Anna Bryłka 12 sierpnia skierowała pismo do ministra finansów Andrzeja Domańskiego w sprawie rozmów o tranzycie ukraińskiego zboża przez Polskę. Europosłanka Konfederacji alarmuje, iż Kijów chce ustaleń bez publicznej kontroli, a stawką dla Polaków są ceny, bezpieczeństwo żywnościowe i dochody rodzinnych gospodarstw.
Bryłka chce wyjaśnień od rządu
Anna Bryłka 12 sierpnia skierowała pismo do ministra finansów Andrzeja Domańskiego w sprawie rozmów o tranzycie ukraińskiego zboża przez Polskę. Europosłanka Konfederacji alarmuje, iż Kijów chce ustaleń bez publicznej kontroli, a stawką dla Polaków są ceny, bezpieczeństwo żywnościowe i dochody rodzinnych gospodarstw.
Sprawę opisały Kresy.pl, wskazując na wpis Bryłki i jej interwencję w ministerstwie. Polityk powołała się na informacje o konsultacjach prowadzonych przez stronę ukraińską z Polską. W tle jest problem eksportu zboża z Ukrainy, który znów wraca przez rosyjskie ataki na żeglugę i porty nad Morzem Czarnym.
To nie jest techniczna rozmowa logistyków. To sprawa o realnych skutkach dla polskiej wsi. o ile tranzyt będzie prowadzony bez twardych gwarancji, kontroli i jawności, rolnicy mogą znów zostać postawieni przed faktami dokonanymi.
Kijów mówi o ekspertach, Polska musi mówić o kontroli
Bryłka napisała w swoim wpisie na X, iż ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha poinformował o konsultacjach z Polską w sprawie kolejnego tranzytu zboża. Dodała też, iż ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar uważa, iż temat nie powinien być przedmiotem publicznej debaty.
Ten wątek potwierdza relacja Mezha, oparta na rozmowie Bodnara z Europejską Prawdą. Ambasador mówił, iż wykorzystanie Polski jako hubu tranzytowego dla ukraińskiego zboża wymaga oceny ekspertów i dopiero później komunikacji publicznej, a nie natychmiastowego sporu politycznego. Tak opisano to w materiale Mezha za European Pravda.
Z ukraińskiego punktu widzenia może to wyglądać jak próba uniknięcia emocji. Z polskiego punktu widzenia jawność jest warunkiem elementarnym. Polskie państwo nie ma prawa układać takich spraw za plecami rolników, samorządów, przewoźników i konsumentów. Po kryzysie zbożowym z poprzednich lat zaufanie nie odbuduje się komunikatem po fakcie.
Morze Czarne jest problemem Kijowa, rachunek nie może spaść na Polskę
Ukraina szuka alternatywnych tras, ponieważ szlaki morskie są pod presją wojny. Według ukraińskiej agencji Ukrinform, Sybiha mówił o działaniach na rzecz przywrócenia eksportu rolnego w warunkach rosyjskiej blokady korytarza czarnomorskiego. To realny problem gospodarki ukraińskiej.
Ale realny problem Ukrainy nie może automatycznie oznaczać obciążenia Polski. Anadolu Ajansi podawała 7 sierpnia, iż ataki na porty, infrastrukturę i statki zakłócają wysyłkę zbóż z regionu Morza Czarnego. W tym samym materiale wskazano, iż ponad 90 proc. ukraińskiego eksportu rolnego korzystało z portów Odessy i okolic, a alternatywne trasy lądowe i rzeczne nie są w stanie gwałtownie zastąpić tego wolumenu. Dane te opisano w analizie Anadolu.
Właśnie dlatego Polska musi działać chłodno. Pomoc sojusznikowi wobec rosyjskiej agresji jest czym innym niż zgoda na mechanizm, który może uderzyć w polski rynek. Tranzyt ma być tranzytem, a nie boczną furtką do presji cenowej na krajowe zboże.
Rolnik nie może dowiadywać się ostatni
Najważniejsze pytania są proste. Jakie ilości miałyby przejeżdżać przez Polskę? Którędy? Do jakich portów? Kto będzie kontrolował plombowanie transportów? Jakie będą zabezpieczenia przed pozostawaniem towaru na rynku krajowym? Kto zapłaci za infrastrukturę, nadzór i ewentualne straty?
Bez odpowiedzi na te pytania rozmowa o tranzycie jest politycznym ryzykiem. Polska wieś już raz zapłaciła za liberalne eksperymenty handlowe i za unijną logikę otwierania rynku bez oglądania się na lokalne skutki. Państwo, które nie pilnuje własnych rolników, traci wiarygodność.
Dlatego sprawa zboża łączy się z szerszym pytaniem o relacje Warszawy i Kijowa. Pisaliśmy, iż plany PR Kijowa w Polsce nie zastąpią wzajemności w sprawach zboża, Wołynia i realnych interesów. Tak samo przy sprawie Patriotów zasadą musi być bezpieczeństwo Polski, a nie presja cudzej dyplomacji.
Stawką jest suwerenność gospodarcza
Minister Domański powinien jasno odpowiedzieć, czy rozmowy trwają, jaki jest ich zakres i kto reprezentuje interes polskich rolników. Milczenie rządu w takiej sprawie jest politycznie nie do obrony. To nie jest temat dla gabinetowych półsłówek.
Polska może wspierać Ukrainę tam, gdzie chodzi o powstrzymanie Rosji. Polska nie może jednak udawać, iż interesy gospodarcze same się obronią. Suwerenność zaczyna się od prostego obowiązku: rząd ma najpierw pilnować własnych obywateli.
Źródło: Kresy.pl, X, Mezha, Ukrinform, Anadolu Ajansi.
Źródło: Kresy.pl














