Tysiące migrantów przedostały się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, a miejscowe służby i system opieki znalazły się pod ogromną presją. Władze enklawy żądają od Madrytu ogłoszenia stanu nadzwyczajnego i wzmocnienia ochrony granicy. Europa po raz kolejny płaci za politykę, która reaguje dopiero wtedy, gdy kryzys jest już widoczny na ulicach.
Granica, której nie wolno zostawić samej sobie
W czwartek tysiące osób przekroczyły granicę między Marokiem a hiszpańską Ceutą. Część przeszła przy nadmorskim falochronie, inni próbowali dopłynąć do enklawy. Associated Press podała, iż lokalne władze zwróciły się do rządu Hiszpanii o ogłoszenie stanu nadzwyczajnego i skierowanie wojska do wsparcia ochrony granicy.
Skala presji rosła od wielu dni. Publiczna telewizja Ceuty informowała 27 lipca o ponad tysiącu przybyłych w ciągu tygodnia. Dwa dni później lokalne dane mówiły już o ponad 1700 osobach, które dotarły drogą morską. Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie potwierdziło jeszcze pełnego bilansu ostatniej fali. Wiadomo jednak, iż do 15 lipca w całym 2026 roku granicę Ceuty drogą lądową lub morską przekroczyło nieregularnie blisko 3 tys. osób.
Służby ratują ludzi i tracą zdolność działania
Funkcjonariusze Gwardii Cywilnej, ratownictwo morskie i Czerwony Krzyż wyciągają ludzi z wody oraz przewożą ich do Ceuty. Jednocześnie związki zawodowe służb alarmują o przeciążeniu funkcjonariuszy i niedostatku sprzętu. To podwójny obowiązek państwa: chronić życie na morzu i skutecznie strzec własnej granicy. Zaniedbanie któregokolwiek z tych zadań prowadzi do tragedii.
Szczególnie mocno obciążony jest system opieki nad nieletnimi. Europa Press podała, iż od 14 lipca do Ceuty przybyło 262 małoletnich bez opieki. Liczba dzieci objętych pieczą lokalnych władz wzrosła w tym czasie z 210 do 472. W mieście liczącym około 83 tys. mieszkańców taki skok gwałtownie przekłada się na brak miejsc, personelu i pieniędzy.
Nie wolno sprowadzać tych ludzi do anonimowej masy. Wielu ryzykuje życie w wodzie. Równie nieuczciwe byłoby jednak udawanie, iż przyjęcie tysięcy osób przez niewielką enklawę nie ma granic organizacyjnych. Humanitaryzm bez kontroli staje się hasłem, którego koszty ponoszą mieszkańcy, służby i sami migranci.
Ostrzeżenie dla całej Europy
Ceuta pamięta kryzys z maja 2021 roku, gdy w ciągu dwóch dni dotarło tam ponad 8 tys. osób. Tamte wydarzenia pokazały, iż migracja może stać się narzędziem nacisku w relacjach między państwami. Dzisiejszej sytuacji nie wolno automatycznie przypisywać takiego samego mechanizmu bez dowodów, ale Madryt ma obowiązek wyjaśnić, dlaczego zabezpieczenie granicy ponownie okazało się niewystarczające.
Hiszpańska enklawa jest zewnętrzną granicą Unii Europejskiej. Jej załamanie nie pozostaje lokalnym problemem. Oznacza dalszy ruch ludzi na kontynent, większe koszty systemu azylowego i kolejny sygnał dla przemytników, iż ryzykowna droga może zakończyć się powodzeniem.
Dla Polski wniosek jest prosty. Granicy strzeże się przed kryzysem, a nie po jego wybuchu. Potrzebne są sprawne służby, szybkie decyzje i prawo pozwalające odsyłać osoby bez podstaw do pobytu, z poszanowaniem ich godności oraz prawa do ochrony. Bruksela może tworzyć kolejne pakty i procedury, ale odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli pozostaje po stronie państw narodowych. Ceuta pokazuje cenę opóźnienia.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości












