Bomba ekologiczna tyka w Małopolsce. Kto posprząta po mafii śmieciowej?

2 godzin temu

Pogarsza się stan pojemników z niebezpiecznymi substancjami w hali magazynowej w Olkuszu (woj. Małopolskie). Pod przykrywką legalnej działalności zgromadziła je tam mafia śmieciowa. Odpady ma usunąć burmistrz, ale jak udało nam się dowiedzieć, gmina znów nie uzyskała dofinansowania, a sama kosztów nie udźwignie.

160 mauzerów, a w nich chemikalia. Taka bomba ekologiczna tyka w hali magazynowej przy alei 1000-lecia w Olkuszu: niespełna dwa kilometry od rynku.

Niebezpieczne substancje zostały tutaj zgromadzone pod przykrywką legalnej działalności, za którą, jak się z czasem okazało, stała mafia śmieciowa.

Hala należy do firmy z tradycjami: Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych „Emalia”. Została wynajęta na magazyn, a mauzery były do niej dostarczane ciężarówkami, oklejonymi logiem państwowej firmy. Tak opowiadał w mediach prokurent fabryki: Paweł Cader.

– Nawieziono tutaj 160 mauzerów w wyniku działalności przestępczej. Firmy okazały się być postawione na tzw. słupy, które były zarejestrowane w Katowicach. Proceder był bardzo dobrze rozegrany. My nie możemy zrobić nic w świetle prawa. Nie możemy tych mauzerów choćby dotykać – przekonywał w rozmowie z dziennikarką polsatowskiej „Interwencji”.

Najgorsze, iż w pobliżu przepływa rzeka – powiedział nam Cader, którego spotkaliśmy w sklepie firmowym Emalii.

Podpisanie umowy na wynajem hali opisał tak: – Przyszli normalni goście, którzy mają firmę zarejestrowaną pięć lat i która ma obroty. Okazało się, iż posługiwali się podrobionymi dokumentami.

Jak podawał Polsat, prokuratura nie ustaliła rzeczywistych sprawców, którzy ponieśliby koszt utylizacji chemicznych odpadów.

  • Czytaj także: Zwożą tu śmieci z całej Europy. „Tekstylia, opony, auta i elektronika”

Problem dla całej społeczności

Olkuscy urzędnicy mówią wprost: to sprawa trudna dla całej społeczności i wielowątkowa, a postępowania administracyjne toczą się już od 2019 roku. To właśnie wtedy gmina dowiedziała się o nielegalnym gromadzeniu niebezpiecznych odpadów.

– Już na tamtym etapie wydawane były decyzje, w których nakazywano ich niezwłoczne usunięcie: zarówno z hali magazynowej, jak i z pojazdu ciężarowego – przypomina Michał Latos, rzecznik prasowy Urzędu Miasta i Gminy w Olkuszu.

Z odpadami zalegającymi na ciężarówce gmina już się uporała. Zostały usunięte w lipcu 2024 roku, a następnie przekazane „do uprawnionego odbiorcy w celu ich unieszkodliwienia”.

O tym, z jak poważnym zagrożeniem mieliśmy do czynienia, świadczy chociażby poniższy cytat z komunikatu Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie: „Przeładunek został przeprowadzony w sposób bezpieczny dla zdrowia i życia ludzi oraz środowiska”.

Mauzery o pojemności tysiąca litrów na szczęście nie uległy rozszczelnieniu: ani podczas długiego magazynowania, ani w trakcie usuwania.

Łącznie wywiezionych zostało 12 pojemników. Koszt? Urzędnicy wyliczyli go na ponad 77 tys. złotych. Michał Latos informuje, iż za całą procedurę zapłaciła gmina, ale będzie chciała te pieniądze odzyskać od Emalii: ciężarówka znajdowała się na jej terenie.

  • Czytaj także: Sprawdzili, czy Polacy wciąż spalają śmieci. Zaskakujące dane

Koszty ponoszą wszyscy

W pierwszej kolejności urzędnicy dążyli do tego, żeby odpady zostały usunięte przez osoby, które je tutaj przywiozły. Z czasem wyszło na jaw, iż proceder był bardzo sprawnie i wielopoziomowo zorganizowany.

– Postępowanie prowadzone przez gminę Olkusz wobec osoby wskazywanej jako najemca hali było nieskuteczne, ponieważ osoba ta pełniła rolę tzw. „słupa”. Tego rodzaju okoliczności w sposób oczywisty znacząco utrudniają dochodzenie odpowiedzialności w ramach postępowań administracyjnych – podkreśla Latos.

Dodaje, iż dodatkowo niemal każda decyzja burmistrza była zaskarżana, co istotnie wydłużało cały proces.

Ostatecznie obowiązek usunięcia odpadów spadł właśnie na gminę. To efekt obowiązującego prawa.

– Przepisy stanowią, iż w sytuacji zagrożenia, a także wówczas, gdy egzekucja obowiązku od faktycznych sprawców okazuje się nieskuteczna, organ wykonawczy gminy – w tym przypadku burmistrz – podejmuje działania zastępcze – informuje w rozmowie ze Smoglabem rzecznik urzędu.

Wskazuje, iż w założeniu ustawodawcy miał to być mechanizm ochronny dla mieszkańców. – W praktyce oznacza on jednak, iż konsekwencje nielegalnej działalności grupy przestępczej, operującej nie tylko w Olkuszu, ale również w innych częściach kraju i za granicą, spadają na urząd, a więc pośrednio na wszystkich mieszkańców – dodaje nasz rozmówca.

Jakie mogą być koszty usunięcia odpadów z hali magazynowej? Michał Latos twierdzi, iż najbardziej wiarygodnych danych dostarczyło urzędnikom postępowanie, które dotyczyło pozbycia się niebezpiecznych substancji z ciężarówki.

Obecnie mówimy o kwocie rzędu 6,5 mln złotych, przy czym pełną pewność będziemy mieć dopiero po rozstrzygnięciu przetargu. Wcześniej posługiwaliśmy się różnymi szacunkami, opartymi m.in. na doświadczeniach innych miast, gdzie podobne działania kosztowały od kilkunastu do choćby kilkudziesięciu milionów złotych – twierdzi rzecznik.

W wypowiedziach urzędników dla Polsatu pojawiała się kwota choćby 50 mln złotych.

– Niezależnie od tego, czy mówimy o kilku, czy kilkunastu milionach złotych, budżet gminy Olkusz nie jest w stanie udźwignąć takiego wydatku bez poważnych konsekwencji dla realizacji inwestycji oraz usług publicznych. Dlatego od początku podejmowane były działania zmierzające do obciążenia kosztami podmiotów faktycznie odpowiedzialnych za zwiezienie odpadów do Olkusza, a równolegle – do pozyskania środków z budżetu państwa – przekonuje Michał Latos.

Gmina złożyła wniosek o dofinansowanie, jednak nie uzyskała wsparcia w pierwszym naborze. – w tej chwili trwa drugi nabór, do którego gmina również przystąpiła. Rozstrzygnięcia spodziewamy się na początku bieżącego roku – informował nas rzecznik urzędu w styczniu.

Kolejna wiadomość przyniosła niestety złe informacje. – Nie otrzymaliśmy dofinansowania z Ministerstwa Klimatu i Środowiska – przekazał nam Latos.

Wniosek Olkusza będzie brany pod uwagę, gdy pojawią się kolejne pieniądze.

– Będziemy trzymać rękę na pulsie i ewentualnie szukać innych możliwości pozyskania dofinansowania – zapewnił nas rzecznik.

Musi powstać ekspertyza

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska potwierdza w korespondencji ze Smoglabem, iż to burmistrz powinien doprowadzić do usunięcia odpadów z hali.

