Centra danych i granice wzrostu

2 godzin temu

Jeszcze niedawno centra danych w Polsce były niemal niewidoczne. Kilka hal serwerowych, głównie przy dużych miastach, traktowanych jako techniczne zaplecze cyfrowej gospodarki. Dziś sytuacja zmienia się gwałtownie. Wraz z boomem na sztuczną inteligencję i chmurę obliczeniową centra danych coraz częściej przestają być postrzegane jako neutralna infrastruktura. W części lokalizacji stają się źródłem potencjalnych konfliktów społecznych i politycznych.

W ostatnich miesiącach skala ambicji inwestorów zaczęła przyciągać uwagę nie tylko branży energetycznej, ale także samorządów i mieszkańców. Do operatora systemu przesyłowego trafiają wnioski o przyłączenia o mocach, które jeszcze dekadę temu kojarzyły się wyłącznie z elektrociepłowniami. Dziesiątki megawatów dla kompleksów centrów danych. Projekty lokalizowane często w gminach, w których obowiązujące dokumenty planistyczne nie przewidywały infrastruktury o takiej skali.

Coraz częściej pytanie nie brzmi już „czy Polska potrzebuje AI”, ale „kto zapłaci za jej fizyczne zaplecze”

Dla lokalnych społeczności nie są to abstrakcyjne liczby. To pytania o stabilność dostaw energii, o dostęp do wody, o hałas i światło działające przez całą dobę, o ciężki transport (cysterny z paliwem do agregatów prądotwórczych), obciążenie środowiska naturalnego oraz nieodwracalne zmiany w krajobrazie, które mogą zdominować lokalny charakter obszaru.

Ten konflikt nie jest specyficznie polski.

„The Guardian” opisywał, jak w Stanach Zjednoczonych gwałtowny rozwój centrów danych wywołuje falę protestów, które zaczęły wpływać na wyniki wyborów lokalnych. Kandydaci sprzeciwiający się niekontrolowanej ekspansji centrów danych wygrywają wybory, bo mówią o sprawach, które wyborcy odczuwają bezpośrednio: rosnące ceny prądu oraz frustrację, gdy potężne firmy chcą wprowadzać zmiany, które mogłyby zmienić lokalny krajobraz.

Według Data Center Watch, w USA w ciągu ostatnich dwóch lat objętych protestem było 16 dużych projektów centrów danych na łączną kwotę 64,4 mld dolarów. Opóźnienie dotyczyło 10 projektów, a 6 przedsięwzięć zostało całkowicie zablokowanych.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Protest przeciwko największemu kompleksowi serwerowni w Polsce

W związku z tym, iż boom na centra danych w Polsce dopiero się zaczyna, podążanie kraju nad Wisłą wzorcem amerykańskim, wydaje się wyłącznie kwestią czasu.

Dobrym przykładem są Reguły pod Warszawą, gdzie planowane wielkoskalowe centrum danych stało się punktem zapalnym lokalnego sporu. Mieszkańcy dowiedzieli się, iż w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy jednorodzinnej ma powstać obiekt o zużyciu prądu porównywalnym z Bydgoszczą. Skala inwestycji, jej energochłonność i potencjalne skutki środowiskowe zderzyły się z deklarowanym przez mieszkańców poczuciem braku realnych konsultacji.

Instytut Spraw Obywatelskich w „Tygodniku Spraw Obywatelskich” opisuje ten przypadek jako symbol szerszego problemu: decyzje o infrastrukturze o ogromnym wpływie społecznym zapadają w procedurach administracyjnych, których skuteczność w zakresie ochrony środowiska i interesu mieszkańców jest przedmiotem krytyki. Konflikt nie dotyczy wyłącznie technologii, ale braku kontroli obywateli nad kierunkiem rozwoju ich otoczenia.

Zwolennicy centrów danych podnoszą argumenty, które w skali makro brzmią przekonująco. Polska staje się jednym z najważniejszych hubów dla centrów danych w Europie Środkowo-Wschodniej. Inwestycje oznaczają napływ kapitału i udział w globalnym rynku nowych technologii. W narracji branżowej centra danych coraz częściej pojawiają się jako element „cyfrowego zaplecza kraju”.

Problem polega na tym, iż korzyści są rozproszone i długoterminowe, a koszty – lokalne i natychmiastowe.

