Ceuta chowa ofiary granicy. 18 migrantów spoczęło na Sidi Embarek

dzienniknarodowy.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Ceuta chowa ofiary granicy. 18 migrantów spoczęło na Sidi Embarek


W Ceucie 21 sierpnia pochowano 18 migrantów, którzy zginęli po masowej próbie przedostania się z Maroka do hiszpańskiej enklawy pod koniec lipca. Według AP w kryzysie zginęło ponad 90 osób, a przez granicę próbowało przejść ponad 72 tys. ludzi. Europa znów widzi cenę chaosu migracyjnego.

Pogrzeb po tragedii na granicy

W piątek na muzułmańskim cmentarzu Sidi Embarek w Ceucie pochowano pierwszych 18 migrantów, którzy zginęli po lipcowej próbie masowego przedostania się z Maroka do hiszpańskiej enklawy. Associated Press podaje, iż w kryzysie zginęło ponad 90 osób, a ponad 72 tys. ludzi ruszyło w stronę Ceuty, napędzanych plotkami, biedą i brakiem perspektyw.

To tekst, który wymaga powagi. Zmarli nie są argumentem do szyderstwa. Są ludźmi, których rodziny szukają odpowiedzi, ciał i godnego pożegnania. Właśnie dlatego trzeba mówić jasno: polityka migracyjna oparta na złudzeniach, przemytnikach i fałszywych obietnicach kończy się na cmentarzu.

Groby oznaczone numerami

Jak relacjonują AP i El País, ciała pochowano zgodnie z muzułmańskim obrządkiem, zwrócone w stronę Mekki. Groby oznaczono numerami, aby możliwa była późniejsza identyfikacja i ewentualne przekazanie szczątków rodzinom. Według El País tylko część ofiar udało się dotąd zidentyfikować, a skala tragedii utrudnia pracę służbom.

Ceuta była już w ostatnich tygodniach opisywana jako miasto pod presją. Teraz ta presja ma wymiar najbardziej ludzki: rzędy świeżych grobów, pracownicy cmentarza, modlitwa i rodziny czekające po drugiej stronie granicy na wiadomość o bliskich.

Liczby mówią o załamaniu kontroli

Według Do Rzeczy, przywołującego dane z hiszpańskiej strony granicy, zginęły 82 osoby, a kolejne ofiary odnotowano po stronie marokańskiej. AP pisze o ponad 90 zabitych i wskazuje, iż część zmarłych utonęła, a część zginęła w panice przy próbie przejścia przez zaporę falochronu. To nie są liczby z debaty akademickiej. To rachunek za brak twardej, przewidywalnej polityki granicznej.

Europa przez lata karmiła ludzi z Afryki i Bliskiego Wschodu obrazem kontynentu bez granic, bez kosztów i bez konsekwencji. Potem nagle oczekuje, iż presję migracyjną zatrzymają improwizowane decyzje, policyjne kordony i przepełnione ośrodki. Taki model jest nieludzki także wobec samych migrantów, bo zachęca do ryzyka, którego ceną bywa śmierć.

Wcześniejszy kryzys migracyjny w Ceucie pokazał też spór między Madrytem a Rabatem. Hiszpania oczekuje kontroli, Maroko odpiera zarzuty, a lokalne władze próbują obsłużyć skutki wydarzeń, które przekraczają możliwości małej enklawy.

Lekcja dla Polski

Dla Polski wniosek jest prosty. Granica państwa nie jest dekoracją, którą można uchylać pod wpływem emocji, kampanii w mediach społecznościowych albo presji organizacji pozarządowych. Granica chroni życie, porządek publiczny i bezpieczeństwo obywateli. Kiedy przestaje być traktowana serio, cierpią wszyscy: mieszkańcy, służby i ludzie pchani na niebezpieczne trasy.

Dlatego polski warunek po kryzysie w Ceucie trzeba traktować jako minimum realizmu: nielegalny wjazd nie może automatycznie otwierać drogi do pobytu. Państwo, które rezygnuje z tej zasady, samo zaprasza do kolejnych dramatów.

Modlitwa nad grobami w Sidi Embarek zamyka jeden etap tragedii, ale nie zamyka sprawy. Europa musi wybrać między sentymentalnym językiem bez granic a polityką, która ratuje życie przez porządek, kontrolę i jasne reguły. Polska powinna wybrać to drugie.

Źródła: Do Rzeczy, Associated Press, El País.

Źródło: Do Rzeczy

Idź do oryginalnego materiału