Bożena Ratter: 19 października Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych

solidarni2010.pl 1 tydzień temu
Felietony
Bożena Ratter: 19 października Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych
data:21 października 2026 Redaktor: Anna

Do ataku przygotowywali się od dłuższego czasu. Większość tych kościołów była drewniana. Podpalano je, a zgromadzeni w nich ludzie ginęli w płomieniach. Część ludzi uratowała się, bronili się dosłownie gołymi rękami. Przecież ci, którzy przyszli na mszę, żadnej broni nie mieli ze sobą. Oni nie chcieli walczyć, tylko się modlić. Większość wiernych zgromadzonych w kościołach jednak wymordowano. Zamordowano też wielu kapłanów w czasie mszy świętej. Są bardzo dokładne opisy, jak wyglądała męczeńska śmierć w trakcie Eucharystii- w hołdzie „bohaterom, niezłomnym obrońcom wiary i niepodległej Polski ” - 19 października Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych.

Niezłomnymi obrońcami wiary i powierzonych im wiernych, były osoby duchowne i zakonne obrządku łacińskiego zamordowane przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939 -1945. Z zebranych danych archiwalnych wynika, iż ofiarami ukraińskich ludobójców, opętanych nienawiścią do Boga i człowieka, nie będącego etnicznie rusinem /Ukraińcem, było 175 osób duchownych. Czy ten niezaprzeczalny fakt historyczny został uwzględniony w zintegrowanej platformie edukacyjnej w programie „Brzemię białego człowieka”?

„Narodowa świadomość i potrzeba budowania oraz realizowania pozytywnej polityki historycznej zmusza do wydobycia z mroków zapomnienia należnej pamięci o ofiarach totalitarnych systemów XX wieku, które bezpośrednio dotknęły mieszkańców ziem polskich i zostały wchłonięte przez dramaturgię misterium iniquitatis” – słowa recenzji pracy naukowej Profesora ks. Józefa Mareckiego.

Niektóre kościoły były murowane. Ich ruiny dzisiaj są takimi niemymi świadkami tamtych wydarzeń, świadectwami tego, co się wtedy działo. Według słynnego powiedzenia, iż jak ludzie milczeć będą, to kamienie będą wołać- walczący o prawdę ks Tadeusz Isakowicz Zaleski. Milczą wybierani przez nas i opłacani do pełnienia funkcji w zarządzaniu państwem i bezpieczeństwem obywateli, jego nauką i edukacją, milczą również duchowni.

Obserwujemy obraz zniszczeń i aktów wandalizmu, palenia i grabieży, niszczenia sklepów , siedziby urzędów lub firm we Francji – a to niewielka skala tego, czego dokonali w 4000 miejscowościach (2000 zrównanych z ziemią, by żaden ślad po Laszkach nie został) nacjonaliści ukraińscy z Waffen SS Galizien, Nachtigall, Rolland, banderowcy OUN UPA i czerń ukraińska z sierpami, piłami, siekierami. Różnica polega na tym, iż były to działania mordercze, w celu usunięcia Lachów do 7 pokolenia i zniszczenia śladów po nich!! Dla pierzyny i krowy!

Dowódca kurenia UPA Iwan Kłymczak, który kierował akcją „oczyszczenia” po wymordowaniu Polaków w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej lakonicznie meldował do centrali OUN-u, iż „30.08.1943 przeprowadziłem akcję we wsi Wola Ostrowiecka i Ostrówki gołowniańskiego rejonu. Zlikwidowałem wszystkich Polaków od małego do starego. Wszystkie budynki spaliłem, mienie i chudobę zabrałem dla potrzeb kurenia”.

Tak zginął też ksiądz Czuba. Bandyci spalili doszczętnie kościół, który był drewniany wraz ze wszystkim co tam było. Długo leżały na pogorzelisku zwęglone zwłoki tych ludzi nie pogrzebane, bo nie było nikogo, kto by oddał im te przysługę. Polaków nie było, a Ukraińcy nie chcieli; opowiadał jeden z uciekinierów, który podobno jeszcze w dwa tygodnie przechodząc koło tego miejsca, oglądał zwęglone częściowo zwłoki księdza Czuby, które mógł rozpoznać. Co się z nimi stało później nie wie, gdyż nikt z tej miejscowości nie pokazał się. Zanim napastnicy spalili modrzewiową świątynię, dokonali profanacji Najświętszego Sakramentu, zrabowali naczynia i szaty liturgiczne, z których to szat rodziny członków UPA uszyły później bieliznę.

