Mijają dwa lata pięcioletniej kadencji samorządowej burmistrz Bochni Magdaleny Łacnej. W rozmowie z Bochnianin.pl mówi o inwestycjach, finansach miasta, politycznych napięciach, realizacji programu wyborczego oraz najtrudniejszych momentach swojej kadencji. Padają też konkretne liczby dotyczące pozyskanych przez miasto środków zewnętrznych.
- bilansie pierwszych dwóch lat urzędowania i ocenie zmian, jakie zaszły w Bochni od początku kadencji,
- najważniejszych inwestycjach miasta, sytuacji finansowej samorządu i pozyskiwaniu środków zewnętrznych,
- realizacji programu wyborczego oraz powodach opóźnień lub zmian w części zapowiadanych projektów,
- relacjach z Radą Miasta, politycznych napięciach i ich wpływie na tempo realizacji inwestycji,
- najtrudniejszych momentach kadencji, krytyce, inicjatywie referendalnej i presji związanej z pełnieniem funkcji burmistrza.
Mirosław Cisak, Bochnianin.pl: – Zacznijmy od szybkiego bilansu. Jak ocenia pani pierwsze dwa lata swojej kadencji?
Magdalena Łacna, burmistrz Bochni: – To był bez wątpienia intensywny i wymagający czas. Nie ukrywam, iż wchodziłam do samorządu bez wcześniejszego doświadczenia, więc była to dla mnie przyspieszona nauka w praktyce. Z drugiej strony to dwa lata bardzo ciężkiej pracy całego zespołu, która przynosi już konkretne, mierzalne efekty. Największą satysfakcję sprawia mi to, iż zmiany są widoczne gołym okiem – Bochnia zaczęła odzyskiwać energię, dynamikę, na Rynku i Plantach widać znacznie więcej ludzi, a mieszkańcy chętniej korzystają z tego, co miasto ma im do zaoferowania. Czuję, iż nadaliśmy miastu nową dynamikę, choć oczywiście mam świadomość, iż to dopiero połowa drogi.
Co uznaje pani za najważniejsze decyzje i działania w tym czasie?
– Pracujemy równolegle w kilku obszarach. najważniejsze są dla mnie trzy: komunikacja, inwestycje kubaturowe i rozwój kultury. Do tego dochodzi skuteczne pozyskiwanie środków zewnętrznych – to fundament wielu działań. jeżeli chodzi o komunikację, skupiliśmy się na zwiększaniu liczby miejsc postojowych m.in. przy ul. Poniatowskiego i ul. Kącik. Równolegle wracamy do idei parkingu typu Park & Ride – tym razem przy ul. Solidarności. Ma tam powstać wielopoziomowy parking na 150-160 miejsc. W inwestycjach ważnym krokiem jest budowa 21 mieszkań komunalnych przy ul. Karolina oraz remonty istniejącego zasobu, bo jego stan w wielu przypadkach był bardzo zły. Z kolei w kulturze zdecydowanie zwiększyliśmy finansowanie i to przekłada się na skalę wydarzeń. W 2023 roku było ich ponad 800, w 2025 r. już ponad 900.
Jednocześnie często pojawia się zarzut, iż stawia pani bardziej na wydarzenia niż na „twarde” inwestycje.
– To fałszywy podział. Drogi, chodniki i infrastruktura są ważne i są realizowane. Ale miasto to też ludzie. jeżeli nie stworzymy przestrzeni do życia, integracji, aktywności, to choćby najlepsza infrastruktura nie będzie spełniać swojej roli. Dlatego te działania się uzupełniają.
Jak w tej chwili wyglądają finanse miasta?
– Jesteśmy w bardzo dobrej kondycji finansowej. Realnie zmniejszyliśmy dług o ok. 5 mln zł – w tej chwili wskaźnik zadłużenia wynosi zaledwie 12,33% przy dochodach rzędu 234 mln zł w 2025 r. Dla porównania, w 2012 roku, czyli po dwóch latach pracy mojego poprzednika, zadłużenie sięgało aż 40%. Tak stabilna sytuacja pozwala nam bezpiecznie realizować duże inwestycje, na które jesteśmy przygotowani, jak ośrodek sportowo-rekreacyjny w Chodenicach czy Park & Ride.
Niski poziom długu brzmi dobrze w sprawozdaniu, ale można na to spojrzeć inaczej: to nie sukces, tylko dowód na to, iż Bochnia inwestuje zbyt zachowawczo. Co pani na to?
– To nieprawda. Proszę pamiętać, iż oprócz blisko 48 mln zł pozyskanych ze źródeł zewnętrznych, w tej chwili realizujemy inwestycje warte prawie 58 mln zł samych dotacji zewnętrznych. To m.in. budynek wielofunkcyjny na osiedlu Niepodległości, budowa nowych mieszkań komunalnych czy budowy i remonty dróg. Stawiam na dużą gospodarność i racjonalne wydawanie każdej złotówki.
Na czym ta gospodarność polega w praktyce?
– Wystarczy spojrzeć na sam budynek Urzędu Miasta. Dzięki świetnej współpracy z Zakładem Karnym w Nowym Wiśniczu i pracy osadzonych, wyremontowaliśmy 23 pomieszczenia, w tym salę obrad i biuro podawcze, płacąc jedynie za materiały i meble – łącznie ok. 350 tys. zł. Mój poprzednik w 2022 roku za remont zaledwie 10 pomieszczeń zapłacił 650 tys. zł, i to w czasie, gdy ceny materiałów były znacznie niższe. To pokazuje moją filozofię: zwiększamy wartość majątku miasta i poprawiamy warunki pracy urzędników oraz obsługi mieszkańców, ale robimy to znacznie taniej. Inwestujemy dużo, ale robimy to po prostu mądrzej.
Jak po dwóch latach wygląda bilans pozyskiwania środków zewnętrznych?
– Łącznie to ok. 48 mln zł, jeżeli doliczymy środki pozyskane przez jednostki i spółki miejskie. To dobry wynik, biorąc pod uwagę ograniczenia – jako gmina miejska nie możemy korzystać z części programów dostępnych dla gmin miejsko-wiejskich.
Na co konkretnie udało się pozyskać te środki?
– To są bardzo konkretne inwestycje. Największe środki trafiły na budowę mieszkań komunalnych przy ul. Karolina – ponad 7,5 mln zł. Kolejne duże zadania to infrastruktura drogowa: ok. 3,7 mln zł na drogę przy ul. Kuca oraz ponad 2 mln zł na rozbudowę ul. Chodenickiej. Ponad 3,2 mln zł pozyskaliśmy na projekty energetyczne dla mieszkańców w ramach klastra energii, a ponad 1,2 mln zł na działania związane z adaptacją do zmian klimatu. Do tego dochodzi modernizacja pływalni – ok. 1,39 mln zł – oraz szereg mniejszych inwestycji dotyczących bezpieczeństwa, środowiska i przestrzeni miejskiej.
Istotne środki trafiły też do jednostek miejskich: ponad 9 mln zł dla MPEC, ponad 4,5 mln zł dla Muzeum i ponad 4,2 mln zł dla MOPS. Łącznie mówimy o kwocie blisko 48 mln zł, która przekłada się zarówno na duże inwestycje, jak i na codzienne funkcjonowanie miasta.
A propos środków zewnętrznych – jak pani tłumaczy sytuację z niezłożonym wnioskiem na ok. 6 mln zł na ścieżkę rowerową?
– To była sytuacja proceduralna – wniosek został złożony po terminie i nie został zarejestrowany. Sprawa była zgłoszona do prokuratury i została umorzona. Co ważne – to nie zablokowało możliwości aplikowania w innych naborach. W efekcie w tym samym programie pozyskaliśmy środki m.in. na Muzeum – wspomniane ponad 4,5 mln zł na modernizację i rozbudowę z nowymi przestrzeniami wystawienniczymi oraz lepszą dostępnością.
Na ile udaje się pani realizować swój program wyborczy? Jak pani to ocenia?
– Program był bardzo szeroki i nie wszystko da się zrealizować jednocześnie. Część rzeczy jest w trakcie, część została zrealizowana, część wymaga więcej czasu albo korekty. Są też decyzje świadome np. rezygnacja z budowy nowych obiektów, jeżeli nie mamy pewności, iż będziemy w stanie je utrzymać. Przykład: zamiast budować kolejny basen (w ramach ośrodka nad Rabą), najpierw modernizujemy istniejący.
Zrealizowaliśmy natomiast wiele mniejszych działań – rozwijamy zieleń miejską, wprowadzając m.in. nowe nasadzenia sezonowe, konkursy dla mieszkańców i współpracę z lokalnymi przedsiębiorcami przy aranżacji przestrzeni publicznych. Do tego dochodzą działania społeczne i inicjatywy integrujące mieszkańców, które stopniowo budują aktywność i zaangażowanie w mieście.
Tych drobniejszych zadań w pani programie wyborczym było sporo – jak choćby uruchomienie akcji „Miejsca Przyjazne Czworonogom”, aktualizacja programu rewitalizacji, wprowadzenie aplikacji do zgłaszania problemów w funkcjonowaniu miasta czy działania w obszarze zdrowia psychicznego. To rzeczy, które wydają się stosunkowo łatwe do wdrożenia. Dlaczego nie udało się ich szerzej zrealizować?
– Część z tych działań jest już realizowana, tylko często w mniejszej skali, niż pierwotnie zakładaliśmy. W obszarze zdrowia psychicznego zwiększyliśmy liczbę specjalistów w szkołach i przedszkolach oraz w MOPS, więc to wsparcie realnie funkcjonuje. Trzeba też pamiętać, iż to dopiero drugi rok kadencji, a program był bardzo szeroki. Nie wszystko da się zrobić jednocześnie, zwłaszcza przy ograniczeniach finansowych i organizacyjnych. Dlatego część tych mniejszych projektów jest w trakcie realizacji albo będzie rozwijana w kolejnych latach.
A co z komunikacją miejską? To jeden z ważnych punktów programu.
– To obszar, który dopiero przyspiesza. Zmieniliśmy podejście – planujemy zakup autobusów, zwiększenie częstotliwości kursów, szczególnie na kluczowych liniach. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której linia nr 1 będzie kursować co 15 minut, zapewniając pasażerom pełną synchronizację z przyjazdami pociągów. Prezes BZUK wraz z kierownikami i radnym Romanem Mocię już wizytował u dostawców konkretne pojazdy, które pozwolą nam realnie wzmocnić tabor i zagęścić siatkę połączeń. Docelowo komunikacja ma być realną alternatywą dla samochodu.
W pani programie wyborczym są też duże projekty – jak centrum kultury czy nowa biblioteka. Dziś ten temat wyraźnie zwolnił. Dlaczego?
– Zmieniło się przede wszystkim moje podejście do zarządzania majątkiem. Dziś patrzę na miasto okiem gospodarza, który musi brać pod uwagę nie tylko koszt budowy, ale przede wszystkim późniejsze utrzymanie obiektów. W dobie niżu demograficznego i spadku liczby mieszkańców musimy bardzo ostrożnie planować nową infrastrukturę, by za kilka lat nie obudzić się z pustymi i drogimi w eksploatacji budynkami. Nie oznacza to jednak, iż rezygnujemy z ambicji kulturalnych. Analizujemy po prostu, czy nie lepiej i taniej będzie wykorzystać oraz dostosować to, co już mamy.
To znaczy, iż wizja obiektu na tzw. „ruskim rynku” przy ul. Floris ostatecznie upadła?
– Starałam się wnieść do budżetu projekt parkingu połączonego z salą koncertową i biblioteką w tym miejscu, ale radni nie zaakceptowali tej propozycji, de facto uniemożliwiając jej realizację w pierwotnym zamierzeniu. Szkoda, bo obecna siedziba biblioteki przy ul. Mickiewicza jest kompletnie niedostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami i nie ma tam choćby technicznych możliwości montażu windy. Szukamy więc alternatywy. Jesteśmy w zaawansowanych rozmowach z Zespołem Państwowych Szkół Muzycznych w sprawie partnerstwa przy rewitalizacji budynku przy ul. Trudnej 1.
Jaki ma pani pomysł na ten obiekt?
– Stan obiektu przy ul. Trudnej 1 jest dziś fatalny, na ścianach jest grzyb i wymagany jest tam kapitalny remont. Już wykonaliśmy tam pierwszy krok – w kilku pomieszczeniach użytkowanych przez szkołę i stowarzyszenia zamontowaliśmy nowe ogrzewanie, by zacząć osuszać mury. Moja wizja to budowa sali koncertowej w dziedzińcu tego obiektu. To byłby piękny, funkcjonalny obiekt w samym sercu miasta, który łączyłby historię z nowoczesną funkcją artystyczną.
Na ile polityczny układ sił w Radzie Miasta przekłada się dziś na tempo realizacji inwestycji? Czy zdarzają się sytuacje, w których brak porozumienia blokuje konkretne projekty?
– To naczynia połączone. Układ sił w Radzie ma ogromny wpływ i często decyduje o tym, czy ważna inwestycja w ogóle ruszy. Przykładem jest projekt parkingu połączonego z salą koncertową przy ul. Floris, który mimo wcześniejszych analiz i konsultacji z mieszkańcami nie zyskał przychylności radnych i nie został wprowadzony do budżetu. Często oczekuje się od nas dodatkowych opinii ekspertów czy zmian koncepcji, co naturalnie wydłuża proces. Z drugiej strony hamulcem jest sama skala: realizujemy w tej chwili ponad 100 zadań budżetowych. Proszę pamiętać, iż przy każdym projekcie – niezależnie od tego, czy opiewa on na miliony, czy na kilkadziesiąt tysięcy złotych – urzędnik musi wykonać taką samą pracę administracyjną. Do tego dochodzi walka o każdą dotację. Gdy tylko pojawia się „okienko” na pozyskanie środków zewnętrznych, natychmiast aplikujemy, co dokłada zespołowi kolejnych obowiązków.
W ciągu tych dwóch lat pojawiały się zarzuty dotyczące decyzji personalnych. Jak pani na nie odpowiada?
– Zarzuty dotyczące decyzji personalnych były sprawdzane i nie zostały potwierdzone. Wszystkie konkursy były przeprowadzone zgodnie z procedurami. Zatrudniane są osoby, które wygrywają konkursy – niezależnie od powiązań. Dla mnie liczą się bowiem kompetencje, a każda decyzja personalna musi obronić się merytorycznie przed Radą Miasta i mieszkańcami.
Te dwa lata to czas dużych napięć politycznych, także w związku z inicjatywą referendalną. Jak pani znosi tę presję, zwłaszcza gdy uderza ona w sferę prywatną?
– To najtrudniejsza lekcja w tej kadencji. Krytyka merytoryczna jest wpisana w ten urząd i przyjmuję ją jako element demokratycznego dialogu, choćby jeżeli bywa ostra. Jednak w momencie, gdy polityczny spór przekracza granice i dotyka mojej rodziny, staje się to zwyczajnie bolesne. Inicjatywa referendalna była dla mnie i mojego zespołu czasem ogromnego napięcia, ale staraliśmy się zachować dystans i profesjonalizm. Urząd ani na moment nie przestał pracować. Mam wsparcie bliskich i to pozwala mi każdego ranka wchodzić do urzędu z energią, mimo iż niektóre sytuacje zostają w człowieku na dłużej.
Czy z perspektywy czasu są decyzje, których pani żałuje? Choćby w kontekście wspomnianych zmian kadrowych.
– Na pewno nie ze wszystkich decyzji personalnych jestem w pełni zadowolona – przy takiej skali zarządzania trudno uniknąć błędów. Najważniejsze jest jednak wyciąganie wniosków i reagowanie, gdy coś nie funkcjonuje tak, jak powinno. Nie boję się korekt, bo to one gwarantują stabilność i konsekwencję w działaniu.
Co dziś jest dla pani największym wyzwaniem na najbliższe miesiące?
– Kluczem jest utrzymanie tempa inwestycji przy jednoczesnym zachowaniu stabilności finansowej oraz dalsze skuteczne pozyskiwanie środków zewnętrznych. Ważna będzie też poprawa komunikacji – zarówno tej miejskiej, jak i w relacjach z mieszkańcami oraz Radą Miasta. Chciałabym, abyśmy mimo różnic politycznych potrafili skupić się na tym, co buduje nasze miasto, a nie na tym, co je dzieli.

11 godzin temu










