Centrum czy mocny skręt w prawo? PiS wymyśla plan. W tle zimna wojna wewnętrzna

6 godzin temu
Nazwisko kandydata PiS na premiera zna w tej chwili prezes Jarosław Kaczyński, wąskie grono jego najbliższych współpracowników i sam zainteresowany. Gazeta.pl poznała natomiast więcej szczegółów planu PiS na przyszłoroczną kampanię wyborczą.
Sondaże nie są łaskawe dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Dają jej na ogół 20-23 proc. poparcia (mniej więcej 10 pkt. proc. mniej niż KO). Lepiej PiS wypada w ostatnim badaniu OGB, w którym może pochwalić się poparciem na poziomie prawie 28 proc. (KO – 34,5 proc.). To wciąż jednak zbyt mało, żeby myśleć o samodzielnym przejęciu władzy w Polsce. W dodatku ugrupowanie od wielu miesięcy pogrążone jest w sporach wewnętrznych, głównie między frakcją związaną z byłym premierem Mateuszem Morawieckim (tzw. harcerzami), a silnie prawicowym nurtem, który reprezentują w PiS: Przemysław Czarnek, Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński (ludzie byłego premiera nazywają ich pogardliwie "maślarzami").


REKLAMA


Zobacz wideo Morawiecki u Sroczyńskiego: Bliżej mi do koalicji z Braunem niż z Tuskiem


Spór o wpływy, spór o program
To właśnie między tymi dwiema grupami dochodzi najczęściej do spięć o wpływy w partii, ale też o to, jaką drogę programową powinno przyjąć Prawo i Sprawiedliwość: umiarkowaną, bardziej centrową - jak chce Morawiecki - czy mocno skręcić w prawo, jak wolą Jaki i Czarnek. Prezes Kaczyński zdaje się przychylać do tej drugiej koncepcji.
Najnowsza odsłona sporu programowego dotyczy unijnego programu obronnościowego SAFE, który odrzuca zdecydowana większość PiS, domagając się od prezydenta Karola Nawrockiego weta do rządowej ustawy, która miałaby go zdrożyć w Polsce. SAFE bronił jednak niedawno w kanale Zero jeden z najbliższych współpracowników Morawieckiego, b. wiceszef MON Michał Dworczyk, przekonując, iż program ma dobre strony. Został za to wykluczony z organizowanej w sobotę w Stalowej Woli konferencji PiS na temat bezpieczeństwa i obronności. Decyzję w tej sprawie, jak informowała Wirtualna Polska, miał podjąć prezes Kaczyński po namowach szefa klubu PiS Mariusza Błaszczaka.
Skreślenie Michała Dworczyka z listy prelegentów podkarpackiej debaty to jednak, jak słyszymy w PiS, nie jedyny cios, który władze partii szykują dla byłego premiera. Kolejnym ma być wskazanie kandydata partii na nowego szefa rządu. Nie będzie nim Mateusz Morawiecki. - Premier po to udzielił tego wywiadu w Radiu Maryja i powiedział o kandydacie na szefa rządu, żeby wreszcie przeciąć wszystkie spekulacje i żeby Mateusz przestał w końcu opowiadać na spotkaniach w całym kraju, iż to może będzie on - słyszymy od polityka PiS, blisko związanego z partyjną centralą.
"Kandydat, który wygra wybory"
- To musi być kandydat, który pozwoli wygrać wybory, który będzie choćby "lokomotywą wyborczą". (...) To musi być człowiek dobrze przygotowany także do wykonywania funkcji premiera. (…) Mam takie wrażenie, iż nie wszyscy w partii to rozumieją, iż dzisiaj różnego rodzaju zasługi, których ja nie kwestionuję, zdolności rzeczywiście wybitne, nie mogą być tym, co jest jedyną przesłanką wyboru - mówił prezes PiS w czwartek w Radiu Maryja. I dodał, iż wybrał już takiego kandydata.


- Każdy, kto dobrze życzy Polsce, zdaje sobie sprawę z tego, co się dzisiaj dzieje w kraju, w jakim kierunku idą różne wydarzenia w Unii Europejskiej. Kandydat musi to brać pod uwagę. o ile nie bierze, to znaczy, iż stawia własne interesy, własne ambicje ponad to, co jest interesem wspólnym - podkreślał Kaczyński.
Według naszych rozmówców, uwagi o "zasługach" czy "zdolnościach", ale też podejściu do UE odnoszą się właśnie do Morawieckiego i jasno wskazują na to, iż szef PiS wyklucza jego powrót w charakterze kolejnego szefa rządu. Prezes Kaczyński miał już zresztą wcześniej na zamkniętych posiedzeniach władz partii sygnalizować swym kolegom, iż w roli kandydata na premiera widzi kogoś przed pięćdziesiątką. Morawiecki (rocznik 1968) tego kryterium nie spełnia.
Kandydat na premiera ma zostać zaprezentowany w marcu. Nazwisko tej osoby, jak słyszymy, zna w tej chwili wąskie grono najbliższych współpracowników prezesa PiS i oczywiście sam zainteresowany. Prawdopodobnie wie o nim także prezydent Karol Nawrocki, z którym, jak wskazują nasi rozmówcy z PiS, Jarosław Kaczyński miał także rozmawiać na ten temat, bo lista potencjalnych "kandydatów na kandydata" na premiera objęła także szefa KPRP Zbigniewa Boguckiego. - Wybór wynika z badań. Wiadomo, iż musi być to osoba wyrazista, akceptowalna dla naszego elektoratu, ale także taka, która "uciągnie" to zadanie, czyli poprawę notowań PiS i później kampanię wyborczą - tłumaczy polityk PiS.
Bocheński, Czarnek, a może Bogucki?
W partyjnych spekulacjach najczęściej przewijają się trzy nazwiska: europosła Tobiasza Bocheńskiego, b. szefa MEN Przemysława Czarnka i właśnie Boguckiego. - Myślę, iż może być to Zbyszek, bo jest do zaakceptowania dla wszystkich frakcji i miałby też wsparcie prezydenta - mówi nam jeden z członków władz PiS. Inni z rozmówców zwracają jednak uwagę, iż obie role: kierowanie Kancelarią Prezydenta i bycie jedną z głównych twarzy PiS są nie do pogodzenia. - Sądzę, iż prezydent nie puści Zbyszka, bo ceni go za jego wiedzę prawniczą i potrzebuje - mówi jeden z polityków.