Energia i woda są zasobami wspólnymi. Sieci elektroenergetyczne mają swoje granice. A rachunki za prąd nie rosną „globalnie”, tylko w konkretnych domach.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

Memorandum w sprawie centrów danych w USA

To właśnie ten rozdźwięk sprawił, iż w USA, w których jest zlokalizowanych niemal połowa wszystkich centrów na świecie, ponad 230 organizacji społecznych i środowiskowych wezwało do ogólnokrajowego moratorium na nowe centra danych. Nie po to, by zatrzymać rozwój technologii, ale by zyskać czas na stworzenie „odpowiednich regulacji, które w pełni ochronią nasze społeczności, nasze rodziny, nasze środowisko i nasze zdrowie przed wymykającymi się spod kontroli szkodami, jakie ta branża już powoduje”.

Dokument ostrzega, iż szybka ekspansja centrów danych w USA, napędzana boomem generatywnej sztucznej inteligencji (AI) i kryptowalut, stanowi jedno z największych zagrożeń środowiskowych i społecznych naszego pokolenia.

Wymienione w amerykańskim moratorium szkody z tego wzrostu są znaczne i obejmują:

  1. Ogromne zużycie zasobów i zanieczyszczenie: ekspansja zwiększa zapotrzebowanie na energię, napędzając zanieczyszczenie paliwami kopalnymi (56% energii elektrycznej dla centrów danych pochodzi z paliw kopalnych), nadwyrężając zasoby wodne i podnosząc ceny energii elektrycznej. Potrojenie liczby centrów danych w ciągu pięciu lat mogłoby spowodować, iż zużywałyby one tyle energii elektrycznej, co około 30 milionów gospodarstw domowych, oraz wymagałyby tyle wody, ile 18,5 miliona gospodarstw domowych, wyłącznie na chłodzenie serwerów.
  2. Rosnące koszty energii elektrycznej: ceny energii elektrycznej wzrosły o 21,3% w latach 2021–2024, znacznie wyprzedzając inflację, co jest w dużej mierze spowodowane szybką budową centrów danych.
  3. Wpływ społeczny i utrata miejsc pracy: rozwój ten pogłębia negatywne skutki AI, takie jak niestabilność społeczna, koncentracja gospodarcza i utrata miejsc pracy. Według jednego z szefów firmy zajmującej się AI może ona zlikwidować połowę wszystkich stanowisk pracy dla początkujących pracowników umysłowych i podnieść ogólne bezrobocie choćby o 20% w ciągu najbliższych pięciu lat.

Konflikt interesów

Tymczasem globalna polityka często idzie w przeciwnym kierunku. „The Guardian” opisał plan działań Trumpa w sprawie AI, który traktuje centra danych jako strategiczny zasób narodowy. Prezydent postuluje ograniczanie barier regulacyjnych, by stworzyć z USA eksportową potęgę w dziedzinie AI. W tej wizji centra danych są narzędziem geopolitycznej rywalizacji o prymat w sztucznej inteligencji, a lokalne protesty przeszkodą, którą należy ominąć.

To napięcie między „najpierw wyścig” a „najpierw zasady” zaczyna być widoczne również w Polsce. Państwo chce przyciągać tego rodzaju inwestycje. Samorządy liczą na „rozwój”. Mieszkańcy pytają, czy ktoś policzył pełny koszt tej drogi.

Centra danych nie są wirtualne.

Są betonowo-stalowe i wiążą się z wysokim zapotrzebowaniem na energię oraz wodę. Wymagają transformatorów, linii wysokiego napięcia i chłodzenia pracującego bez przerwy. To infrastruktura ciężka, choć opakowana w język nowoczesności.

Dlatego sprzeciw wobec nich na świecie nie jest już marginalnym protestem. Coraz częściej staje się formą obrony lokalnej demokracji – próbą odpowiedzi na pytanie, kto decyduje o kierunku rozwoju i kto ponosi jego koszty.

W Polsce ta debata dopiero przed nami. Ale jedno jest już jasne: granice wzrostu centrów danych nie są techniczne. Są środowiskowe, społeczne i polityczne.

I im dłużej państwo będzie je ignorować, tym głośniejszy stanie się sprzeciw.

Idź do oryginalnego materiału