Ceny paliw w Polsce z nowym limitem. Jest też plan na "turystów z kanistrami"

2 godzin temu
Rząd uruchomił nowy mechanizm kontroli cen paliw, ale nie chce dziś przesądzać, iż na tym interwencja się zakończy. W razie pogorszenia sytuacji możliwe są kolejne decyzje. Chodzi przede wszystkim o scenariusz, w którym tańsze paliwo w Polsce zaczęłoby przyciągać kierowców z zagranicy.


Podczas wtorkowego briefingu na stacji Orlen przy al. Solidarności 100 w Warszawie minister energii Miłosz Motyka powiedział, iż rząd bardzo dokładnie analizuje zjawisko turystyki paliwowej i nie wyklucza ograniczeń w sprzedaży paliw dla obcokrajowców, jeżeli okaże się, iż zaczyna ono zaburzać podaż na stacjach. Dodał przy tym, iż taki ruch mógłby mieć charakter terytorialny albo objąć cały kraj, ale zastrzegł też, iż na dziś nie ma jeszcze takiego zagrożenia.

Rząd nie traktuje więc ceny maksymalnej jako jedynego instrumentu i zostawia sobie przestrzeń do dalszej interwencji. Motyka dodał, iż jednym z głównych ryzyk po obniżce cen jest właśnie napływ kierowców z państw, gdzie tankowanie pozostaje wyraźnie droższe. W tym samym tonie wypowiadał się już wcześniej Donald Tusk, zapowiadając, iż Polska będzie obserwować rozwiązania stosowane m.in. na Słowacji wobec aut z zagranicznymi tablicami.

Od dziś obowiązuje cena maksymalna, a stawki ogłasza minister


Nowy system działa od wtorku 31 marca. Maksymalne ceny detaliczne zostały ogłoszone w obwieszczeniu ministra energii z 30 marca opublikowanym w Monitorze Polskim. Dla wtorku ustalono 6,16 zł za litr benzyny 95, 6,76 zł za litr benzyny 98 i 7,60 zł za litr oleju napędowego.

Resort energii zapowiada, iż takie obwieszczenia będą publikowane codziennie. Sama konstrukcja ceny nie ma być uznaniowa. Ministerstwo podało, iż składają się na nią średnie ceny hurtowe paliw raportowane przez 5 największych uczestników rynku z poprzedniego dnia roboczego, do których doliczane są akcyza, opłata paliwowa, stała kwota 0,30 zł na litr na koszty operacyjne sprzedaży oraz VAT.

Rząd chce w ten sposób powiązać obniżki podatkowe z detalicznym limitem cenowym, tak by spadek obciążeń podatkowych przełożył się bezpośrednio na rachunek przy dystrybutorze.

Chodzi o to, by ulga nie została przejęta przez rynek


Minister Motyka podczas briefingu przekonywał, iż mechanizm ceny maksymalnej nie jest wymierzony w branżę ani w przedsiębiorców, ale ma zagwarantować, iż obniżki podatków z budżetu państwa rzeczywiście obniżą ceny paliw dla kierowców.

Przypominał też, iż w przeszłości nie zawsze dochodziło do pełnego przełożenia ulg podatkowych na ceny na stacjach. Właśnie dlatego tym razem rząd zdecydował się połączyć niższy VAT i akcyzę z twardym limitem sprzedaży detalicznej.

Przypomnijmy, iż pakiet przyjęty przez Radę Ministrów 26 marca zakłada obniżenie VAT na paliwa z 23 proc. do 8 proc. oraz redukcję akcyzy do minimalnych poziomów dopuszczanych w Unii Europejskiej. Według rządu ma to obniżyć ceny na stacjach i ograniczyć skutki gwałtownego wzrostu cen ropy oraz produktów paliwowych po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Jednocześnie w planach pozostaje także podatek od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Według szacunków ministra finansów same cięcia podatkowe mają kosztować budżet około 1,6 mld zł miesięcznie.

Orlen monitoruje sytuację


We wtorek istotną deklarację złożył także prezes Orlenu. Ireneusz Fąfara poinformował, iż firma uruchomiła system monitorowania sytuacji na stacjach przygranicznych i wprowadziła codzienne raportowanie. Ewentualne decyzje o dalszych ograniczeniach mają być więc oparte nie na samych obawach, ale na bieżących danych o ruchu i dostępności paliwa.

Równolegle państwo wzmacnia także samą stronę kontrolną. Ministerstwo energii podało, iż sprzedaż paliwa powyżej ceny maksymalnej jest zakazana, a za naruszenia grożą kary do 1 mln zł. Nadzór nad przestrzeganiem nowych reguł ma sprawować Krajowa Administracja Skarbowa.

Idź do oryginalnego materiału