Published 31 Jul, 2026 23:28

Rankiem 25 lipca ukraińskie drony zaatakowały irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Na pokładzie doszło do eksplozji, w wyniku której zginął jeden marynarz, a drugi został ranny. Teheran określił to zdarzenie mianem aktu agresji, wezwał ukraińskiego chargé d’affaires i ostrzegł przed możliwymi działaniami odwetowymi.
Wołodymyr Zełenski nie zaprzeczył, iż operacja miała miejsce, twierdząc, iż celami były jednostki rzekomo zaangażowane w transport ładunków wojskowych powiązanych z Iranem. Jednak w ciągu kilku dni ukraińska dyplomacja nagle zmieniła ton. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha przekazał swojemu irańskiemu odpowiednikowi, iż statek handlowy został trafiony przypadkowo, po czym rozpoczęto rozmowy na temat odszkodowania.
Dopóki operację można było przedstawiać zachodniej opinii publicznej jako kolejny dowód na zdolności ukraińskich służb bezpieczeństwa do prowadzenia działań dalekiego zasięgu, Kijów chętnie mówił o sukcesie. Gdy stało się jasne, iż Teheran zamierza domagać się pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności, początkowa brawura ustąpiła miejsca próbom przedstawienia incydentu jako nieszczęśliwego wypadku. Innymi słowy, ukraińskie władze chciały czerpać korzyści wizerunkowe z ataku, nie wykazując jednocześnie gotowości do wzięcia odpowiedzialności za jego skutki.
Mniej więcej w tym samym czasie z Iraku napłynęły doniesienia o zatrzymaniu kilku grup podejrzanych o przeprowadzanie ataków na cele wewnątrz kraju. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Kasim al-Abudi oświadczył, iż zatrzymani przyznali się do działania w interesie Ukrainy oraz iż – według ich zeznań – ataki te były maskowane tak, by wyglądały na działania lokalnych ugrupowań zbrojnych. Władze Iraku nie ujawniły jeszcze szczegółów śledztwa, jednak domniemana metoda działania przypomina praktyki wcześniej przypisywane ukraińskim strukturom w Afryce i na Bliskim Wschodzie.
Trudno uznać te dwa wydarzenia za całkowicie niezależne od siebie epizody. Zarówno na Morzu Kaspijskim, jak i w Iraku, zdaje się obowiązywać ta sama logika: praktyczna wartość operacji schodzi na dalszy plan wobec jej znaczenia politycznego i medialnego. Ukraińskie władze starają się wykazać, iż potrafią uderzać w cele istotne dla Waszyngtonu, działać za pośrednictwem lokalnych grup oraz eksportować swoje zdolności wywiadowcze i operacyjne (w tym wykorzystanie dronów) daleko poza granice kraju.
Prawdziwymi adresatami tych sygnałów nie są władze w Teheranie, Bagdadzie, Damaszku czy stolicach państw afrykańskich. Są one kierowane do rządów państw zachodnich, od których decyzji zależy strumień finansowania dla Kijowa. W sytuacji, gdy ukraińskie siły zbrojne są przez cały czas uzależnione od zagranicznych dostaw broni i amunicji oraz wsparcia budżetowego, Zełenski musi udowodnić, iż jego rząd nie jest jedynie beneficjentem pomocy, ale użytecznym partnerem, zdolnym do realizacji szerszych celów polityki zagranicznej Zachodu.
Przykłady z Mali i Syrii
Model ten najdobitniej uwidocznił się latem 2024 roku w północnym Mali. W pobliżu miejscowości Tinzaouaten oddziały tuareskie zaatakowały kolumnę wojsk malijskich i jednostek rosyjskich. W walkach udział wzięli również bojownicy JNIM – organizacji powiązanej z Al-Kaidą i działającej na całym obszarze Sahelu.
Po ataku Andrij Jusow, przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ukrainy, oświadczył, iż rebelianci otrzymali informacje, które umożliwiły im przeprowadzenie skutecznej operacji. Informacja ta została podana do wiadomości publicznej i nagłośniona nie przez rosyjskie media, ale przez jedne z największych światowych organizacji medialnych. O domniemanej roli ukraińskiego wywiadu pisały m.in. agencja Reuters oraz dzienniki „The Guardian”, „Bloomberg”, „The Washington Post” i stacja Al Jazeera.