Rzeczniczka prasowa WIOŚ Magdalena Gala twierdzi, iż inspektorat nie jest adekwatny do tego, żeby ocenić, ile będzie kosztowało pozbycie się niebezpiecznych substancji.

– Konieczne jest wykonanie ekspertyzy, która pozwoli jednoznacznie ustalić, co znajduje się w pojemnikach oraz jaki będzie koszt usunięcia i zagospodarowania odpadów – twierdzi nasza rozmówczyni.

Jakiś czas temu strażacy oraz pracownicy Centralnego Laboratorium Badawczego Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska sprawdzili warunki, jakie panują w hali. Użyli do tego spektrometru podczerwieni, który służy do wykrywania skażeń chemicznych w powietrzu.

– W wyniku przeprowadzanej oceny nie stwierdzono występowania związków niebezpiecznych. W związku z powyższym inspektorzy WIOŚ mogli przeprowadzić w hali rozpoznanie zmagazynowanych w niej substancji. Ocena wizualna oraz badania identyfikacyjne pozwoliły określić, iż w hali zalegają różnego rodzaju odpady inne niż niebezpieczne oraz niebezpieczne – podkreśla Magdalena Gala.

Pojemniki i beczki z odpadami zostały zmagazynowane piętrowo – na wysokość od 4 do 5 kondygnacji – i to w kilku rzędach. Inspektorzy twierdzą, iż nie było możliwości ich przemieszczenia. – Z tego powodu jedynie szacunkowo oceniono masę zmagazynowanych odpadów na około 160 ton – dodaje rzeczniczka.

Cykliczne kontrole w hali

Od 2019 roku inspekcja ochrony środowiska wielokrotnie kontrolowała halę, m.in. przy udziale policjantów i strażaków. Chodziło o monitorowanie „zwiększającego się zagrożenia związanego z nielegalnym magazynowaniem tak dużej ilości niebezpiecznych odpadów”.

– Na pewnym etapie nasilono prowadzone w tym miejscu działania poprzez cykliczne, comiesięczne wizje terenowe – dodaje Magdalena Gala.

W efekcie burmistrz został poinformowany o pogarszającym się stanie pojemników oraz rosnącym ryzyku zawalenia się ułożonych w wysokich rzędach mauzerów i beczek.

Zwracano się do burmistrza o przeprowadzenie pilnych działań. Ze swojej strony Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie zrobił wszystko, co mógł – twierdzi nasza rozmówczyni. I zapowiada dalsze wizje terenowe.

– Podkreślam jednak, iż jedynym organem, który ma możliwość doprowadzenia do skutecznego usunięcia odpadów z tego miejsca, jest burmistrz Olkusza – podsumowuje Gala.

Na teren hali nie weszliśmy, ale widzieliśmy jej wnętrze przez niewielki otwór. Już z tego miejsca było czuć nieprzyjemny zapach. Na wykonanych przez nas zdjęciach widać zdeformowane mauzery, które spadły z wyższych kondygnacji.

Co z zagrożeniem dla mieszkańców i pracowników pobliskich firm?

– Wiemy, dzięki monitoringowi prowadzonemu przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, straż pożarną oraz policję, iż nie stwierdzono bezpośredniego skażenia środowiska ani zagrożenia zdrowia mieszkańców. Badania prowadzone są regularnie, z wykorzystaniem specjalistycznego sprzętu. Należy jednak jasno podkreślić, iż sama obecność takiej ilości niebezpiecznych odpadów w miejscu do tego nieprzeznaczonym stanowi potencjalne zagrożenie. Dlatego tak istotne jest dla nas uzyskanie dofinansowania, które pozwoli jak najszybciej usunąć ten problem z Olkusza – podsumowuje Michał Latos.

  • Czytaj także: Przez 150 godzin gasili pożar w Bydgoszczy. Naukowcy o tym, co mogło dostać się do powietrza
Idź do oryginalnego materiału