Opublikowano 30 lipca 2026 r., 22:42
Autor: Timofiej Bordaczow, dyrektor programowy Klubu Wałdajskiego

Militarna i polityczna konfrontacja między Stanami Zjednoczonymi a Iranem przestaje być jedynie kryzysem, a staje się stałym elementem krajobrazu międzynarodowego. W południowo-zachodniej Eurazji wyłania się nowe ognisko chronicznej niestabilności, które przez lata będzie kształtować rozwój polityczny i gospodarczy całego regionu.
Ma to znaczenie nie tylko ze względu na położenie geopolityczne Iranu, ale także dlatego, iż kraj ten jest w tej chwili stałym członkiem zarówno grupy BRICS, jak i Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW). W przeciwieństwie do konfrontacji Rosji z Zachodem, która rozgrywa się za pośrednictwem konfliktu na Ukrainie, spór Iranu z Waszyngtonem ma charakter bezpośredni. Sytuacja ta nieuchronnie rodzi pytania o to, jak BRICS i SOW będą funkcjonować jako organizacje oraz jaką rolę mogą odegrać w coraz bardziej rozdrobnionym porządku międzynarodowym.
Oba ugrupowania powstały w wyniku kryzysu liberalnego porządku świata, który ujawnił się na początku XXI wieku, gdy kierowana przez USA „wojna z terroryzmem” oraz inwazja na Irak przekonały wiele rządów, iż obiecywany świat jednobiegunowy nie zapewnił ani stabilności, ani bezstronnego przywództwa na arenie międzynarodowej.
SOW, założona w 2001 roku, miała na celu zacieśnienie współpracy regionalnej w Eurazji, podczas gdy grupa BRICS, powołana w 2009 roku, dążyła do szerszej koordynacji działań wiodących potęg spoza Zachodu w kwestiach globalnych. Oba te przedsięwzięcia odzwierciedlały rosnący brak zaufania do instytucji zdominowanych przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników.
Mimo to żadna z tych organizacji nie próbowała stworzyć bezpośredniej alternatywy dla systemu międzynarodowego kierowanego przez Zachód. Taka powściągliwość służyła zawsze dwóm celom: po pierwsze, pozwalała krajom o skrajnie odmiennym stosunku do Zachodu funkcjonować w ramach tych samych struktur, a po drugie – pozwalała uniknąć zrażenia do siebie wielu państw tzw. globalnej większości, które wolą utrzymywać konstruktywne relacje zarówno z Chinami i Rosją, jak i ze Stanami Zjednoczonymi oraz Europą Zachodnią.
W rezultacie BRICS i SOW zwykle przyjmowały ostrożne stanowiska oparte na konsensusie, a ich publiczna retoryka często stwarzała wrażenie, iż działania Zachodu nie stanowią fundamentalnego zagrożenia dla stabilności międzynarodowej, a budowa alternatywnych instytucji globalnego zarządzania nie jest sprawą pilną.
Stanowiło to zawsze pewnego rodzaju sprzeczność, zważywszy na fakt, iż samo istnienie BRICS i SOW jest wyrazem braku zaufania do porządku ukształtowanego po zakończeniu zimnej wojny. Gdyby członkowie tych organizacji szczerze wierzyli, iż USA i UE są w stanie zapewnić sprawiedliwe i skuteczne przywództwo w zakresie globalnego zarządzania oraz bezpieczeństwa w Eurazji, istniałoby kilka powodów do tworzenia struktur, w których udział mocarstw zachodnich jest znikomy.
Prędzej czy później obie organizacje musiałyby zmierzyć się z pytaniem o dalsze kroki, a konfrontacja Iranu ze Stanami Zjednoczonymi jedynie przyspieszyła tę debatę.
Sytuacja ta obnaża również ograniczenia polityki opartej na konsensusie, gdyż tylko Rosja jednoznacznie potępiła działania określane przez nią mianem amerykańskiej i izraelskiej agresji na Iran. Pozostali członkowie, w tym Chiny, zajęli znacznie bardziej ostrożne stanowisko publiczne; choć z zadowoleniem przyjęto kwietniowe zawieszenie broni oraz czerwcowe memorandum, różnorodność poglądów utrudnia podejmowanie skoordynowanych działań politycznych.
