłek certyfikowanej ropy w złożu.
Plan zakłada wykorzystanie tego pola do realizacji celu przekraczającego milion baryłek dziennie w 2031 roku. To długi marsz, a nie natychmiastowy zastrzyk surowca. Wydobycie ciężkiej ropy z pasa Orinoko wymaga kapitału, technologii, transportu i sprawnych instalacji. Wieloletnie zaniedbania oznaczają, iż podpis pod umową jest początkiem kosztownej pracy.
Nowe kontrakty są kolejnym etapem szerszej umowy naftowej USA z Wenezuelą. Trzeba jednak rozdzielić dwa porządki. Chevron i Eni zawarły własne porozumienia operacyjne z władzami w Caracas. Osobna konstrukcja z North American Blue Energy Partners obejmuje amerykańskie prawa udziałowe i odbiór części produkcji po kosztach.
Realizm surowcowy zamiast pustych deklaracji
Administracja Trumpa prowadzi politykę czytelną: chce przełożyć siłę państwa na kontrolę dostaw, miejsca pracy i przewagę przemysłową. Biały Dom mówi o dostępie do 65 mld baryłek rezerw objętych szerszym porozumieniem. Można spierać się o prawną trwałość tej konstrukcji, ale nie o jej logikę. Amerykanie wskazują zasób, angażują firmy i budują łańcuch dostaw pod własny interes.
Europa zbyt często odpowiada na podobne wyzwania kolejnymi regulacjami, podczas gdy inni zabezpieczają pola wydobywcze, rafinerie i transport. Polska nie może sobie pozwolić na surowcową naiwność. Potrzebujemy wielu kierunków dostaw, własnej infrastruktury oraz kontraktów ocenianych przez pryzmat ceny i bezpieczeństwa, a nie modnej ideologii.
Co umowy oznaczają dla kierowców w Polsce
Wenezuela ma ponad 303 mld baryłek potwierdzonych rezerw, ale wydobywa kilka ponad milion baryłek dziennie. Dla porównania Stany Zjednoczone produkują niemal 14 mln baryłek dziennie. Ta różnica pokazuje potencjał, ale też skalę technicznej zapaści. Eksperci cytowani przez Associated Press oceniają, iż nowe instalacje w pasie Orinoko mogą wymagać od dwóch do czterech lat.
Dodatkowa podaż może wywierać presję na światowe ceny ropy, a więc pośrednio na koszty importu surowca do Polski. Nie oznacza to szybkiej ani automatycznej obniżki cen na stacjach. Rachunek kierowcy zależy również od kursu walut, marż, kosztów przerobu i podatków. Ostatnie wahania rynku ropy pokazały, jak gwałtownie geopolityka potrafi zmienić warunki.
Nad porozumieniami wisi też ryzyko prawne. Krytycy wskazują, iż umowy tego rodzaju powinny uzyskać aprobatę wenezuelskiego Zgromadzenia Narodowego, a obecne poparcie izby nie przybrało formy formalnego głosowania. Przyszłe władze mogą próbować je podważyć. Twarda polityka energetyczna wymaga więc dwóch rzeczy naraz: odwagi w sięganiu po zasoby i zabezpieczeń na wypadek zmiany układu sił. Polska powinna uczyć się właśnie tej trzeźwości.
Źródła: Departament Energii USA, Biały Dom, Associated Press













