Robert Gilman, były żołnierz piechoty morskiej USA, został uwolniony przez Rosję po ponad czterech latach więzienia. Jeszcze kilka dni temu jego rodzina i organizacje zabiegające o zwolnienie alarmowały, iż znajduje się w ciężkim stanie w rosyjskim szpitalu. Ta sprawa pokazuje brutalną prawdę o państwie Putina: wobec obywateli Zachodu Moskwa potrafi używać więzienia jak narzędzia politycznej presji.
Uwolnienie po latach rosyjskiego więzienia
Robert Gilman jest już poza rosyjskim systemem więziennym. Jak podała Associated Press, grupa Global Reach poinformowała we wtorek 11 sierpnia 2026 r., iż 32-letni Amerykanin został wypuszczony i ma trafić do amerykańskiego szpitala wojskowego w Teksasie, gdzie przejdzie ocenę medyczną i psychologiczną. Według AP rodzina Gilmana poleciała do Teksasu, by być przy nim po powrocie.
To ważna korekta względem pierwszych doniesień, które mówiły o człowieku walczącym o życie w rosyjskim szpitalu. Najnowszy fakt jest prosty: Gilman został uwolniony. Nie zmienia to jednak ciężaru sprawy. Przeciwnie, pokazuje, jak daleko musiała zajść presja dyplomatyczna, skoro Rosja zdecydowała się wypuścić człowieka, którego stan zdrowia wcześniej opisywano jako dramatyczny.
Gilman był przetrzymywany w Rosji od 2022 r. Według relacji AP został zatrzymany po incydencie w pociągu, a potem skazany w sprawie dotyczącej rzekomego pobicia policjanta. Rodzina kwestionowała te zarzuty. Później rosyjskie sądy dokładały kolejne wyroki za domniemane ataki na funkcjonariuszy i pracowników więzienia, aż kara wzrosła do 10 lat. W państwie, w którym wymiar sprawiedliwości jest podporządkowany interesowi Kremla, takie sprawy należy czytać z najwyższą ostrożnością.
Choroba, szpital i presja Waszyngtonu
Jeszcze przed uwolnieniem sprawa Gilmana wyglądała jak alarm humanitarny. CBS News informowało 6 sierpnia, iż były marine przebywał w rosyjskim szpitalu w stanie określanym przez Erica Lebsona z Global Reach jako stupor dysocjacyjny i był karmiony przez sondę. CBS zaznaczało, iż nie zweryfikowało niezależnie zarzutów o znęcanie się, a rosyjskie władze nie odpowiedziały publicznie na te twierdzenia.
Według AP, przed wylotem z Rosji Gilman miał spędzić 47 dni w takim stanie po nadużyciach, których miał doświadczyć w więzieniu. Agencja podała też, iż został przeniesiony ze szpitala więziennego do cywilnej placówki, gdzie był podłączony do sondy i przykuty kajdankami do łóżka. To obraz państwa, które lubi mówić o prawie, a w praktyce używa człowieka jako elementu targu.
Brytyjski The Guardian podał, iż Władimir Putin ułaskawił Gilmana ze względów humanitarnych. Gazeta relacjonowała również słowa amerykańskiego senatora Edwarda Markeya, który pisał, iż uwolnienie jest mile widziane, ale mocno spóźnione. Według Guardiana amerykańscy urzędnicy mówili, iż Gilman był już na pokładzie samolotu Departamentu Stanu lecącego z Rosji do Waszyngtonu.
Rosja traktuje ludzi jak instrument nacisku
Dla Polski ta historia nie jest odległą ciekawostką z relacji USA-Rosja. To kolejny przykład sposobu działania Kremla. Rosja naciska tam, gdzie widzi słabość, i ustępuje dopiero wtedy, gdy rachunek polityczny zaczyna się zmieniać. Widać to w sprawach więźniów, w szantażu energetycznym, w wojnie informacyjnej i w działaniach militarnych. Gdy Rosja produkuje więcej rakiet, a równocześnie testuje Zachód na polu dyplomatycznym, Polska nie może pozwolić sobie na sentymentalizm.
Sprawa Gilmana przypomina też, iż obywatel państwa zachodniego w Rosji nie jest po prostu turystą, nauczycielem czy byłym żołnierzem. Może stać się zakładnikiem systemu. To jest lekcja dla wszystkich państw NATO, również dla Polski. Realizm narodowy zaczyna się od trzeźwego rozpoznania przeciwnika. Nie od życzeń, iż Moskwa nagle zacznie grać według zasad cywilizowanego świata.
W ostatnich latach Rosja przetrzymywała wielu obywateli USA. Część z nich wróciła w ramach wymian więźniów, jak Paul Whelan czy Evan Gershkovich, inni byli elementem osobnych zabiegów dyplomatycznych. AP wskazywała, iż Gilman był jednym z co najmniej ośmiu Amerykanów pozostających w rosyjskiej niewoli po serii głośnych wymian. Guardian pisał o co najmniej 10 znanych przypadkach. Różnice w tych liczbach pokazują, jak trudne jest pełne rozpoznanie sytuacji w państwie, które kontroluje informację i dostęp konsularny.
Lekcja dla Polski: twardość zamiast złudzeń
Nie chodzi o to, by każdy spór z Rosją zamieniać w pusty rytuał oburzenia. Chodzi o coś poważniejszego: państwo polskie musi zakładać najgorszy wariant rosyjskiego działania i budować odporność wcześniej, nie po fakcie. Dotyczy to wojska, obrony cywilnej, kontrwywiadu, granicy, infrastruktury i polityki wobec obywateli podróżujących na Wschód.
Kreml rozumie język siły, kosztu i konsekwencji. Zachodnie apele humanitarne mają znaczenie wtedy, gdy stoją za nimi realne narzędzia nacisku. Dlatego Polska, granicząca z rosyjską strefą agresji i doświadczająca rosyjskiej propagandy, musi patrzeć na takie sprawy bez naiwności. Gdy rosyjska dyplomacja próbuje pouczać Warszawę, warto pamiętać, jak naprawdę wygląda rosyjska praktyka państwowa. DN pisał niedawno, iż MSZ odpowiadało Zacharowej w sprawie rosyjskich zarzutów. To ten sam porządek: słowa Kremla trzeba zawsze konfrontować z czynami.
Gilman wraca do Stanów Zjednoczonych, ale pytania pozostają. W jakim stanie naprawdę opuszcza Rosję? Czy odzyska zdrowie? I czy Zachód wyciągnie z tej sprawy wniosek, iż wobec Moskwy nie wystarczy dyplomatyczna uprzejmość. Potrzebna jest siła, pamięć i konsekwencja.
Źródła: Associated Press, CBS News, The Guardian.
Tekst przygotowano z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji. Zasady stosowania AI w redakcji opisujemy na stronie Standardy redakcyjne.