W wyniku denuncjacji Ukraińców, fałszywych oskarżeń o współpracę z wrogiem i innych „antypolskich” działań, do niemieckich i sowieckich więzień trafiło kilkaset osób duchownych i zakonnych obrządku łacińskiego, z których śmierć poniosło 60 osób.

Nie ma żadnego krzyża, pomnika na dołach śmierci, gdzie porzucono ciała zamordowanych Polaków. To są rowy, to są bagna, to są studnie, rozebrane fundamenty, gdzie wrzucano ciała ludzkie, ciała rozszarpane przez zwierzęta, ciała częściowo pochowane.

Było to po Wielkanocy. Wieczorem ks. Jachuła był na kolacji u swoich parafian. Ci radzili mu, aby został i przenocował, spodziewano się bowiem napadu band UPA. Ks. Jachuła krótko odpowiedział: „Dobry pasterz nie zostawia swoich owieczek”. W swojej parafii miał on zarówno parafian Polaków, jak i Rusinów.

O godz. 3 rano liczne oddziały UPA otoczyły Chodywańce (k. Tomaszowa Lubelskiego) ze wszystkich stron. Rozpoczęła się straszna rzeź Polaków, którzy nie zdążyli uciec lub się schować. Między schwytanymi był ksiądz z naszej parafii Jakub Jachuła. Padło wówczas 36 osób schwytanych przez Ukraińców. Ustawiono ich nad wcześniej wykopanym przez miejscowych Ukraińców dołem i zastrzelono. Straszną śmierć zgotowali Ukraińcy naszemu księdzu. Najpierw wlekli go do lasu. po drodze znęcając się nad nim. Później wesoło się bawiąc, przystąpili do wymierzania męczeńskiej śmierci księdzu. Po kawałku obcinali mu uszy i ręce. Na koniec, zemdlonego przerżnęli piłą, obserwując, jak wychodzą z księdza jelita. W tych ciężkich cierpieniach konał.

Gdzie był zagrzebany, wskazała pewna ruska kobieta, którą Ukraińcy zabrali do swego obozu jako kucharkę. Z jej też opowiadania dowiedziałam się, jak Ukraińcy żałowali, iż nie mogli sobie zrobić podobnego widowiska z nauczycielki. Ta im umknęła. Po wojnie ja i kilka osób z Chodywaniec byliśmy wzywani do parafii w Tomaszowie Lubelskim. Tam opowiadaliśmy o męczeńskiej śmierci księdza. Długo czekaliśmy, iż może ksiądz będzie kanonizowany. Do końca został wśród swoich owieczek i to on spośród nich poniósł najbardziej okrutną i męczeńską śmierć. Po śmierci ks. Jachuły przez kilka tygodni parafia nie była obsadzona przez duszpasterzy, bowiem Ukraińcy grozili, iż zabiją każdego polskiego kapłana, który przybędzie do Chodywaniec.

Męczeńską śmierć poniosły Siostry Niepokalanki z Jazłowca. Przecięte piłą, porąbane na kawałki, tylko fragmenty znaleziono. Nie ma tych upamiętnień i nie ma dobrej woli. Nie ma dobrej woli także w narodzie polskim i w kolejnych władzach, aby postawić nie tylko pomniki w dużych miastach, ale by stawiać pomniki choćby na ziemi polskiej, gdzie Polacy zostali zamordowani. Panuje wielkie zakłamanie. To było zbiorowe opętanie, bo normalny człowiek nie byłby w stanie tego zrobić, choćby na fali jakiegoś indywidualnego zła, na fali jakiejś zemsty osobistej. Nie może dokonać adekwatnie czegoś takiego, co zrobiono, co zaprogramowano. Bo proszę pamiętać, 11 lipca 1943 roku to było apogeum, była napaść – w ciągu jednego dnia, o tej samej godzinie na 113 miejscowości, na kilkadziesiąt kościołów. Wobec tej zasadniczej różnicy religii czy tylko etyki i cywilizacji polskiej i ukraińskiej, wizja unii polsko ukraińskiej czy tzw. pojednania wydaje się być upiorną. (ks. prof. Józef Marecki)

Zbiorowe opętanie dotyczy również polskich polityków i kryptopolaków reprezentujących mniejszości oraz tzw. doradców i specjalistów oraz ich media, którzy systematycznie negują, ukrywają, fałszują i usprawiedliwiają ludobójstwo ukraińskich szowinistów

Bożena Ratter
Idź do oryginalnego materiału