Grzegorz Braun został wezwany na wtorek 25 sierpnia do krakowskiego IPN jako podejrzany. Prokurator ma przedstawić mu zarzuty, najpewniej związane z publicznym negowaniem komór gazowych w Auschwitz. To sprawa o granicę wolności słowa tam, gdzie zaczyna się fałsz uderzający w pamięć ofiar.
IPN wzywa europosła do Krakowa
Grzegorz Braun ma stawić się we wtorek 25 sierpnia w siedzibie krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Jak podała Wirtualna Polska, polityk został wezwany w charakterze podejrzanego, a prokurator ma przedstawić mu zarzuty. IPN nie ujawnił oficjalnie ich treści. Według doniesień mediów sprawa ma dotyczyć wypowiedzi Brauna o niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau.
To trzeba postawić jasno. Polska prawica ma obowiązek bronić wolności debaty, także wtedy, gdy liberalne salony chciałyby kneblować niewygodne poglądy. Ale wolność nie jest prawem do deptania prawdy historycznej. W polskiej pamięci Auschwitz nie jest rekwizytem do politycznej prowokacji. Jest miejscem niemieckiej zbrodni, cierpienia ofiar i świadectwem, którego nie wolno rozpuszczać w medialnym widowisku.
Zarzuty i granica prawa
Według Onetu, rzecznik IPN potwierdził, iż europoseł ma usłyszeć zarzuty w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie. Media wiążą sprawę z wypowiedzią z lipca 2025 r., w której Braun nazwał przekaz o Auschwitz i komorach gazowych fałszem.
Polskie prawo nie traktuje negowania zbrodni nazistowskich jak zwykłej polemiki historycznej. Art. 55 ustawy o IPN przewiduje odpowiedzialność za publiczne i sprzeczne z faktami zaprzeczanie zbrodniom, o których mówi ustawa. O tym, czy zachowanie Brauna spełnia te znamiona, rozstrzygną organy postępowania. Politycznie jednak szkoda już została wyrządzona. Pamięć historyczna nie może być zabawką w rękach człowieka budującego rozgłos na przekraczaniu kolejnych granic.
W tej sprawie potrzebna jest precyzja. Braun ma status osoby podejrzanej, nie skazanej. Państwo ma działać według prawa, bez pokazówek i bez politycznej zemsty. Tak właśnie wygląda różnica między twardym państwem a państwem emocjonalnym. Pierwsze pilnuje faktów i procedur. Drugie poluje na wroga dnia.
Auschwitz nie jest polem do prowokacji
Dyrektor Muzeum Auschwitz dr Piotr Cywiński złożył wcześniej zawiadomienie w sprawie wypowiedzi europosła. Równolegle toczył się wątek cywilny. Jak relacjonowała Rzeczpospolita, Sąd Apelacyjny w Krakowie 3 czerwca 2026 r. częściowo zmienił zabezpieczenie wydane na wniosek muzeum, ale utrzymał ograniczony zakaz dotyczący rozpowszechniania twierdzeń godzących w jego dobre imię.
Dla obozu narodowego to temat szczególnie niewygodny, ale właśnie dlatego trzeba mówić bez uników. Polska racja stanu od lat domaga się prawdy o II wojnie światowej: o niemieckiej odpowiedzialności, o polskich ofiarach, o kłamstwie przerzucającym winę na naród polski. Nie da się skutecznie walczyć z fałszowaniem historii, jeżeli równocześnie toleruje się własne fantazje uderzające w ustalone fakty zbrodni niemieckich.
DN wielokrotnie pisał o pracy IPN, choćby przy okazji tego, jak polska pamięć wraca na Hołosko. Sens tej pracy jest prosty: wydobywać prawdę z zapomnienia, a nie produkować polityczne zamglenie. Dotyczy to Wołynia, Żołnierzy Wyklętych, ofiar komunizmu i ofiar niemieckiego nazizmu. Naród, który chce być traktowany poważnie, sam musi poważnie traktować własną pamięć.
Prawica nie może bronić błędu
Zwolennicy Brauna zapowiedzieli pikietę poparcia przed krakowskim IPN. Mają do tego prawo. Ale poparcie polityczne nie powinno zwalniać z elementarnego rachunku sumienia. W polskim interesie nie leży tworzenie kolejnego teatru, w którym każdy zarzut wobec swojego polityka uznaje się za zamach na wolność, a każdą krytykę za spisek wrogów.
Wcześniejsze sprawy prokuratorskie Grzegorza Brauna pokazywały, iż polityk od dawna buduje swoją pozycję na konflikcie z instytucjami państwa. Czasem taki konflikt odsłania realne nadużycia władzy. Czasem jest tylko paliwem dla osobistej marki. Tutaj stawką jest coś poważniejszego niż popularność jednego europosła: wiarygodność polskiej prawicy w obronie prawdy historycznej.
Jeżeli IPN ma zarzuty, powinien je przedstawić jasno. o ile obrona Brauna ma argumenty, niech używa ich w postępowaniu, a nie w krzyku ulicznym. Polska potrzebuje instytucji, które ścigają kłamstwo o zbrodniach, ale nie zamieniają prawa w propagandę. Potrzebuje też prawicy, która rozumie, iż suwerenność narodu opiera się na prawdzie. Bez niej zostaje tylko hałas.
Źródło: Wirtualna Polska, Onet, Rzeczpospolita, ISAP Sejm.
Źródło: WP Wiadomości