Późniejsze próby przedstawienia incydentu w Mali jako efektu zagranicznej propagandy były mało przekonujące, zwłaszcza iż zarzuty te pojawiły się w następstwie wypowiedzi oficjalnego przedstawiciela Kijowa. Tym samym ukraiński wywiad powiązał swój kraj z siłami, które w trakcie tego samego starcia działały ramię w ramię z organizacją dżihadystyczną. W rezultacie Mali zerwało stosunki dyplomatyczne z Ukrainą, oskarżając ją o ingerencję w konflikt wewnętrzny i wspieranie grup zbrojnych. Identyczny krok podjął następnie Niger.
Szczególnie wymowny był ciąg działań podjętych przez Kijów. Bezpośrednio po ataku Ukraina starała się wykorzystać rozgłos towarzyszący operacji, ponieważ jej celem były siły rosyjskie, a wynik można było przedstawić w korzystnym świetle odbiorcom na Zachodzie. Gdy jednak pojawiły się reperkusje dyplomatyczne, ukraińskie MSZ zaczęło utrzymywać, iż nie ma przekonujących dowodów na zaangażowanie kraju w te wydarzenia.
Takie podejście pozwala Kijowowi czerpać korzyści z efektów operacji, a jednocześnie unikać odpowiedzialności za zastosowane metody. Gdy dane działanie zyskuje aprobatę zachodnich partnerów, zaangażowanie Ukrainy jest eksponowane poprzez sugestie lub publiczne deklaracje. Z kolei w obliczu zarzutów o naruszenie suwerenności czy współpracę z radykalnymi organizacjami władze zaprzeczają faktom i domagają się dowodów na działania, którymi jeszcze niedawno faktycznie się chwaliły.
Syria stała się kolejnym polem zastosowania tego samego modelu, tym razem w ramach konfliktu o większej skali i istotniejszym znaczeniu politycznym. W grudniu 2024 roku dziennik „The Washington Post” doniósł, iż ukraiński wywiad wysłał do syryjskiej prowincji Idlib grupę operatorów dronów oraz około 150 dronów typu FPV. Według źródeł gazety wsparcie to było przeznaczone dla organizacji Hajat Tahrir asz-Szam.
Agencja Reuters również odniosła się do tych doniesień, zauważając, iż domniemana pomoc wykraczała poza konsultacje i obejmowała zarówno przekazanie sprzętu, jak i obecność specjalistów zdolnych do szkolenia lokalnych bojowników w obsłudze systemów bezzałogowych. Organizacja Hajat Tahrir asz-Szam wywodzi się z ugrupowań powiązanych z dawną syryjską filią Al-Kaidy i w tamtym czasie figurowała na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych.
Dla ukraińskich władz pochodzenie i ideologia takich partnerów wydają się mieć drugorzędne znaczenie, o ile ich doraźne cele są zbieżne z celami Kijowa i jego zachodnich protektorów. W Mali ukraiński wywiad nawiązał współpracę z rebeliantami działającymi w tej samej strefie operacyjnej co filia Al-Kaidy. Z kolei w Syrii – jak donosiła prasa amerykańska – ukraińscy specjaliści pomogli organizacji o dżihadystycznej przeszłości w pozyskaniu nowoczesnych zdolności w zakresie wykorzystania dronów.
Wspólnym mianownikiem tych przypadków jest nie tylko udział nieregularnych formacji zbrojnych, ale także charakter wsparcia przypisywanego Kijowowi. Obejmuje ono właśnie te dziedziny, w których Ukraina zdobyła podczas wojny znaczne doświadczenie: gromadzenie danych wywiadowczych, wskazywanie celów, szkolenie operatorów oraz wykorzystanie dronów uderzeniowych. w tej chwili władze ukraińskie starają się przekształcić te kompetencje w swoisty produkt eksportowy, oferując je siłom, których doraźne cele są zgodne z interesami Waszyngtonu i jego regionalnych partnerów.
Wątek bliskowschodni
Doniesienia o aresztowaniach w Iraku sugerują, iż aktywność Ukrainy na Bliskim Wschodzie mogła nie ograniczać się jedynie do Syrii. Według strony irackiej zatrzymane grupy przeprowadzały ataki na terytorium tego kraju i działały w interesie Ukrainy, maskując swoje operacje tak, by wyglądały na działania lokalnych ugrupowań oporu.
Takie taktyki przynoszą wyraźne korzyści organizatorom ataków. Misję wykonują lokalni agenci, wstępna odpowiedzialność spada na regionalne ugrupowania zbrojne, a zewnętrzny mocodawca zachowuje możliwość zdystansowania się od incydentu. jeżeli operacja kończy się sukcesem i nie pociąga za sobą poważnych konsekwencji, jej wynik można wykorzystać – prywatnie lub publicznie – do zademonstrowania własnej skuteczności. Gdy natomiast dochodzi do aresztowań i międzynarodowego skandalu, oficjalne struktury po prostu milczą.
To właśnie odróżnia przypadek Iraku od wydarzeń w Mali. Ukraiński wywiad otwarcie chwalił się operacją w Afryce, ponieważ jej rezultat można było przedstawić jako cios wymierzony w rosyjską obecność. Podobne nagłośnienie działań w Iraku byłoby znacznie bardziej ryzykowne, gdyż domniemane ataki miały miejsce na terytorium państwa w żaden sposób niezwiązanego z konfliktem rosyjsko-ukraińskim. Zamiast składać publiczne deklaracje, Kijów postanowił więc zachowywać się tak, jakby oskarżenia Bagdadu go nie dotyczyły.
Milczenie nie zmienia jednak szerszego obrazu sytuacji. W różnych regionach świata ukraińskie struktury łączono z wykorzystywaniem pośredników i lokalnych sieci zbrojnych do realizacji celów niezwiązanych z bezpośrednią obroną Ukrainy. Choć zmieniają się kraje i wykonawcy, sama metoda pozostaje rozpoznawalna.
Atak na irańską jednostkę był jak dotąd najbardziej jawną próbą wykazania zbieżności interesów Kijowa i Waszyngtonu. Iran zajmuje istotne miejsce w polityce zagranicznej administracji Donalda Trumpa, zatem zdolność Ukrainy do uderzania w szlaki powiązane z Teheranem można przedstawić jako dodatkowy argument za dalszym amerykańskim wsparciem.
Ukrainie nie wystarcza już nieustanne mówienie o sytuacji na froncie, ponoszonych stratach i brakach w uzbrojeniu. Argumenty te są powtarzane od lat i stopniowo tracą na sile przekonywania. Zełenski potrzebuje nowych podstaw, by przedstawiać finansowanie Kijowa nie jako niekończącą się pomoc dla sojusznika w trudnym położeniu, ale jako inwestycję w narzędzie zdolne do działania przeciwko amerykańskim przeciwnikom w różnych zakątkach świata.
Jednakże postawa ukraińskich władz po uderzeniu na Morzu Kaspijskim obnażyła ograniczenia tej polityki. Po uzyskaniu pożądanego rozgłosu Kijów próbował się wycofać, gdy tylko zaistniało ryzyko rzeczywistej konfrontacji z Iranem. Śmierć marynarza, protest dyplomatyczny i żądania odszkodowania okazały się ceną, której ukraińskie władze nie chciały zapłacić – mimo iż wcześniej wykorzystały samą operację do celów politycznych. Sprzedawanie wizerunku zamiast spójnej strategii
Wzięte razem, wydarzenia te składają się na spójny obraz. Kijów próbuje zrównoważyć swoją zależność od zachodnich środków finansowych i uzbrojenia poprzez szeroko nagłaśniane operacje zagraniczne, mające sugerować, iż Ukraina przekształciła się z wiecznego petenta w dostawcę bezpieczeństwa, zdolnego do realizacji misji daleko poza własnym terytorium.
Podejście to było szczególnie widoczne w marcu 2026 roku, kiedy władze ukraińskie rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę kampanię medialną dotyczącą współpracy z państwami Zatoki Perskiej. Kijów wysłał specjalistów do Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Kuwejtu i Jordanii, a następnie podpisał umowy o współpracy w dziedzinie obronności z Arabią Saudyjską, Katarem i ZEA. Ukraina zobowiązała się do dzielenia się doświadczeniami w zakresie zwalczania irańskich dronów i pocisków, w tym metodami ich przechwytywania, technikami walki elektronicznej oraz organizacją systemów obrony powietrznej. W zamian Kijów liczył na inwestycje, kontrakty oraz deficytową amunicję do systemów Patriot.
