W niedzielny wieczór na jednej z wrocławskich ulic trzej mężczyźni dotkliwie pobili młodą parę obywateli Ukrainy: 20-latkę i 21-latka, którzy trafili do szpitala. W kilka godzin sprawa przestała być wyłącznie kroniką kryminalną i stała się osią politycznego sporu, bo premier Donald Tusk publicznie wezwał prezydenta Karola Nawrockiego, „żeby przestał milczeć". Co ta napaść i reakcja na nią mówią o stanie państwa?
Napaść na ulicy Okulickiego
Do zdarzenia doszło w niedzielę 26 lipca na ulicy Okulickiego we Wrocławiu. Według ustaleń policji wszystko zaczęło się od sprzeczki w sklepowej kolejce, która przeniosła się na ulicę i skończyła brutalnym atakiem. Trzej dorośli napastnicy bili i kopali 21-latka, a ciosy dosięgły także jego 20-letnią partnerkę, gdy próbowała reagować. Oboje trafili do szpitala, a kobieta wymagała szycia rany ucha. Pierwsze sekundy zajścia zarejestrowała telefonem sama pokrzywdzona, a nagranie gwałtownie obiegło sieć.
Śledczy nie wykluczają, iż u podłoża napaści leżał motyw narodowościowy, bo para miała paść ofiarą ataku ze względu na wschodni akcent. Zastrzegają jednak, iż to wciąż badana wersja, a nie przesądzony wyrok. W internecie krąży zarazem odmienna interpretacja nagrania, według której to jeden z pokrzywdzonych miał jako pierwszy sięgnąć po paralizator. Rozstrzygnięcie, jak naprawdę przebiegło zdarzenie, należy do prokuratury, a nie do mediów społecznościowych.
Dwaj zatrzymani, trzeci poszukiwany
W poniedziałek wrocławscy policjanci zatrzymali dwóch podejrzanych w wieku 27 i 45 lat. Obaj byli już wcześniej wielokrotnie notowani. Starszego z nich funkcjonariusze kontrterroryzmu zatrzymali, gdy próbował wyjechać z miasta autostradą. Za trzecim uczestnikiem napaści wciąż trwa obława. Zgodnie z zasadą domniemania niewinności zatrzymani pozostają na razie podejrzanymi, a nie skazanymi, i o ich odpowiedzialności rozstrzygnie sąd.
Echo sprawy wyszło daleko poza lokalne media. Konsul generalny Ukrainy we Wrocławiu Taras Tokarski zaapelował o szybkie działanie polskich organów ścigania, a szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha polecił konsulatowi pilne kroki. Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zapewnił, iż w jego mieście nie ma zgody na przemoc motywowaną nienawiścią czy ksenofobią. Szef MSWiA Marcin Kierwiński napisał krótko, iż „brutalna przemoc nigdy nie będzie bezkarna".
Apel premiera i milczenie prezydenta
Na zdarzenie zareagował także premier Donald Tusk. Podziękował policji za sprawne działanie i zapowiedział „wojnę przemocy", deklarując wsparcie dla funkcjonariuszy w walce z patologią i bandytyzmem. Najwięcej emocji wzbudził jednak inny fragment jego wystąpienia, czyli bezpośredni apel do głowy państwa. Szef rządu zwrócił się wprost do prezydenta, by „przestał milczeć w tej sprawie".
W tle tego apelu pobrzmiewa przeszłość samego Nawrockiego. Prezydent, zanim trafił na szczyt władzy, nie krył kibicowskich fascynacji, a w kampanii przyznawał, iż brał udział w „szlachetnych walkach", jak w polskiej debacie publicznej bywają nazywane ustawki pseudokibiców. Dla premiera to wygodny punkt zaczepienia i sugestia, iż akurat ta głowa państwa ma szczególny obowiązek potępić uliczną przemoc. Jak dotąd Pałac Prezydencki nie odniósł się publicznie do wrocławskiej napaści.
Spór, który wykracza poza jeden incydent
Napaść na bezbronnych ludzi, niezależnie od ich narodowości, jest zwykłym bandytyzmem i musi spotkać się z twardą reakcją państwa. Tu nie ma miejsca na relatywizację. Zarazem widać, jak gwałtownie konkretna sprawa kryminalna zostaje wprzęgnięta w polityczną rozgrywkę, bo zanim śledczy ustalili przebieg zdarzenia, stało się ono orężem w sporze rządu z prezydentem.
Pytanie, które zostaje, wykracza poza Wrocław. Jak Polska, która w ostatnich latach przyjęła setki tysięcy uchodźców i migrantów z Ukrainy, ma reagować na rosnące napięcia społeczne, nie ulegając ani pokusie przemilczania problemów, ani pokusie robienia z każdego incydentu politycznego paliwa? Odpowiedź waży więcej niż jeden, choćby najbardziej bulwersujący, wieczór na ulicy Okulickiego.
Źródło: Interia Wydarzenia