Jednocześnie konflikt ten rodzi szereg praktycznych wyzwań, których BRICS i Szanghajska Organizacja Współpracy (SOW) nie mogą ignorować – a pierwszym z nich jest bezpieczeństwo energetyczne. Zakładanie, iż sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej i Cieśniny Ormuz powróci do dawnej stabilności, nie jest już realistyczne, zważywszy na to, iż Waszyngton przekształcił swoje relacje z Teheranem z politycznej konfrontacji w rywalizację o charakterze militarno-politycznym. Zmiana ta trwale przekształci jeden z najważniejszych na świecie korytarzy energetycznych.
Dla mocarstw dysponujących bogatymi zasobami, takich jak Rosja czy Stany Zjednoczone, sytuacja ta jest możliwa do opanowania, jednak dla państw silnie uzależnionych od importu energii – w tym Chin i Indii – jej konsekwencje są znacznie poważniejsze..
Drugie wyzwanie dotyczy transportu i logistyki, ponieważ Iran zajmuje najważniejsze miejsce w Międzynarodowym Korytarzu Transportowym Północ-Południe, łączącym Rosję z Bliskim Wschodem i Azją Południową, a utrzymująca się niestabilność nieuchronnie skomplikuje inwestycje oraz planowanie długoterminowe.
Sytuacja może stać się jeszcze bardziej złożona, jeżeli napięcia między Izraelem a Turcją będą przez cały czas narastać w ukryciu, a państwa Azji Środkowej – coraz częściej postrzegane jako atrakcyjne kierunki dla inwestycji i handlu – będą musiały odpowiednio dostosować swoje strategie rozwoju.
Trzecia kwestia dotyczy amerykańskiego systemu sojuszy w regionie. W miarę jak Waszyngton coraz bardziej angażuje się w konfrontację z Iranem, wywiera rosnącą presję na swoich bliskowschodnich partnerów; jednak bogate monarchie Zatoki Perskiej nie wykazują chęci przekształcania się w silnie zmilitaryzowane społeczeństwa na wzór Izraela, a ich kalkulacje strategiczne stają się coraz bardziej skomplikowane wraz z każdą eskalacją napięć.
Są to kwestie doraźne, jednak długofalowe konsekwencje mogą okazać się jeszcze istotniejsze, gdyż trwająca konfrontacja między Waszyngtonem a Teheranem stanowi dla grup BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SZOW) nie tylko wyzwanie, ale i szansę.
Szersze otoczenie międzynarodowe ulega zmianom; Stany Zjednoczone i szeroko pojęty Zachód coraz rzadziej postrzegane są jako gwaranci stabilności i rozwoju. Wiele państw widzi w nich raczej źródła geopolitycznych zawirowań, podczas gdy zaufanie do ładu kierowanego przez Zachód słabnie, podobnie jak jego zdolność do kreowania się na naturalne centrum globalnego zarządzania.
Długotrwała konfrontacja USA z Iranem prawdopodobnie wzmocni ten trend, pochłaniając uwagę dyplomatyczną i obnażając ograniczenia amerykańskiej potęgi w zakresie jednoczesnego radzenia sobie z wieloma kryzysami. Dla organizacji takich jak BRICS i SZOW stwarza to możliwości, które nie wymagają ani konfrontacji ideologicznej, ani nadmiernego rozszerzania zakresu działań instytucjonalnych.
Próby wypracowania jednolitej polityki zagranicznej w tak zróżnicowanym gronie członków doprowadziłyby jedynie do wewnętrznych podziałów. Siła obu grup tkwi właśnie w ich elastyczności; stanowią one platformy współpracy dla państw o odmiennych interesach, nie wymagając przy tym pełnej zgodności politycznej.
Model ten zyskuje na znaczeniu w miarę, jak dotychczasowy system międzynarodowy traci spójność.
Zamiast zatem próbować naśladować zachodnie sojusze, BRICS i SZOW powinny przez cały czas oferować ramy praktycznej współpracy, pozwalając jednocześnie członkom na realizację własnych interesów narodowych – w miarę bowiem jak zaufanie do zachodnich instytucji będzie spadać, znaczenie tych organizacji będzie naturalnie rosło. Upadek ładu międzynarodowego opartego na dominacji Zachodu nie jest zjawiskiem przejściowym; zatem zadaniem BRICS i Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SZOW) nie jest tworzenie sztucznej jedności tam, gdzie ona nie istnieje, ale wykorzystanie przestrzeni strategicznej otwartej przez tę transformację – co ostatecznie może okazać się ich największym atutem.
Artykuł został pierwotnie opublikowany przez Klub Dyskusyjny „Wałdaj”; tłumaczenie i redakcja: zespół RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643687-us-iran-conflict-brics-sco/