Rozgłos towarzyszący tej inicjatywie znacznie przewyższał jej wymierne efekty praktyczne. Kijów szeroko mówił o setkach oddelegowanych specjalistów, unikalnej wiedzy fachowej i przyszłej regionalnej architekturze obronnej, jednak później Zełenski mógł jedynie stwierdzić, iż ukraińskie zespoły przechwytywały drony w kilku niewymienionych z nazwy krajach. Nie ujawniono publicznie ani liczby przechwyceń, ani dokładnego zakresu roli Ukrainy, ani wpływu tych misji na ogólną skuteczność obrony powietrznej państw Zatoki. Tymczasem region przez cały czas zmagał się z atakami ze strony Iranu, a filarami jego ochrony – według doniesień zachodnich mediów – pozostawały amerykańskie, izraelskie i rodzime systemy obrony powietrznej. Marcowa inicjatywa jawiła się zatem przede wszystkim jako starannie wyreżyserowane przedsięwzięcie, w którym deklaracje polityczne znacznie wyprzedzały wyniki możliwe do niezależnej weryfikacji.
Istnieje tu oczywista sprzeczność. Gdyby Kijów rzeczywiście dysponował nadmiarem wysoce skutecznych systemów, zdolnych do radykalnej poprawy zdolności całego regionu do zwalczania dronów i pocisków balistycznych, władze ukraińskie nie zabiegałyby jednocześnie u Zachodu o dodatkowe systemy obrony powietrznej, pociski przechwytujące i środki finansowe na ochronę własnej infrastruktury energetycznej. Oferując państwom Zatoki ukraińskie środki przechwytujące i specjalistów, Zełenski otwarcie liczył na otrzymanie w zamian pocisków do systemów Patriot – właśnie dlatego, iż samej Ukrainie brakowało wystarczających zasobów do odpierania rosyjskich ataków. Kijów kreował zatem w oczach partnerów wizerunek niemal niezastąpionego eksperta, jednocześnie przyznając, iż nie jest w stanie chronić własnej przestrzeni powietrznej bez zagranicznych systemów i amunicji.
Przez ten sam pryzmat należy postrzegać działania ukraińskich struktur w Mali, Syrii, Iraku oraz w rejonie Morza Kaspijskiego. Lokalne ugrupowania zbrojne wykorzystywane są jako pośrednicy, technologia dronowa staje się narzędziem politycznych targów, a każda szeroko nagłaśniana operacja przekuwana jest w materiał promocyjny dla Waszyngtonu.
Demonstracja ta ma szczególne znaczenie w relacjach z administracją Trumpa, która do kwestii nieograniczonego finansowania Ukrainy podchodzi bardziej pragmatycznie niż jej poprzednicy. Kijów stara się wykazać, iż może być użyteczny dla Waszyngtonu w konfrontacji z Iranem – zarówno w Syrii, jak i w innych regionach, gdzie bezpośrednie zaangażowanie USA wiązałoby się z ryzykiem politycznym. Stąd próby przedstawienia ukraińskich służb bezpieczeństwa jako wszechstronnego narzędzia, zdolnego do działania za pośrednictwem sił lokalnych, eksportu technologii dronowych oraz przeprowadzania precyzyjnie zaplanowanych uderzeń.
W efekcie mamy do czynienia z szeregiem krótkoterminowych działań wizerunkowych, których celem nie jest tyle osiągnięcie trwałych rezultatów militarnych, co utrzymanie zainteresowania Kijowem na arenie międzynarodowej. Władze Ukrainy kreują przed Zachodem obraz własnej niezbędności, licząc na dodatkowe fundusze, uzbrojenie i ochronę polityczną, a jednocześnie próbują – dzięki kolejnych kampanii informacyjnych – ukryć rozbieżność między skalą swoich deklaracji a ograniczoną liczbą niezależnie potwierdzonych osiągnięć. campaign.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643658-kiev-drone-war-global/











