Ceuta nie radzi sobie z opieką nad setkami małoletnich migrantów, którzy dotarli do hiszpańskiej enklawy bez rodziców lub opiekunów. Władze uruchamiają rozwiązania awaryjne, a spór o przeniesienie dzieci do innych regionów obnaża skutki polityki, która przez lata nie zapewniła ani szczelnej granicy, ani wystarczających rezerw systemu opieki.
System opieki przekroczył granice wydolności
Władze Ceuty informowały 4 sierpnia, iż pod ich opieką znajduje się 862 małoletnich migrantów bez opiekunów. Jeszcze 28 lipca miejscowy rząd podawał liczbę 472. Tak gwałtowny wzrost sprawił, iż zwykłe placówki przestały wystarczać. Hiszpańskie Ministerstwo Młodzieży i Dzieci zapowiedziało wykorzystanie dwóch budynków szkolnych jako tymczasowych miejsc pobytu.
Prawo nie pozostawia wątpliwości: dziecko bez opiekuna, które znalazło się na terytorium Hiszpanii, musi otrzymać ochronę państwa. To słuszna zasada cywilizowanego kraju. Nie zwalnia ona jednak władz z odpowiedzialności za kontrolę granicy i przygotowanie infrastruktury. Gdy setki dzieci trzeba lokować awaryjnie w szkołach, system już nie działa normalnie.
Rząd Hiszpanii ogłosił dodatkowe 25 mln euro na działania w Ceucie. Pieniądze mogą doraźnie poprawić warunki, ale nie zastąpią strategii. Bez sprawnej identyfikacji, odpowiedniej liczby opiekunów, miejsc noclegowych, pomocy medycznej i procedur przenoszenia ciężar pozostaje na małej enklawie położonej przy granicy z Marokiem.
Regiony odrzucają rachunek za decyzje Madrytu
Hiszpańskie przepisy przewidują wiążący mechanizm przenoszenia małoletnich z przeciążonych obszarów przyjmujących, takich jak Ceuta, Melilla i Wyspy Kanaryjskie, do pozostałych wspólnot autonomicznych. Pod koniec czerwca rząd w Madrycie zaktualizował wyliczenia zwykłej zdolności poszczególnych regionów do przyjęcia dzieci. Mechanizm miał rozładować placówki na południowej granicy państwa.
Część regionów rządzonych przez prawicę sprzeciwia się jednak przyjmowaniu kolejnych osób. Ich argument jest czytelny: władza centralna nie może prowadzić nieskutecznej polityki granicznej, a następnie rozsyłać jej kosztów finansowych i organizacyjnych po całym kraju. Ten spór nie może jednak przesłonić faktu, iż jego przedmiotem są dzieci. Powinny otrzymać bezpieczne schronienie i opiekę, niezależnie od politycznej wojny między Madrytem a wspólnotami autonomicznymi.
Humanitaryzm wymaga kontroli granicy
Kryzys w Ceucie pokazuje fałsz wygodnego podziału, według którego można wybrać albo ochronę granicy, albo ochronę człowieka. Państwo poważne musi robić jedno i drugie. Szczelna granica ogranicza działalność przemytników i niebezpieczne przeprawy. Sprawny system opieki chroni tych małoletnich, którzy już znaleźli się na jego terytorium.
Dla Polski to ważna lekcja. Unijne mechanizmy rozdzielania migrantów łatwo zmieniają problem wywołany na zewnętrznej granicy w obowiązek wszystkich państw i regionów. Warszawa powinna bronić prawa do samodzielnego decydowania o polityce migracyjnej, wzmacniać własne granice i jednocześnie utrzymywać wysokie standardy ochrony dzieci. Bez kontroli migracji rachunek płacą podatnicy, samorządy i służby publiczne. Bez poszanowania godności małoletnich koszt ponosi także cywilizacja, której chcemy bronić.
Ceuta potrzebuje dziś realnej pomocy. Europa potrzebuje zaś otrzeźwienia: dobra wola bez granic, procedur i odpowiedzialności gwałtownie zamienia się w chaos, a jego pierwszymi ofiarami stają się najsłabsi.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości










