Polski Sejm oglądamy często dla politycznego folkloru. Parlamentu Europejskiego najczęściej nie oglądamy wcale. Tymczasem praca wykonywana tam bez naszego zainteresowania może mieć ogromne znaczenie dla naszych firm, zarobków i warunków zatrudnienia. Andrzej Buła zwraca uwagę na konkretny przykład: uproszczenie zgłaszania pracowników wysyłanych do pracy w innych państwach Unii.
Kto komu przerwał, kto kogo obraził, kto wyłączył mikrofon i kto powiedział coś tak niedorzecznego, iż trzeba to koniecznie obejrzeć jeszcze raz. Tak często wygląda nasze zainteresowanie polskim Sejmem. Polityk „zaorał”, przeciwnik „nie wytrzymał”, internet dostał swoje trzydzieści sekund. Można przejść do następnej awantury. Oczywiście w Sejmie powstają również ważne ustawy. Tyle iż praca nad nimi przegrywa w walce o uwagę z posłem, który właśnie postanowił urządzić przedstawienie. A my wieczorem wiemy, kto komu dogryzł, ale już niekoniecznie, co zmieni się w naszym życiu.

Parlament Europejski ma jeszcze trudniej. Jest daleko, procedury ma skomplikowane, a nazwy projektów potrafią zniechęcić do czytania przed końcem pierwszego zdania. „Interfejs publiczny połączony z systemem wymiany informacji na rynku wewnętrznym” brzmi jak kara za nadmierną ciekawość.
Andrzej Buła tłumaczy jednak, iż pod tym urzędowym opisem kryje się sprawa bardzo praktyczna. Polski przedsiębiorca, który wysyła pracowników do wykonania usługi w innym kraju Unii, ma tracić mniej czasu w formalności. Parlament Europejski poparł przepisy zmierzające do uproszczenia tych zgłoszeń.
– To praktyczne rozwiązanie na rzecz jednolitego rynku i ograniczenia kosztów administracyjnych. Upraszczamy życie przedsiębiorcom przy jednoczesnym zachowaniu zasad ochrony pracowników – podkreślił Andrzej Buła, europoseł Koalicji Obywatelskiej.
Bez wielkich słów. Za to z odpowiedzią na pytanie, po co adekwatnie wysyłamy swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego.
Wyobraźmy sobie niewielką firmę, która zdobywa zagraniczne zlecenie. Właściciel znalazł klienta, uzgodnił cenę, ma ludzi i potrafi wykonać robotę. Zanim jednak ktokolwiek zacznie pracować, trzeba jeszcze ustalić, jak prawidłowo zgłosić delegowanie. Przy następnym kontrakcie, w kolejnym państwie, trzeba poznawać następne wymagania.
Duże przedsiębiorstwo zapłaci specjalistom. W małym często zajmie się tym sam właściciel. Wieczorem, bo w dzień pracował. Możemy oczywiście wygłosić mu przemówienie o wspieraniu polskiej przedsiębiorczości. Możemy też sprawić, żeby wcześniej skończył wypełniać formularze.
Planowane rozwiązanie przewiduje wspólny wielojęzyczny portal do zgłaszania delegowanych pracowników. Przystąpienie państw będzie dobrowolne, ale te, które wybiorą wspólny system, mają korzystać z niego bez wymagania dodatkowych deklaracji. Uzgodniony zakres informacji ma ograniczyć dokładanie kolejnych obowiązków. Przedsiębiorca powinien wiedzieć, jakie dane podać i kiedy sprawa jest załatwiona.
Niby rzecz oczywista. Każdy, kto choć raz usłyszał w urzędzie „wszystko się zgadza, tylko potrzebujemy jeszcze jednego dokumentu”, wie jednak, iż oczywistość bywa ambitnym celem.
Buła pracuje w komisjach zatrudnienia i spraw socjalnych oraz rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów. W tej sprawie oba obszary spotykają się bardzo wyraźnie: chodzi o swobodę działania przedsiębiorcy i prawa człowieka, którego przedsiębiorca wysyła do pracy za granicą.
Za informacją o głosowaniu stały niemal dwa lata prac. Komisja Europejska przedstawiła projekt w listopadzie 2024 roku. We wrześniu 2025 roku głosowały nad nim wspólnie komisje EMPL i IMCO. Miesiąc później Parlament potwierdził mandat do negocjacji, w czerwcu 2026 roku osiągnięto wstępne porozumienie z Radą UE, a w lipcu uzgodniony tekst zatwierdzono w komisjach. To długi proces uzgadniania przepisów, którego na co dzień adekwatnie nie dostrzegamy.
Nie trzeba przypisywać Bule samodzielnego autorstwa europejskiej reformy, żeby zauważyć znaczenie jego zainteresowania tą sprawą. Właśnie takich konkretów powinniśmy oczekiwać od europosła: nad czym pracuje, jakie rozwiązanie popiera i co z tego wyniknie dla ludzi, którzy go wybrali.
– Jako członek komisji EMPL i IMCO konsekwentnie wspieram rozwiązania, które ułatwiają prowadzenie działalności gospodarczej, a jednocześnie zapewniają odpowiednią ochronę pracowników – zaznaczył Andrzej Buła.
W tej deklaracji warto zatrzymać się przy obu częściach. Mniej formalności dla firmy nie powinno oznaczać mniejszej odpowiedzialności wobec pracownika. Można uprościć zgłoszenie wyjazdu, zachowując obowiązki dotyczące warunków zatrudnienia. Uczciwy przedsiębiorca też na tym korzysta, bo musi konkurować z firmami, które oszczędności szukają w cudzym wynagrodzeniu i bezpieczeństwie. Najbardziej efektowna liczba w zapowiedzi zmian to 81 procent. O tyle mogłyby zmniejszyć się obciążenia administracyjne przy udziale wszystkich 27 państw. To szacunek dotyczący formalności związanych ze zgłoszeniami, a nie obietnica obniżenia o tyle wszystkich kosztów wysłania pracownika za granicę. Rzeczywiste oszczędności będą zależeć również od tego, ile państw przystąpi do systemu.
Nawet bez zachwytu nad procentami sens jest czytelny. Czas poświęcony na powtarzanie tych samych danych kosztuje. Obsługa kolejnych procedur kosztuje. Niepewność, czy zgłoszenie zostało prawidłowo złożone, też ma swoją cenę. Szczególnie dla mniejszej firmy, która chciałaby przyjąć zagraniczne zlecenie, ale nie ma osobnego działu do obsługi formalności.
Tak właśnie decyzje podejmowane w Strasburgu mogą docierać do Opola, Kluczborka czy niewielkiej miejscowości, w której ktoś prowadzi firmę usługową. Przez łatwiejsze zdobycie kontraktu, mniej pracy administracyjnej i większą przewidywalność kosztów. Bez transmisji oglądanej przez miliony i bez polityka krzyczącego do mikrofonu.
Poparcie Parlamentu nie uruchamia jeszcze portalu. Przed firmami pozostają dotychczasowe obowiązki, dopóki nowe rozwiązanie nie zacznie działać. I właśnie działanie będzie najważniejszym sprawdzianem: czy formularz okaże się zrozumiały, zgłoszenie proste, a raz podane dane wystarczą. Warto więc zapamiętać temat, który wskazuje Buła, i wrócić do niego po uruchomieniu systemu. Zapytać przedsiębiorców, ile czasu rzeczywiście zaoszczędzili. To powie nam o skuteczności europejskiej polityki znacznie więcej niż kolejny filmik, na którym jeden poseł „miażdży” drugiego. Właściciel firmy chętnie obejrzy go później. jeżeli dzięki nowym przepisom wcześniej skończy pracę.
Fot. CMZJMZ












