Cezary Tomczyk, wiceszef MON, w niedzielę 8 listopada pojedzie na Ukrainę z delegacją pracującą w ramach koalicji antybalistycznej. Polska chce wykorzystać ukraińskie doświadczenia z odpierania rosyjskich rakiet i zbudować zdolności, których dotąd nie miała. Stawką jest skuteczniejsza ochrona polskiego nieba i udział krajowego przemysłu w nowych systemach obronnych.
Delegacja MON jedzie po konkretne doświadczenia
Cezary Tomczyk zapowiedział w rozmowie z Polsat News, iż w niedzielę uda się na Ukrainę wraz z delegacją działającą w ramach koalicji antybalistycznej. Wiceminister obrony nie podał składu delegacji, miejsca spotkań ani szczegółowego harmonogramu. Jasno wskazał jednak cel: Polska ma wspólnie z partnerami europejskimi i stroną ukraińską budować zdolności, których dotąd nie posiadała.
To kierunek zgodny z elementarnym interesem państwa. Ukraina zdobyła rozległe doświadczenie w wykrywaniu oraz zwalczaniu rosyjskich rakiet i dronów w warunkach pełnoskalowej wojny. Polska nie może kopiować cudzych rozwiązań bez refleksji, ale powinna wyciągnąć z tych doświadczeń wnioski dla własnej obrony, przemysłu i szkolenia wojska. Za wschodnią granicą testowane są systemy, procedury i sposoby współdziałania, które dla nas mają znaczenie bezpośrednie.
Od warunkowej deklaracji do udziału Polski
W lipcu Donald Tusk zapowiadał, iż Polska przystąpi do koalicji, jeżeli krajowe firmy przedstawią odpowiednią ofertę przemysłową. We wrześniu rząd ogłosił już wejście Polski do koalicji antybalistycznej. Według komunikatu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów inicjatywa ma łączyć państwa i przedsiębiorstwa przy rozwoju technologii obrony przed pociskami balistycznymi.
Wrześniowy komunikat KPRM podawał również, iż Donald Tusk i Wołodymyr Zełenski uzgodnili formy oraz ramy współpracy. Nie ujawniono wtedy szczegółów technicznych ani finansowych. Niedzielna delegacja MON powinna doprowadzić do ich uszczegółowienia, bo bezpieczeństwa nie buduje się na samych deklaracjach politycznych.
Sama obecność przy wspólnym stole nie wystarczy. Polska musi wejść do projektu jako partner z własnym zapleczem produkcyjnym, serwisowym i badawczym. Wcześniejsze pytania o warunki udziału pozostają zasadne, dlatego rząd powinien jasno przedstawić zobowiązania, koszty i korzyści dla polskiej armii. Inaczej kooperacja może skończyć się zakupami zagranicznych rozwiązań bez trwałego wzmocnienia krajowych kompetencji.
Polska obrona ma pierwszeństwo
Współpraca z Ukrainą leży w polskim interesie wtedy, gdy realnie zwiększa bezpieczeństwo Rzeczypospolitej. Rosyjskie pociski i drony używane tuż za naszą granicą pokazują, iż czas na budowę skutecznej, wielowarstwowej obrony jest ograniczony. Wizyta Tomczyka powinna więc przynieść plan wdrożenia, a nie serię ogólnych deklaracji.
Potrzebne są mierzalne rezultaty: dostęp do doświadczeń operacyjnych, zamówienia dla polskich zakładów, rozwój krajowych technologii i system zdolny osłaniać ludność oraz infrastrukturę. Niedawna umowa na kolejne Groty pokazała, iż państwo może łączyć modernizację armii z produkcją w Polsce. Ten sam warunek trzeba stawiać przy obronie antybalistycznej.
Pomoc napadniętemu sąsiadowi i wzmacnianie własnego bezpieczeństwa nie stoją ze sobą w sprzeczności. Pierwszym obowiązkiem polskiego rządu pozostaje jednak ochrona Polaków. Każda umowa, wspólna technologia i każda złotówka wydana w ramach koalicji muszą być oceniane właśnie według tej miary.
Źródła: Polsat News, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.
Źródło: Polsat News