Zdaniem większości naszych rozmówców, bardziej prawdopodobne jest postawienie na kogoś z dwójki: Bocheński, Czarnek. O ile były minister edukacji byłby do zaakceptowania dla środowiska Mateusza Morawieckiego, to Bocheński już nie. - Bardzo trudno byłoby nam iść do mediów czy na konferencję prasową i mówić, iż to dobry kandydat – przyznaje z rozmowie z Gazeta.pl stronnik byłego premiera. - Ale jak patrzę na nasze grupy whatsappowe, gdzie wrzucane są linki do różnych publikacji medialnych albo wpisów z mediów społecznościowych polityków PiS, to tam jest zalew Bocheńskiego. To może sugerować, iż właśnie na niego stawia prezes, – dodaje nasz rozmówca.
Zaplecze Morawieckiego zapewnia przy tym, iż nie zamierza opuszczać PiS, choć tego typu spekulacje od tygodni pojawiają się w partii i w mediach. Portal Zero.pl podał nawet, iż były premier podczas spotkań w terenie ma sondować lokalnych działaczy czy byliby skłonni odejść wraz z nim z Prawa i Sprawiedliwości. - Nie ma takiego planu - zapewnia polityk związany z Morawieckim. - Mam wrażenie, iż to przekaz, który głównie suflują "maślarze" - dodaje, choć - jak mówi - "namaszczenie" krytycznego wobec Mateusza Morawieckiego Tobiasza Bocheńskiego trudno byłoby odebrać inaczej niż jako chęć upokorzenia byłego szefa rządu. - Ale też może okazać się, iż ten kandydat to będzie "zderzak", a premierem później i tak zostanie ktoś inny – nie wyklucza stronnik Morawieckiego.
Kandydat na premiera miałby być nową twarzą Prawa i Sprawiedliwości, pod którą skrojona zostanie kampania wyborcza tej partii w 2027 r. - Dostanie też pewnie sztab, w którym ludzie będą odpowiedzialni za poszczególne tematy czy kwestie programowe - mówi nam polityk zbliżony do władz PiS. Nie będzie to "gabinet cieni", ale zespół partyjnych ekspertów z różnych dziedzin, którzy będą recenzować pracę poszczególnych ministrów rządu Donalda Tuska i proponować własne rozwiązania najważniejszych problemów w kraju.
Stalowa Wola i spór o SAFE
Program Prawa i Sprawiedliwości ma być gotowy wiosną i zaprezentowany w kwietniu. w tej chwili realizowane są konferencje programowe poświęcone najważniejszym wyzwaniom w Polsce. W grudniu PiS dyskutowało w Warszawie o ochronie zdrowia, a na początku lutego w Zamościu o edukacji. W sobotę ma rozmawiać o bezpieczeństwie i obronności w Stalowej Woli. Miejsce jest nieprzypadkowe – przedstawiciele rządu od tygodni przekonują, iż unijny program SAFE to szansa na rozwój m.in. dla tego właśnie miasta i tamtejszej Huty. "Szczyt bezczelności! Organizować w Stalowej Woli partyjną konwencję i równocześnie blokować wielkie pieniądze dla Huty z programu SAFE - potrafi tylko PiS" - komentował kilka dni temu na X premier Tusk. Prawo i Sprawiedliwość chce jednak pokazać, iż Stalowa Wola, wbrew temu, co mówi rządowa narracja, stoi murem za partią Jarosława Kaczyńskiego.


W konferencji mają wziąć udział głównie politycy PiS (m.in. dwaj byli szefowie MON: Mariusz Błaszczak i Antoni Macierewicz oraz b. szef MSZ Zbigniew Rau), ale też kilku ekspertów, m.in. byli współpracownicy Błaszczaka z resortu obrony, generałowie: Krzysztof Radomski i Jerzy Laskowski. Wydarzenie ma otworzyć związany z PiS prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny.
Były premier Mateusz Morawiecki organizuje w tym czasie spotkania z sympatykami w Słupsku i Gdyni, jak słyszymy, od dawna planowane.
Idź do oryginalnego materiału